seniorzy 15.09.2007 14:39:21
Grecy – futbolowi mistrzowie Europy z 2004 roku – nie zdołali zakwalifikować się do mistrzostw świata dwa lata później. Polacy – siatkarscy wicemistrzowie świata sprzed roku – wygrali zaledwie jeden pojedynek podczas tegorocznych mistrzostw Starego Kontynentu. W obu przypadkach sprawdziło się znane powiedzenie, iż „łatwiej zdobyć szczyt, niż się na nim utrzymać“.
Miotłą pod dywan
Pierwsza rysa pojawiła się kilka miesięcy temu. Mariusz Wlazły poprosił – poprzez media! – Raula Lozano, aby ten dał mu wolne podczas Ligi Światowej. Powód? Powtarzające się problemy zdrowotne. Efekt? Kabaret! Lozano przyleciał do Polski, chciał się spotkać z zawodnikiem, ten nie miał czasu (!). Obrażony Argentyńczyk wrócił do ojczyzny, wyrzucił atakującego z zespołu, a za kilka tygodni zmienił decyzję, „Szampon“ wrócił do kadry... Śmiać się, czy płakać? A przecież prawdziwi profesjonaliści – a za takich mam obu zainteresowanych – powinni umówić się na spotkanie w cztery oczy, zastanowić się nad najlepszym rozwiązaniem i wprowadzić go w życie. Działania w sprawie Wlazłego przypominały zamiatanie „pod dywan“.
Stosowanie półśrodków, przydeptywania ognia i brak strategii na jutro doprowadził do tego, że pojechaliśmy na mistrzostwa Europy bez jednego z najlepszych atakujących na świecie.
Brazylijczycy potrafią
Przed rokiem Lozano wywalczył sobie – po ciężkich negocjacjach z klubami – komfortowe warunki pracy. Przez pół roku mógł przygotowywać, w iście koszarowy sposób, swoich podopiecznych do walki z najlepszymi na świecie. Nie musiał się martwić, że zabraknie mu czasu na wyćwiczenie poszczególnych elementów. Miał spokój – coś czego dzisiaj notorycznie brakuje nie tylko ludziom związanym ze sportem.
W tym sezonie Argentyńczyk musiał pogodzić się z faktem, że czasu na przygotowania będzie o wiele mniej, a wręcz trzeba startować z marszu. Wiedział o tym doskonale, więc zapewne przygotował zupełnie inny plan przygotowań. Tylko że plan nie wypalił. – Nie mamy świeżości – podkreślali polscy siatkarze podczas ME w Rosji.
Czyżby Argentyńczyk popełnił błąd? Podczas Ligi Światowej Polacy coś tam jeszcze grali (a może byli na fali sukcesu w Japonii), ale potem z dnia na dzień było coraz gorzej. A może nie da się przygotować kilku szczytów formy w jednym sezonie? Da się! Żywym przykładem są Brazylijczycy, którzy od kilku lat wygrywają dosłownie wszystko.
Notoryczna walka o pietruszkę
I na koniec kolejny – moim zdaniem – czynnik, który przyniósł nam klęskę. – Sportowiec zawsze powinien walczyć o zwycięstwo – to banał! Czy na pewno? Od kilku miesięcy słyszeliśmy, niejednokrotnie z ust samego Lozano, że w tym sezonie najważniejszym celem jest awans do przyszłorocznych igrzysk olimpijskich w Pekinie. Liga Światowa, Memoriał Wagnera, turniej towarzyski we Francji, a nawet mistrzostwa Europy – to wszystko było tylko przystankiem na drodze do Pekinu. Przepraszam bardzo, ale ja czegoś nie rozumiem!
Od kiedy na mistrzostwa Starego Kontynentu jedzie się po kwalifikację olimpijską, a nie po medal? Przecież to paranoja. Zawodnicy nie mogą po każdej porażce słyszeć, że „nic się nie stało, bo przecież i tak najważniejszy cel dopiero przed nami“.
Strategia, którą na własny użytek nazwałem „notoryczną walką o pietruszkę“, spowodowała, że zamiast medalu i prawa do gry w Pucharze Świata (dodatkowa możliwość kwalifikacji olimpijskiej) będziemy musieli walczyć w eliminacjach do ME 2009. A to powoduje kolejne turnieje, kolejne terminy w bardzo napiętym roku olimpijskim. Po klęsce w Rosji, Lozano wziął na siebie całą odpowiedzialność. Polski Związek Piłki Siatkowej dał jasno do zrozumienia, że nie ma zamiaru zwalniać Argentyńczyka. I dobrze! Nie czas na zawirowania, a raczej na wyciągnięcie wniosków.
źródło: Sport
autor: Anna Sówka
Do wiadomości napisano 12 komentarzy
Znasz Macromedia Flash?
To ogłoszenie dla Ciebie!