1. Brazylia
2. Włochy
3. USA
4. Kuba
5. Chiny
6. Serbia
7. Japonia
8. Rosja
9. Polska
10. Korea
seniorzy 27.03.2008 07:17:04

Reprezentacja.net:
To Pana pierwszy sezon w Maceracie. Przed rozpoczęciem rozgrywek poprosił Pan o numer 16, który wcześniej należał do ś.p. Arka Gołasia. Czy noszenie koszulki z jego numerem jest dla Pana dodatkową mobilizacją na boisku?
Sebastian Świderski:
- Na pewno. To Arek powinien grać tutaj, w Maceracie. Nie dotarł z powodu tego przykrego wypadku i nie mógł założyć tej koszulki. Dlatego jest to tym większa mobilizacja dla mnie, by w jakiś sposób uczcić i uhonorować tutaj jego osobę moją jak najlepszą grą.
Zajmujecie aktualnie czwarte miejsce. Tabela wygląda jednak tak, że jeszcze wszystko może się zdarzyć. Jaki sposób ma w tym sezonie Macerata, by wywalczyć tytuł mistrzowski?
- Nie jest to jakiś nadzwyczajny sposób. Trzeba przede wszystkim walczyć i nie poddawać się (uśmiech). Mieliśmy niedawno spotkanie, na którym trener powiedział, że mistrzostwo Włoch zdobędzie jedna z tych drużyn, które aktualnie w tabeli są na miejscach od jeden do sześć. My na szczęście znajdujemy się w tym gronie (uśmiech). Tak więc wszystko się rozstrzygnie w play offach. Kto najlepiej przepracuje okres przed play offami, ten zdobędzie tytuł. Zresztą widać to po zespołach z tej najwyższej półki, po ich wynikach, oni już teraz rozpoczęli przygotowania, bo potem nie będzie na to czasu. Będziemy grać co dwa, trzy dni i nie będzie możliwości zrobienia czegoś dodatkowego na treningu.
Macerata wywalczyła niedawno Puchar Włoch, w którego zdobyciu miał Pan spory udział. Jak ocenia Pan ten turniej teraz, z perspektywy czasu?
- Jest to duży sukces, nie tylko mój, ale całej drużyny i sztabu szkoleniowego. To trzeci Puchar Włoch tego klubu. Bardzo się z niego cieszę, bo jest wielu rewelacyjnych zawodników, którzy przez kilkanaście lat grają we Włoszech i nie udało się im go zdobyć. Ja jestem tutaj piąty rok, więc zdobycie Pucharu to naprawdę wielkie wyróżnienie i zaszczyt. Puchar Włoch jest dla każdego zespołu pierwszym celem w sezonie, ponieważ jest pierwszym prawdziwy sprawdzianem umiejętności w sezonie. Co więcej, daje przepustkę do Ligi Mistrzów. Co tu dużo mówić, jest to kolejny tryumf w moim CV i jestem z tego dumny (śmiech).
Skoro macie na swoim koncie Puchar Włoch to chyba łatwiej, wiedząc, że okazaliście się najlepsi, będzie wam walczyć o mistrzostwo?
- Teraz oczekiwania w stosunku do nas są dużo większe. Niestety nie ominęły nas także problemy zdrowotne. Rodrigao wrócił już do Brazylii i nie będzie mógł nam pomóc w tym sezonie. Przeszedł bardzo poważną operację kolana. Był do tej pory podstawowym środkowym tego zespołu. Paparoni, który również był zawodnikiem szóstkowym, bardzo poważnie skręcił staw skokowy. Jeszcze co najmniej przez trzy tygodnie nie będzie brał udziału w zajęciach, a tym bardziej w grze. Więc jest to kolejne osłabienie. My robimy to co do nas należy. Trenujemy w takim wymiarze, w jakim jest to możliwe najlepszym składem, jakim aktualnie dysponujemy. Przygotowujemy się do następnych spotkań i do play offów. Na całe szczęście tutaj nie ma wielkich faworytów i nikt nie myśli, z którego miejsca i przeciwko komu lepiej grać. Poziom prezentowany przez te zespoły jest na tyle wyrównany, że czy się będzie grało z czwartego czy z piątego miejsca, to nie ma różnicy. Nie wiem więc, czy będzie nam łatwiej, ale będziemy walczyć.
W mediach głośno jest o Pana wysokiej formie. Jest możliwe utrzymanie jej także na czas rozgrywek reprezentacyjnych?
