Siatkówka - Reprezentacje Polski - REPREZENTACJA.NET aktualności, historia siatkówki, wywiady, sylwetki zawodników i trenerow, zdjęcia, relacje LIVE

Nasi Partnerzy:


 

Ranking siatkarzy

  1. Brazylia
  2. USA
  3. Rosja 
  4. Bułgaria
  5. Serbia
  6. Włochy
  7. Polska
  8. Hiszpania
  9. Portoryko
  10. Chiny

Ranking siatkarek

     1.   Brazylia
     2.   Włochy
     3.   USA
     4.   Kuba
     5.   Chiny
     6.   Serbia
     7.   Japonia
     8.   Rosja
     9.   Polska
   10.   Korea
  

AGATA MRÓZ
Galeria Kibica

Agata Mróz - Olszewska - Galeria Kibica
zobacz także:
Sylwetka Agaty

AREK GOŁAŚ
Galeria Kibica

Arek Gołaś - Galeria Kibica
zobacz także:
Sylwetka Arka

Siatkówka


Ziggy: Nie jestem milionerem

seniorzy 17.09.2007 07:21:34

seniorzy - Ziggy: Nie jestem milionerem
Najpierw za 40 tys. złotych wylicytował medal mistrzostw świata Łukasza Żygadło, później w ramach akcji „Srebro za Srebro” ofiarował na aukcję swojego harleya. Zbyszek chciał zostać anonimowy. W końcu jednak, aby nagłośnić akcję pomocy dzieciom, Ziggy - jak mówią na niego bliscy - zdecydował się na rozmowę z nami.

Ziggy na pozór jest przeciętnym kibicem sportowym, który dopinguje naszą reprezentację zza oceanu. Coś go jednak od zwykłego kibica różni. Podczas tegorocznego finału Ligi Światowej w Katowicach dołączył do grona szczęśliwych posiadaczy srebrnego medalu mistrzostw świata przywiezionego przez biało – czerwonych z Japonii. Wywalczył go jednak nie postawą na boisku, lecz sercem... Wziął udział w charytatywnej licytacji medalu Łukasza Żygadło i na minutę przed jej zakończeniem zaoferował za niego 40 tys. złotych. Podkreśla jednak, że nie kupił medalu, lecz ofiarował pieniądze na pomoc przy budowie „Domu Misi”. Sam medal, według Zbyszka, stał się tylko nagrodą za dobry uczynek. Nie sposób nie wierzyć jego słowom, gdyż Ziggy nie poprzestał na wylicytowaniu „srebra” Łukasza Żygadło. Chciał zrobić więcej. Na kolejną aukcję oddał swoje „srebro” – Harleya Davidsona V – ROD 2002. Na wywiad w dużej mierze zdecydował się właśnie po to, by promować akcję oraz poszukiwać chętnych do pomocy stowarzyszeniu „Koliber”. Okazał się skromnym, radosnym człowiekiem, patriotą i wielkim miłośnikiem koni. Ziggy opowiada o pomocy innym, medalu, Łukaszu Żygadło, harleyu oraz swoich licznych pasjach...


 

Ziggy z żoną Ewą (fot. reprezentacja.net)

 
O pomocy innym...

- Zaczęło się od tego, że kilka lat temu przeszedłem trzy operacje na kolana. W tym trudnym dla mnie pod wieloma względami okresie wyciągnął do mnie rękę przyjaciel z Ohio. Wiedziałem, że jak sam stanę na nogi, będę chciał pomóc innym, a konkretnie dzieciom. Pragnąłem w ten sposób odwdzięczyć się i spłacić pewnego rodzaju dług życiowy. Bardzo długo szukałem odpowiedniej organizacji niosącej pomoc dzieciom, aż wreszcie z internecie znalazłem stowarzyszenie "Koliber". Później trafiłem na wywiad z Danutą Gilarską, prezesem organizacji, z którego dowiedziałem się, że z powodu choroby nowotworowej straciła swoje dziecko. Było to jeszcze dużo wcześniej niż rozpoczęła się licytacja medalu Łukasza Żygadło. Zależało mi na znalezieniu instytucji charytatywnej, która nie przeznacza kilkudziesięciu procent uzyskanych pieniędzy na sprawy organizacyjne, w fundacji Koliber wszyscy pracują charytatywnie. Często wręcz dokładają swoje własne pieniądze, a wszystkie przekazane datki, obojętne w jakiej formie, w całości trafiają na konto dzieci.

