1. Brazylia
2. Włochy
3. USA
4. Kuba
5. Chiny
6. Serbia
7. Japonia
8. Rosja
9. Polska
10. Korea
kadeci 22.08.2007 23:57:39

Nasi kadeci zrobili to, co do nich należało i zwyciężyli niepokonanych dotąd Chińczyków 3-2, ale do finałowej czwórki nie awansowali.
Polacy rozpoczęli w składzie: Fabian Drzyzga – rozegranie, Szymon Piórkowski – atak, Maciej Krzywiecki i Mateusz Jasiński – przyjęcie, Karol Kłosi Łukasz Polański – środek oraz Paweł Zatorski – libero.
Mocna zagrywka to założenie taktyczne, jakie przed meczem narzucili naszym zawodnikom trenerzy. Wiadomo było, że Chiny mają bardzo silny atak, a przy dobrym przyjęciu rozgrywają piłkę bardzo szybko i często gubią blok przeciwników. W początkowej fazie spotkania, nasi reprezentanci mieli jednak bardzo duże trudności z realizacją założeń przedmeczowych. Wiele piłek z zagrywki posyłanych było w siatkę, lub w aut. Chińczycy też czasem psuli zagrywkę, jednak pozostałe serwisy były bardzo mocne i dezorganizowały nasze rozegranie. Pierwszego seta przegraliśmy dosyć wyraźnie, na przerwach technicznych padły wyniki 4:8 i 12:16, kiedy za Szymona Piórkowskiego na boisko wszedł Janek Król. Set zakończył się stanem 19:25.
W drugiej partii niewiele się zmieniało, choć w porównaniu do pierwszego seta, tą partię rozpoczęliśmy w zmienionym składzie. Zamiast Szymona Piórkowskiego od początku pojawił się Janek Król, a miejsce Karola Kłosa zajął Przemek Kasparek. Dalej psuliśmy zagrywki, a wyniki na przerwach były zbliżone jak w pierwszym secie 5:8, 1:16. Jednak końcowa część seta to zryw Polaków do walki. Kiedy nasi kadeci wyrównali na 23:23, trener Chińczyków poprosił o czas. Niestety to Chiny miały więcej szczęścia w końcówce i wygrały seta 24:26.
W trzecim secie, którego rozpoczęliśmy znowu z Karolem Kłosem w wyjściowej szóstce, Chińczycy prowadzili tylko do stanu 2:3, potem na boisku oglądaliśmy takich Polaków, jakich chcielibyśmy widzieć zawsze. Mieliśmy zagrywkę, w ataku szaleli Jasiński, Krzywiecki i Król. Było 8:5, 16:11 i 20:16. Tym razem w końcówce obudzili się Chińczycy, zmniejszając stratę do dwóch punktów (22:20). Było już nawet 24:23, ale Janek Król skończy seta pięknym atakiem. Wygraliśmy 25:23.
W czwartym secie prowadziliśmy od początku do końca. Na środek wrócił Przemek Kasparek. Dalej dobrze atakowaliśmy, a Chińczycy złapani kilka razy blokiem zaczęli popełniać błędy na siatce. Tym razem to Fabian Drzyzga pokazywał chińskiemu rozgrywającemu jak się gubi blok. Wyniki na przerwach technicznych to: 8:6, 16:13, a set zakończył się ostatecznie wygraną 25:20.
Tie break to totalna dominacja Polaków. Pierwszy czas chiński trener wziął, gdy na tablicy wyników wyświetliło się 5:2. Kolejny przy stanie 9:4. W końcówce Chińczycy próbowali jeszcze powalczyć i zmniejszając naszą przewagę do 12:11, ale Polacy szybko się zmobilizowali i zakończyli partię wynikiem 15:12. Na uznanie w dzisiejszym meczu zasłużyli wszyscy Polacy, a najwięcej punktów zdobyli Mateusz Jasiński – 20, Karol Król – 19 i Maciek Krzywiecki – 14.
Polska - Chiny 3-2 (19:25, 24:26, 25:23, 25:20, 15:12)
Polska:
Fabian Drzyzga, Szymon Piórkowski, Maciej Krzywiecki, Mateusz Jasiński, Karol Kłos, Łukasz Polański oraz Paweł Zatorski – libero. Na zmiany wchodzili: Przemysław Kasparek, Jan Król, Mateusz Mika.
Radość po wygranym meczu trwa krótko i cała polska ekipa zasiadła na trybunach aby obejrzeć mecz Francja – Belgia. Było już wiadomo, że Francuzi mają nad nami tak dużą przewagę małych punktów, że tylko wygrana Belgów może pomóc nam w awansie do finałowej czwórki. Niestety ku rozpaczy Polaków, zespół belgijski, mający na swoim koncie już dwie porażki, nie podjął rękawicy i praktycznie bez walki oddał pole Francuzom.
Tak jak Francuzi i Chińczycy mamy dwa wygrane mecze i jeden przegrany, ale niestety to my z tej trójki nie awansowaliśmy do finałowej czwórki i zagramy o miejsca 5-8. Zabrakło nam kilku małych punktów, straconych niepotrzebnie w meczu z Francuzami.
- Wygraliśmy mecz, ale niestety odpadliśmy z walki o medale – powiedział po meczu Karol Janaszewski. – Myślę, że można było coś więcej ugrać na tych mistrzostwach, ale zabrakło szczęścia. Liczą się tu małe punkty, a tych straciliśmy za dużo w meczu z Francją. Trzeba jednak oddać, że chłopcy bardzo dzielnie walczyli. Cieszy nas to, że potrafią walczyć, ale niestety dwa zespoły mogą tylko awansować do czwórki i to my odpadliśmy. Niewiele nam zabrakło, aby walczyć o medale.
Czwartek i piątek Polacy mają wolne, a już od soboty zaczynają walkę o 5 miejsce mistrzostw świata w Meksyku.
źródło: Reprezentacja.net
opracowanie: Tomasz Kowalik
Do wiadomości napisano 49 komentarzy