Jedyny zespół, który jest w stanie zagrozić Skrze, to AZS Częstochowa - mówiono i pisano przez rozpoczęciem spotkań o złoty medal mistrzostw Polski. Jest zupełnie inaczej i po raz pierwszy od trzech lat finał może zakończyć się już po trzech meczachTak jednostronnych spotkań o złoty medal jak w tym roku nie było już dawno. Obrońcy tytułu (Skra przez trzy poprzednie lata stawała na najwyższym stopniu podium) nie stracili jeszcze seta, a ich przeciwnicy w dwóch spotkaniach zdobyli zaledwie 102 punkty, aż o 48 mniej od zwycięzców. Gdyby podzielić to na sześć partii, to wychodzi, że za każdym razem bełchatowianie wygrywali do 17. Przy tej klasie drużyn i na tym poziomie to nokaut.
Teraz PGE Skrze pozostało postawienie kropki nad i, jaką będzie trzecia wygrana. Statystyka przemawia zdecydowanie za podopiecznymi
Daniela Castellaniego, którzy od ponad dwóch lat nie przegrali z drużyną z Częstochowy. Także prezentowana ostatnio forma każe upatrywać faworytów w bełchatowianach. Ale nie wolno zapominać, że to sport, w którym zdarzały się większe niespodzianki.
Jacek Nawrocki, drugi trener Skry, przypomina ku przestrodze spotkanie Wkręt-metu AZS z Iskrą Odincowo, wygrane przez polski zespół.
- Rosjanie po zwycięstwie w pierwszym meczu przyjechali do Częstochowy pewni siebie, i to ich zgubiło - opowiada.
- Dlatego w klubie wszyscy przestrzegamy się nawzajem przed lekceważeniem rywala.
Szkoleniowiec dodaje zaraz, że zespół jest bardzo skoncentrowany, tak jak przed pierwszym meczem i - co najważniejsze - żaden z siatkarzy nie ma problemów ze zdrowiem. Zwraca uwagę na huśtawkę nastrojów panujących wokół finału.
- Po wyeliminowaniu przez AZS Jastrzębskiego Węgla wszyscy nas pytali, czy nie przestraszymy się znakomitej dyspozycji przeciwników. Teraz nikt nie pyta, kto wygra, ale jak wysoko - dodaje.
Nawrocki nie wierzy, że częstochowianie w ciągu trzech dni mogli stracić formę. Jego zdaniem to konsekwentna gra Skry spowodowała, że przewaga była tak duża.
- Powtarzam naszym siatkarzom, że musimy być przygotowani na długi, dwu-, trzygodzinny mecz, bo AZS ma znakomitych zawodników, którzy na pewno zagrają znacznie lepiej niż w naszej hali. Choć jedziemy z pełnym respektem dla rywali, to pamiętamy, że w kadrze nie mamy chłopaków spod kiosku, ale znakomitych zawodników - zaznacza.
Ireneusz Mazur, do niedawna trener AZS Olsztyn, a teraz ekspert Polsatu, jest zdania, że częstochowianie nie są w stanie sami wydobyć się z dołka:
- Wszystko zależy od siatkarzy Skry. Jeśli zagra słabiej, AZS może się odrodzić.
Co na to Skra?
- Jedziemy z takim nastawieniem, jakby to miał być pierwszy mecz - twierdzi
Konrad Piechocki, prezes klubu.
Bełchatowianie od niedzieli przygotowują się do trzeciego meczu w finale. We wtorek drużyna zjadła razem obiad, po czym pojechała do Częstochowy. Wieczorem siatkarze trenowali w hali Polonia. W środę przed południem przewidziany był rozruch, a po nim odprawa taktyczna. Jak zwykle swoich ulubieńców będzie dopingować klub kibica Skry, ale dla pozostałych klub przygotował niespodziankę - w hali Energia stanie telebim, na którym będzie można obejrzeć mecz. Początek gry o godz. 20. Jeśli zwyciężą gospodarze, czwarte spotkanie rozegrane zostanie w czwartek o godz. 18.
źródło: Gazeta Wyborcza Łódź
autor: Anna Bajorek