Szukałem także konkretnego celu, do którego mógłbym się dołożyć, a takim niewątpliwie jest budowa „Domu Misi” – mówi Ziggy.



 

O medalu...

- Licytacja medalu była dla mnie kropką nad „i”. Od początku wiedziałem, że srebrny krążek trafi do mnie (śmiech). Wygrałem dzięki doświadczeniu z aukcjach, w których wcześniej brałem udział. Miałem jednocześnie świadomość, jaką medal ma wagę dla Łukasza i polskiej siatkówki. Kiedy go dostałem, usiadłem i pomyślałem, że jest tylko kilkanaście takich egzemplarzy na świecie. W dodatku to pierwsze tak cenne siatkarskie trofeum w Polsce od 30 lat. Niewielu ludzi miało z nim styczność, ale jak już ktoś trzyma go w ręku przyznaje, że ma on niepowtarzalną moc. Dla mnie jest zaczarowany, nazywam go „polskim talizmanem”. Na razie trzymam go w sejfie. Zbyt wiele osób chciałoby mieć taki medal (śmiech). Niewielu moich przyjaciół wie, że zlicytowałem coś tak cennego. Ci nieliczni czasem przychodzą, oglądają, zakładają na szyję. Może Łukasz już nigdy takiego medalu nie zdobędzie, odpukać. Ale jak dołoży w przyszłym roku medal olimpijski to chyba będę musiał wziąć pożyczkę (śmiech). Chociaż myślę, że tym razem polskie firmy nie pozwoliłyby wywieźć z kraju tak cennej zdobyczy, która ma przecież wartość narodową. Już teraz pojawiały się głosy, że medal powinien zostać w Polsce. Skoro miało tak być, to powinien kupić go ktoś z Polski. Medalu nie kupiłem w celach reklamowych, tak jak zarzucali mi niektórzy internauci. Jest on moją prywatną, namacalną satysfakcją z niesienia pomocy dzieciom z nowotworem.

 

Robert Warzycha oraz Ziggy ze srebrnym medalem Łukasza Żygadło
(fot. reprezentacja.net)

O Łukaszu...

Łukasz zadzwonił do mnie po licytacji medalu, kiedy nie wiedział jeszcze, że to ja zwyciężyłem. Akurat szykowaliśmy się do imprezy urodzinowej mojej żony. Chcieliśmy się poznać. Trochę żartowaliśmy. Od razu przypadł mi do gustu, bo nie był sztywny, więc tylko dla zasady powiedziałem, że jeśli chce myśleć o dalszej współpracy, niech zapomni, że jest gwiazdą. Ja traktuję ludzi tak, jak sam chciałbym być traktowany. Na co Łukasz zaczął mnie zapewniać, że gwiazdą się nie czuje, jakby w obawie, że mogę się jeszcze wycofać (śmiech). Takie szczere podejście otwiera wszelkie drzwi. Ja nie należę do ludzi, którzy klepią kogoś po plecach. Fakt, że Łukasz gra w reprezentacji Polski nie ma dla mnie znaczenia. Dla mnie jest przede wszystkim człowiekiem, który postanowił zrobić coś dobrego. Porównuję Łukasza do ratownika, który skacze do wody, gdzie topi się pięcioro dzieci. Nie jest w stanie uratować wszystkich, samodzielnie może ocalić życie najwyżej jednemu. Ale dzięki swojej popularności może zdziałać więcej niż przeciętna osoba. Nie chciałbym przesadnie go chwalić, ale Łukaszowi na pewno należą się słowa uznania. Spisał się jako człowiek. Osobiście uważam, że każdy, kto weźmie go do swojej drużyny będzie miał nie tylko dobrego zawodnika, ale również niezwykłą osobowość. Moje ręce są za krótkie, ale gdybym tylko mógł, mianowałbym go sportowcem roku w Polsce. Uważam, że taki tytuł nie powinien być przyznawany za same tylko wyniki sportowe. Myślę, że za ten gest również należy mu się wyróżnienie. Sportową postacią roku powinien być ktoś nie tylko o wybitnych osiągnięciach zawodowych, ale również życiowych. Mimo różnicy wieku, odległości, jaka nas dzieli oraz faktu, że jeszcze nie spotkaliśmy się osobiście, mamy bardzo dobry kontakt. Naturalnie chciałbym się z nim spotkać, by pokazać mu, że medal jest w dobrych rękach (śmiech). Dla mnie Łukasz to równy gość, można z nim konie kraść…byle nie moje (śmiech).


