- Wolałabym już przegrać 0:3 niż 2:3. Wielka szkoda, bo tak malutko brakowało. Ciężko będzie się nam po tym podnieść, ale wszystko przed nami - mówi o meczu z Rosją Milena Sadurek, rozgrywająca reprezentacji Polski. - Mamy jeszcze jeden turniej - w Japonii. Przed czterema laty nie miałyśmy takiej możliwości, by awansować do igrzysk z turnieju interkontynentalnego. Teraz będziemy robić wszystko, by w maju wywalczyć olimpijską przepustkę - zapowiada
Sadurek.
- Nie wiem czemu w tym turnieju zagrywka była moją mocną stroną. Zazwyczaj jest to mój słaby punkt. Chyba w tym wszystkim było trochę przypadku. Żeby nasz zespół zaistniał, tworzył monolit, potrzeba jeszcze trochę czasu. Jest wiele nowych twarzy, a kilka dni zgrupowania to bardzo mało. Z meczu na mecz szło nam coraz lepiej i niewiele zabrakło, by ograć Rosjanki, tym bardziej, że pozbierałyśmy się przegrywając 0:2. Gdyby nie ta seria w tie-breaku, kiedy straciłyśmy dziewięć punktów a zdobyłyśmy jeden, może wszystko potoczyłoby się inaczej - zastanawia się
Katarzyna Skorupa, zmienniczka Mileny Sadurek.
- Do turnieju olimpijskiego jeszcze daleko. Jesteśmy w punkcie wyjścia, to, że dotarłyśmy tutaj aż do finału nic nam nie dało. Gdybyśmy wygrały miałybyśmy już bilet do Pekinu i nie byłoby o czym rozmawiać - kończy nasza druga rozgrywająca.
źródło: pzps.pl/wp.pl
autor: Natalia Starosta