Jesteśmy w komfortowej sytuacji po trzech zwycięstwach nad Jastrzębiem - to fakt, ale teraz mamy play-offy, a one rządzą się swoimi prawami - mówi przed półfinałami z Jastrzębskim Węglem Marcin WikaPodejrzewam, że po sukcesie w Pucharze Polski nie możecie się już doczekać półfinału z Jastrzębskim Węglem?
- Zgadza się. Wiemy, że jesteśmy w wysokiej dyspozycji i chcielibyśmy grać jak najszybciej. Turniej w Poznaniu pokazał, że jesteśmy dobrze przygotowani do sezonu. Po zdobyciu pucharu na pewno poczuliśmy się pewniej. Nie ukrywamy, że chcemy pójść za ciosem i zdobyć jakiś medal. Na razie tyle.
Jest Pan ostrożny w snuciu planów.
- Bo to jest sport. Możemy mierzyć w złoto, ale boisko wszystko zweryfikuje. Może nam się przytrafić słabszy dzień i nic przez to nie ugramy. Odpadniemy w półfinałach, a potem nie zdobędziemy żadnego medalu. Pamiętajmy, to jest tylko sport.
Z Jastrzębskim Węglem wygraliście w tym sezonie trzy razy, na tej podstawie można by stwierdzić, że to dla Was wymarzony rywal.
- Jesteśmy w komfortowej sytuacji po trzech zwycięstwach - to fakt, ale teraz mamy play-offy, a one rządzą się swoimi prawami. Słyszałem wypowiedzi chłopaków z Jastrzębia, którzy twierdzą, że cieszą się z tego, że trafiają na nas, bo będą mieli okazję do rewanżu za finał Pucharu Polski. Tutaj wszystko może się zdarzyć, na pewno przed nami trudne, emocjonujące pojedynki.
Utarło się, że pięćdziesiąt procent wartości Jastrzębskiego Węgla to Dawid Murek i chyba jest w tym sporo prawdy.
- Rzeczywiście, tak dotychczas było, że jak grał Dawid Murek, to i cały zespół Jastrzębia. Ale w tej drużynie jest kilku zawodników, którzy mogą pociągnąć grę, choćby Robert Prygiel. Prawda jest jednak taka, że jeśli zatrzymamy Dawida, to pewnie my wystąpimy w finale.
W jakim elemencie czujecie się od rywali silniejsi?
- Trudno powiedzieć. Jesteśmy bardzo podobnymi zespołami. Jeżeli jednak miałbym wskazać jakiś element, to byłaby to zagrywka, która może przesądzić o losach rywalizacji. Bo tak jest, że jak się zagrywa, to się też wygrywa. U nas przez cały sezon dobrze zagrywał Robert Szczerbaniuk, w finale Pucharu Polski świetnie spisał się Brook Billings. Wydaje mi się, że tutaj jesteśmy lepsi.
Zapomniał Pan chyba o sobie. To Marcin Wika został wybrany na najlepiej zagrywającego zawodnika finału Pucharu Polski i najlepszego zawodnika całego turnieju...
- Fajnie, że ktoś dostrzegł moje umiejętności, dobrze było dostać te wyróżnienia, ale powiem, że ja wcale nie myślałem, żeby trafiły w moje ręce. Nie przywiązywałem do tego wagi. Tak jak dla innych chłopaków, tak i dla mnie liczyło się tylko dobro zespołu i zdobycie pucharu. Zresztą obserwatorzy zgodnie twierdzili, że to zespół, a nie indywidualności wygrały ten turniej. Cieszymy się z pucharu i z tego, że wywalczyliśmy dla Częstochowy Ligę Mistrzów. Ten drugi sukces jest dla nas cenniejszy niż nagrody indywidualne.
Rywalizację w półfinałach zaczynacie od dwóch meczów w hali Polonia, co powinno być waszym atutem. Inaczej niż przed rokiem, kiedy zdecydowanie lepiej graliście na wyjazdach.
- Ja chciałbym zauważyć, że my generalnie gramy lepiej niż przed rokiem. Co do publiczności, to na pewno dobrze jest mieć za sobą pełne trybuny i gorący doping. My pokazaliśmy w tym sezonie, że potrafimy grać w Polonii, choćby meczem z Iskrą Odincowo. Teraz też bardzo liczymy na naszych kibiców. Doping potrafi nas porwać, sprawić że gra się łatwiej i skuteczniej.
Odpoczął Pan trochę przed półfinałami?
- Nie było czasu na dłuższy relaks. Teraz trzeba zacisnąć zęby i walczyć na całego, bo fajnie byłoby jeszcze coś ugrać. Na odpoczynek przyjdzie czas po sezonie.
Na pewno, a kadra?
- Najpierw trzeba dostać powołanie, a ja takiego jeszcze nie mam i nie wiem, jak będzie. Jeżeli jednak trener Lozano mnie doceni, to będę się z tego cieszył i odpoczynek odłożę na później.
* Rozmawiał Tadeusz Iwanicki - Gazeta Wyborcza Częstochowa
źródło: Gazeta Wyborcza Częstochowa
autor: Anna Bajorek