- Sukcesem będzie miejsce na podium, czwartym miejscem będę zawiedziony - tak mówi o szansach PGE Skry Bełchatów jej prezes. W sobotę mistrz Polski zagra w finale Ligi Mistrzów
Polacy organizują turniej finałowy, jedną z trzech najważniejszych, oprócz mistrzostw świata i Europy, imprez siatkarskich, po raz drugi w historii. -
W pierwszym roku występów w Lidze Mistrzów przyglądaliśmy się wszystkiemu, w kolejnym zbieraliśmy doświadczenia, w trzecim postanowiliśmy sami spróbować - mówi prezes
Konrad Piechocki.
Na europejskich pucharach w siatkówce nie da się zarobić. Wręcz przeciwnie... Organizacja Final Four kosztuje ok. 1,5 mln zł. Skry nie było na to stać, ale pomogli sponsorzy oraz władze województwa, które chce się promować przez sport. Turniej odbędzie się w Łodzi, bo hala w Bełchatowie jest za mała. Według Piechockiego trybuny wypełnią się, to znaczy, że w sobotę i niedzielę mecze obejrzy w sumie ponad 18 tys. kibiców. -
Najlepszych na świecie - podkreśla
Daniel Castellani, trener bełchatowian. Dzięki organizacji turnieju mistrz Polski mógł zagrać bez eliminacji. Jego szefowie zapewniają jednak, że zrobią wszystko, by do następnego awansować już normalną drogą.
Skra uchodzi u nas za drużynę gwiazd, ale trudno uznać ją za faworyta finału. Będzie musiała bowiem rywalizować z najbardziej utytułowanym w ostatnich latach w Europie Sisleyem Treviso, jedną z najbogatszych w Serie A Coprą Piacenza oraz głównym kandydata do pierwszego miejsca Dynamem Kazań. -
Nawet Włosi też są tego zdania - opowiada
Michał Winiarski występujący w Itas Diatec Trentino. A to z Rosjanami Skra zmierzy się w półfinale. (Władze europejskiej federacji uznały, że włoskie kluby nie mogą spotkać się w finale, dlatego zagrają przeciw sobie w sobotę.)
Wiktor Sidielnikow, szkoleniowiec mistrza Rosji, twierdzi, że największe gwiazdy Skry (
Stephane Antiga i
Mariusz Wlazły) bledną przy jego zawodnikach. -
Tietiuchin, Kosariew i Jegorczew wygrywali Ligę Mistrzów w 2003 i 2004 roku [w Lokomotiwie Biełgorod]. Stanley, Ball [w Iraklisie Saloniki] i Bogomołow [w Iskrze Odincowo] grali w finale - wylicza Sidielnikow. -
To nasza podstawowa szóstka.
Co na to bełchatowianie? -
Rosjanom zawsze brakowało szacunku dla rywali - odpowiada
Piotr Gruszka. -
Nie ma drużyny nie do pokonania - dodaje
Robert Prygiel, reprezentant Polski, który spędził w Rosji kilka lat. A w play-off tej Ligi Mistrzów Jastrzębski Węgiel, w którym teraz występuje, odpadł w rywalizacji właśnie z zespołem z Kazania (przegrał 0:3 i wygrał 3:2). -
Wszyscy zawodnicy Skry muszą jednak zagrać bardzo dobrze, nie tylko Wlazły. Dobry przykład dała Częstochowa, która wyeliminowała Iskrę Odincowo, zespół równorzędny, o ile nie silniejszy od Dynama - twierdzi Prygiel.
Trener Castellani uważa, że różnice między uczestnikami Final Four są niewielkie. - M
y chcemy pokazać, że nie odstajemy od najlepszych - mówi.
Final Four będzie transmitować kilkanaście telewizji. W Polsce - Polsat (mecze PGE Skry), Polsat Sport i Eurosport.
źródło: gazeta.pl
autor: Anna Puch