1. Brazylia
2. Włochy
3. USA
4. Kuba
5. Chiny
6. Serbia
7. Japonia
8. Rosja
9. Polska
10. Korea
seniorzy 04.12.2007 12:06:25

Podczas olimpijskiego turnieju prekwalifikacyjnego w Szombathely wielu obserwatorów zwróciło uwagę na wysoką formę Michała Winiarskiego. „Winiar” w wielu sytuacjach brał ciężar gry reprezentacji na swoje barki, atakował w najważniejszych momentach, idealnie przyjmował... Był prawdziwym liderem polskiej ekipy.
W finałowym spotkaniu z Finami zagraliście jak za starych, dobrych czasów. Z uśmiechem na ustach, z perfekcyjnym wykonaniem założeń taktycznych, bez błędów własnych. Czy to oznacza, że wracacie na swój poziom?
- W Szombathely wszyscy widzieli, że mamy bardzo dobry zespół i mocną ławkę rezerwowych. Muszę przyznać, iż dawno już nie widziałem tak świetnie grających potencjalnych zmienników.
Wychodziło wam wszystko.
- Tylko w III secie trochę się „zagrzaliśmy”. Rozluźniliśmy się, myślami już chyba byliśmy w autokarze i w drodze do domu. Na całe szczęście pokazaliśmy charakter. I dobrze, bo nie wiadomo jak zakończyłby się ten mecz, gdybyśmy przegrali w tej odsłonie.
Luz - to chyba najlepsze słowo, które pasuje do gry biało-czerwonych w Szombathely. I to nie tylko w meczu z Finami.
- Dawno tak nie graliśmy. Fatalna seria w ostatnich meczach nie napawała optymizmem przed prekwalifikacjami. Na Węgrzech pokazaliśmy pełnię swoich umiejętności. Trudno doczepić się do jakiegokolwiek elementu w naszej postawie.
Jeszcze przed finałem dowiedzieliście się, że wynik meczu jest sprawą drugorzędną, bowiem obie ekipy i tak mają już awans w kieszeni. W jaki sposób się mobilizowaliście?
- Nawet przez myśl nam nie przeszło, że możemy odpuścić ostatnie spotkanie. Przecież przyjechaliśmy na Węgry, aby wszystko wygrać. Poza tym mieliśmy z Finami rachunki do wyrównania. Cały czas pamiętaliśmy porażkę z tą ekipą na mistrzostwach Europy w Rosji. Po niedzielnym spotkaniu odetchnęliśmy. Finowie grali w najlepszym składzie i wyraźnie przegrali. To świadczy o naszej sile.
Cztery spotkania, jeden stracony set, to bilans węgierskich zawodów. Przed turniejem wziąłby pan taki wynik w ciemno?
- Kiedy dwukrotnie przegraliśmy towarzysko z Czechami, nasze morale podupadło. Naprawdę nie czuliśmy się dobrze. Nasze myśli krążyły wokół tych meczów, ale widać, że wiele się nauczyliśmy. Lepiej jest przegrywać w sparingach, ale pewnie wygrywać w najważniejszych meczach. Straciliśmy w całym turnieju zaledwie seta. I na dodatek „głupiego” seta.
Styczniowy turniej w Turcji zapowiada się pasjonująco.
- Stawka jest wyrównana. Każdy może wygrać z każdym. Cieszymy się, że nie będzie tam Rosji... Teraz czekają nas jeszcze rozgrywki ligowe, potem rodzinne święta i czas na przygotowania do olimpijskiego turnieju kwalifikacyjnego w Izmirze.
*W Szombathely rozmawiała Małgorzata Gotowiec - Sport
źródło: Sport/wp.pl
autor: Anna Sówka
Do wiadomości napisano 18 komentarzy