 

O harleyu...

- Pewnego dnia pomyślałem sobie, że skoro Łukasz ofiarował marzenie swojego życia, dlaczego ja nie miałbym zrobić tego samego? Zawsze marzyłem o harleyu, ale długo nie było mnie na niego stać. Miałem w Stanach kilka motorów, ale kiedy wreszcie kupiłem harleya, stał się moim ‘baby’. Praktycznie na nim nie jeździłem. Odkrywałem go, czyściłem i z powrotem chowałem do garażu (śmiech). Zanim go kupiłem dołożono do niego chromowane części. Mimo, to nie jest zrobiony z przepychem, a gustownie, przyciąga uwagę. Oczywiście czułem lekki żal oddając go na licytację, ale byłem jednocześnie zdecydowany. Chciałem podarować Łukaszowi mój „medal”. Podczas jego pobytu w Nowym Jorku wysłałem mu maila o tajemniczym tytule „Srebro za Srebro”, do którego dołączyłem zdjęcie motoru. Odpisał, że zaniemówił. Fakt, że dochód z licytacji motoru zostanie przeznaczony na budowę „Domu Misi”, sprawia, że teraz harley ma dla mnie jeszcze większą wartość i znaczenie, niż zanim trafił do Polski. Niestety jego transport przysporzył nam wielu problemów. Na szczęście firma mieszcząca się przy lotnisku w Houston za darmo zbudowała dla niego specjalną skrzynię, a przedsiębiorstwo DSV zajmujące się wysyłką, za pośrednictwo nie wzięło ode mnie ani grosza. Kłopoty czekały na harleya dopiero w Polsce, gdzie zażądano za niego ponad 14 tys. złotych cła i podatku VAT. Rozumiem, że tego wymaga prawo, ale tym sposobem zabiera się niewinnym dzieciom tak ciężko zdobyte pieniądze. Pieniądze, które w tym przypadku powinny być przeznaczone tylko na "Dom Misi". Najchętniej nie wspominałbym o tym, bo to wstyd żeby organizacja charytatywna musiała płacić cło! Dlatego apeluję, aby celem licytacji było ofiarowanie pieniędzy, a nie zakup motoru. Harley ma stać się nagrodą dla ofiarodawcy, motywacją do zrobienia czegoś dla innych, ale nie powodem do wzięcia udziału w akcji.

Ja sam na razie nie mam na czym jeździć, ale zastanawiam się nad kupnem trójkołowego motoru, bo przecież jestem już stary (śmiech).


 

Harley Davidson V – ROD 2002 z dotychczasowym właścicielem
(fot. reprezentacja.net)

O pasjach...

- Jestem właścicielem firmy numizmatycznej. Kolekcjonuję przede wszystkim monety z wizerunkiem Jana Pawła II, ale również sprzedaję i kupuję. To inwestycja i lokata.  Monet w przeciwieństwie do koni nie trzeba karmić (śmiech). A zainteresowanie końmi wzięło swój początek od filmu „Bonanza” oraz wyścigów na warszawskim Służewcu, które jeżeli dobrze pamiętam komentował Jan Ciszewski. Wyścigi wydawały mi się wówczas sportem elitarnym, zupełnie dla mnie nieosiągalnym. Dopiero kilka lat temu zaczęło mnie być stać na realizację tej dziecięcej pasji, a od dwóch lat mam własne konie wyścigowe. Początkowo Teksańczycy byli zdziwieni, że jakiś obcokrajowiec zajmuje się końmi. Bardziej interesowała ich moja osoba, niż moje zwierzęta (śmiech). A jakie było ich zdziwienie, kiedy w minionym sezonie 2006/07 w Houston moje konie zajęły trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej. Może kiedyś mój koń pobiegnie w największym wyścigu na świecie, nazwę go wtedy na cześć Łukasza Lukas II (śmiech). Rok temu znajomi zaszczepili we mnie kolejną pasję - do golfa. Bardzo mi się ta gra podoba, ale ciężko jest się jej nauczyć. Myślałem nawet, by w Polsce zorganizować turniej golfowy z udziałem gwiazd, z którego dochody przeznaczone byłyby oczywiście na "Dom Misi"…

