seniorzy 05.04.2008 08:00:23

Reprezentacja.net:
Na początku serdecznie gratuluję powołania do kadry.
Marcin Wika:
- Dziękuję bardzo. Każde powołanie do reprezentacji wzbudza u zawodnika zadowolenie. Ja również bardzo się z niego cieszyłem, ale na razie jest to szeroka, 22-osobowa kadra, a z tego, co wiem, przed samymi zgrupowaniami powołana zostanie „osiemnastka”, więc poczekajmy. Jeżeli znajdę się w tej osiemnastce zawodników, to dopiero będę się cieszył (uśmiech).
Spodziewał się Pan powołania do kadry po tym sezonie ligowym? Rozgrywki, co prawda, jeszcze się nie skończyły, ale do tej pory radził Pan sobie na boisku świetnie.
- Po cichu liczyłem na powołanie, bo sezon mam naprawdę dobry, aczkolwiek nie nastawiałem się na to, że muszę je dostać. Od ustalania składu reprezentacji jest przecież trener.
Czym zamierza Pan przekonać do siebie trenera Lozano? Na pozycji przyjmującego mamy akurat największą konkurencję.
- Na pewno ciężką pracą, jeżeli będę miał ku temu okazję. Jednak, jak wcześniej podkreślałem, i będę to cały czas powtarzał, muszę się najpierw dostać do tej osiemnastki, żeby mieć okazję pracować na treningach. Jeżeli dostanę szansę, to swoją ciężką pracą i dobrą postawą będę próbował przekonać do siebie trenera, żeby załapać się do reprezentacji na dłużej.
Wśród powołanych jest niemal cała szóstka AZS-u Częstochowa. Nie pozostaje nic innego, jak tylko Wam gratulować. Na treningach w kadrze będzie Pan czuł się prawie jak w klubie.
- (śmiech) Dokładnie! Dla mnie nie jest jednak zaskoczeniem, że tylu zawodników z Częstochowy zostało powołanych do kadry. Patrząc z perspektywy całego sezonu, osiągamy zadowalające wyniki i naprawdę dobrze się prezentujemy.
Czy któreś z powołań było dla Pana zaskoczeniem? Spodziewał się Pan czyjegoś nazwiska, a tej osoby na liście nie było?
- Trener Lozano opiera się w tej drużynie na zawodnikach, których powołuje już od dłuższego czasu. Myślę, że nie ma więc jakiegoś większego zaskoczenia w związku z powołaniami do reprezentacji. To są praktyczne cały czas te same nazwiska.
Za Wami kolejne dwa spotkania z Jastrzębiem. Poziom pojedynków półfinałowych cały czas jest bardzo wysoki. Mecze są zacięte, a o tym, kto wygrywa decyduje dyspozycja dnia. Jak ocenia Pan te ostatnie dwa spotkania w Jastrzębiu?
- To są już półfinały Mistrzostw Polski. Zostały cztery najlepsze drużyny w kraju. Można się więc było spodziewać tego, że walka o wejście do finału będzie do samego końca zacięta i tak jest w naszym przypadku. O awansie zadecyduje piąty mecz, który rozegrany zostanie w Częstochowie. My się bardzo cieszymy z tego, że udało nam się wygrać jedno spotkanie w Jastrzębiu, i że będziemy mieli możliwość zagrania ostatniego meczu u siebie. Zrobimy wszystko, żeby wyjść z tej rywalizacji zwycięsko.
Czy przed decydującym poniedziałkowym spotkaniem jesteście w stanie jeszcze jakieś elementy w swojej grze poprawić, wymyślić coś, czym moglibyście zaskoczyć rywali?
- Nie, to już raczej nie wchodzi w grę. Ani my Jastrzębia, ani oni nas niczym już nie zaskoczą, ponieważ w tym sezonie graliśmy już przeciw sobie sześć czy siedem razy. Można więc powiedzieć, że „znamy się jak łyse konie”. O zwycięstwie w tym meczu będzie już decydować tylko dyspozycja dnia, kto będzie w lepszej, ten wygra. Ja mam nadzieję, że to będzie Częstochowa (uśmiech).
Czyli ten weekend macie wolny, żeby odpocząć i być w lepszej dyspozycji i kondycji przed poniedziałkowym spotkaniem?
- Niestety nie odpoczywamy (śmiech). Piątek był jedynym dniem wolnym. Jest to jednak zrozumiałe, bo po dwóch spotkaniach musimy mieć dzień odpoczynku. Już w sobotę normalnie wracamy do treningów, w niedzielę też będą zajęcia, na których będziemy przygotowywać się już pod kątem poniedziałkowego spotkania.
Wczoraj rozpoczął się PP kobiet. Jak Pan myśli, czy w rozgrywkach seniorek jest miejsce na taką samą niespodziankę, jaka miała miejsce w Pucharze Polski siatkarzy? Nie ma co ukrywać, że to iż Skra nie awansowała do finału było sporą niespodzianką.
- Faktycznie, to, że w finale zabrakło Bełchatowa było sporą niespodzianką, ale na pewno niespodzianką nie było to, że to Częstochowa wygrała ten puchar (śmiech). Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie, bo nie śledzę bardzo dokładnie żeńskiej siatkówki, ale myślę, że w finale będzie grało Bielsko przeciwko Muszynie. Tak obstawiam finał.
Kto w takim razie sięgnie po Puchar?
- Ciężko to stwierdzić, bo i w jednej i w drugiej drużynie grają znakomite zawodniczki. Nie jest łatwo typować tutaj jakiegoś faworyta. Wydaje mi się, że oba zespoły mają równe szanse, a o tym, kto wygra zadecyduje dyspozycja dnia.
* Rozmawiała Natalia Starosta - Reprezentacja.net
źródło: reprezentacja.net
autor: Natalia Lasoń
Do wiadomości napisano 14 komentarzy
Znasz Macromedia Flash?
To ogłoszenie dla Ciebie!