- Jestem zadowolony z nastawienia zespołu - mówił po finale Marco Bonitta. - A drużyna, która przegrywa 0:2 z Rosją, wyrównuje i o mało nie wygrywa musi, przepraszam za wyrażenie, "mieć jaja"...PRZEGLĄD SPORTOWY:
Na turnieju w Halle na trybunach zasiadło wielu znakomitych szkoleniowców m.in. Massimo Barbolini, Jose Guimaraes i Arie Selinger. Był pan dumny z tego, jak Polki im się zaprezentowały?
MARCO BONITTA:
- Oczywiście. Nagrodą dla mnie jest, kiedy widzę swoje dziewczyny grające bardzo dobrze. Czułem satysfakcję z tego, że obserwowali to również moi koledzy po fachu. Jesteśmy tuż za trzema najsilniejszymi drużynami świata: Brazylią, Włochami i Rosją. Znajdujemy się w towarzystwie takich ekip jak Kuba, USA, Chiny. Wszyscy zdają sobie doskonale sprawę, że dziś pokonać Polskę jest bardzo trudno. Żadnego meczu nie przegramy już w głowach.
- W wielu momentach finału graliśmy na poziomie Rosjanek, a czasem nawet lepiej niż one. Dziś dziewczyny zaprezentowały maksimum tego, czym obecnie dysponują. Zresztą, zawodniczki obu zespołów walczyły do ostatniej kropli potu. Rywalki udowodniły w tie-breaku, jak ważne jest doświadczenie w decydujących momentach. Lubow Sokołowa, która wcześniej grała słabo, weszła w piątej partii na boisko i zdobyła siedem punktów. Ona jest jak "siatkarski Maradona".
- Byłem zadowolony z gry, z nastawienia zespołu. Z tego powodu czuję satysfakcję. Nie zmienia to faktu, że przegraliśmy. Ale trzeba pamiętać, że drużyna, która przegrywa 0:2 z Rosją, wyrównuje i o mało nie wygrywa musi, przepraszam za wyrażenie, "mieć jaja"...
* rozmawiał Rafał Bała, więcej w Przeglądzie Sportowym
źródło: Przegląd Sportowy
autor: Natalia Starosta