- Myślę, że jest to możliwe. Na pewno jakieś spadki formy będę miał, bo nie da się jej utrzymać przez pół roku na nie wiadomo jak wysokim poziomie. Tym bardziej, że teraz bardzo ciężko trenujemy, przygotowujemy się i ładujemy akumulatory. W związku z tym aktualnie nie jest ona jeszcze taka, na jaką liczę ja, czy moi trenerzy. Jesteśmy jednak spokojni, wiedząc, że sztab trenerski zna się na tym co robi. Poprzednie sezony pokazały, że wiedzą co robią i wierzę, że ta forma na pewno przyjdzie. Jeśli chodzi o reprezentację, to po zakończeniu sezonu będzie jeszcze czas na dołączenie do grupy i zgranie się z nią. Pytanie tylko kiedy to będzie, ponieważ w lidze włoskiej gra się mecze aż do początku maja. Można, co prawda odpaść już na początku kwietnia (uśmiech), nie mogę jednak przewidzieć kiedy konkretnie zakończę ten sezon. Osobiście liczę na to, że będzie to jak najpóźniej, bo będzie to oznaczało, że będę grał w wielkim finale. Natomiast co będzie – zobaczymy.
Jak z Pana zdrowiem? W Izmirze uskarżał się Pan na bark.
- Dolegliwości są jeszcze odczuwalne. Nie są one jednak na tyle bolesne, żebym nie mógł brać udziału w zajęciach. Mam specjalnie przygotowany przez trenera zestaw ćwiczeń siłowych, który polega na dodatkowej pracy na siłowni czy na basenie. Wszystko po to, by zaleczyć i wzmocnić bolący bark. Nie przeszkadza to jednak w normalnym trenowaniu i graniu meczów.
W maju turniej kwalifikacyjny w Portugalii. Czy według Pana będzie to łatwy turniej czy jednak będzie on wyzwaniem dla zmęczonej sezonem ligowym kadry?
- Każdy turniej jest wyzwaniem. Tym bardziej ten kwalifikacyjny do igrzysk. Każda drużyna, która na niego przyjedzie, będzie przygotowana na 100% i będzie chciała wywalczyć bilet do Pekinu. Portoryko pokazało już wielokrotnie, że trzeba się z nimi liczyć. Na Pucharze Świata pokonali dużo wyżej notowane zespoły. Na pewno nie będą łatwym rywalem. Podobnie Portugalia, która ma atut własnej hali. Zespół ten zawsze podchodzi do tego typu rozgrywek bardzo dobrze przygotowany. My również musimy się przygotować do tego turnieju jak najlepiej. Jeżeli będziemy zdrowi i w pełni sprawni jestem spokojny o awans.
Już w ten weekend Final Four Ligi Mistrzów. Jak Pan ocenia szanse Skry Bełchatów?
- Na pewno Skra na swoim terenie, przy swojej publiczności jest w stanie osiągnąć sukces. Tym bardziej, że mecze będą rozgrywane w Łodzi, gdzie zawsze atmosfera jest gorąca. Widać, że jest to zespół przygotowany do odnoszenia sukcesów. Wierzę w to, że polska drużyna wreszcie zaistnieje w europejskich pucharach, zdobywając troszkę więcej niż swego czasu Kędzierzyn.
W pierwszym meczu Skra zagra z Dynamem Kazań. To nie będzie łatwy przeciwnik zważając na "huśtawkę formy", jaka panuje ostatnio w Skrze.
- Każda drużyna ma w sezonie momenty swojej lepszej i gorszej gry. W meczu półfinałowym Pucharu Polski Jastrzębie zagrało bardzo dobry, mądry mecz. Widać, że zespół Skry „leży im”, że dobrze im się gra przeciwko mistrzom Polski. Także porażka z Sosnowca nie jest niczym wielkim. Zespół z Sosnowca pokazał wielokrotnie, że potrafi wygrywać z drużynami wyżej notowanymi. Bełchatowianie przygotowują się szczególnie na Ligę Mistrzów. Mieli łatwiejszą drogę od innych zespołów, więcej czasu na naładowanie akumulatorów. Podejrzewam, że gorsze wyniki jakie ostatnio osiągali to skutek ciężkiej pracy, jaką wykonywali przygotowując się do tego turnieju. Jestem więc spokojny o ich grę i wynik na tym turnieju.
*Rozmawiała Natalia Starosta - Reprezentacja.net
źródło: reprezentacja.net
autor: Renata Respondek
Do wiadomości napisano 131 komentarzy