 

Ziggy z jednym ze swoich koni (fot. reprezentacja.net)


Ziggemu nie zależy na rozgłosie wokół własnej osoby. Na wywiad z nami zgodził się dopiero po długich namowach licząc na to, że uda mu się nagłośnić sprawę licytacji Harleya i całej akcji związanej z budową "Domu Misi".Najważniejsze jest to, by trud i wkład pracy, jakie włożone zostały przez wielu ludzi w tą akcję przyniosły wymierne efekty. Mam świadomość, że zbieranie funduszy na tego typu przedsięwzięcie nie jest rzeczą prostą, dlatego staram się pomóc. Niestety czasami natrafia się na nieoczekiwanie przeszkody. Jedną z nich było wspomniane 14 tys. złotych cła i podatku VAT, które trzeba było zapłacić za harleya. Z tych pieniędzy można by zrobić lepszy użytek, gdyby pozostały na koncie fundacji. Może ktoś weźmie to pod uwagę? - zastanawia się Ziggy. - Liczę na to, że akcją zainteresuje się więcej ludzi o wielkich sercach. To cel, w który warto się zaangażować. Może ten tekst skłoni innych do dołożenia swojej cegiełki na "Dom Misi".


Zbyszek ma świadomość, że dla prywatnej osoby kwota ponad 14 tysięcy jest bardzo wysoka, ale jego marzeniem jest to, że być może znajdzie się jakaś firma, która zdecydowałaby się zwrócić fundacji pieniądze wpłacone na cło i podatek za motor.


- A może znajdzie się ktoś, kto będzie w stanie doprowadzić do zmiany decyzji polskich organów celnych… - marzy sobie Ziggy, nie mogąc pogodzić się z tym, że oddając swojego ukochanego harleya naraził fundację Koliber na tak poważne wydatki.


 

 

Planowane pierwotnie na finał mistrzostw Europy zakończenie licytacji srebrnego Harleya Davidsona V – ROD 2002 zostało przesunięte na 20. października, kiedy specjalnie z tej okazji do Polski przyleci Ziggy. Aktualnie maszynę podziwiać można w krakowskim salonie Alfy Romeo www.podolscy.pl Co ciekawe, w promocji akcji licytacji motoru fundacji Koliber aktywnie pomaga krakowska firma Salwator, ta sama, która przegrała z Ziggym licytację medalu Łukasza. Ziggy jest pod wielkim wrażeniem takiej postawy.


W dniach 22-23 września Harley będzie również prezentowany podczas turnieju tenisowego organizowanego na kortach obiektu Wola Sport Paradise w Krakowie, www.wolasportparadise.pl .

 

Tam też po zakończeniu aukcji 21 października, nowy przyjaciel „Domu Misi” – osoba, która ofiaruje najwięcej pieniędzy za harleya - odbierze z rąk Ziggiego kluczyki do tej wspaniałej maszyny. Dla takich emocji, ale przede wszystkim dla chorych na nowotwór dzieci warto przyłączyć się do akcji „Srebro za Srebro”. Licytacja odbywa się na www.lukaszzygadlo.pl 

 

źródło: reprezentacja.net

autor: Barbara Kuziemska

Do wiadomości napisano 11 komentarzy

Powrót
Dodaj nowy komentarz
Zarejestruj swojego nicka.
Redakcja serwisu Reprezentacja.net nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy umieszczanych przez internautów.

Pola oznaczone gwiazdką (*) są obowiązkowe do wypełnienia