Sisley Treviso na finały tegorocznej Ligi Mistrzów przyjechał jako jeden z faworytów. Mistrzowie Włoch, o występie w Łodzi będą chcieli jednak szybko zapomnieć. Podopieczni trenera Renana dal Zotto w walce o podium ulegli, dopingowanej przez prawie dziesięć tysięcy kibiców, bełchatowskiej PGE Skrze Bełchatów. 
Środkowy drużyny z Treviso,
Stefan Huebner, tak jak inni zawodnicy grający w Łodzi, był pod wrażeniem atmosfery, jaka panowała podczas turnieju. Magazyn Siatkówka miał okazję po imprezie porozmawiać z reprezentantem Niemiec.
Na początek podsumujmy cały tegoroczny turniej finałowy Ligi Mistrzów.
- Atmosfera w hali była świetna. Tak wielu śpiewających i dopingujących ciągle kibiców, bardzo rzadko można spotkać w innych krajach na świecie. Mimo, że nasza drużyna nie spisała się dobrze i nie zdołaliśmy nawet stanąć na podium, to jednak gra przy takiej widowni była dla nas wielką przyjemnością i bardzo cieszymy się, że mogliśmy zagrać w takiej atmosferze. Wszystko, oprócz naszej gry, stało na najwyższym poziomie. Tak naprawdę, każdy mógł wygrać z każdym. Spotkania były zacięte i do ostatniej piłki trzymały w napięciu. Polska drużyna zagrała dobre zawody i była niesamowicie blisko, by wyeliminować faworyzowany Kazań z finału. To wszystko świadczy o wyrównanym poziomie najlepszych drużyn w Europie.
To kolejny ważny turniej, który nie przyniósł Sisley'owi sukcesu. Wcześniej nie zdobyliście Pucharu Włoch.
- Ten rok jest dla nas niezwykle ciężki. W drużynie mamy nowego, młodego rozgrywającego. Prowadzi nas nowy trener. Drużyna zbiera więc doświadczenia. Rzeczywiście, ostatnio dwukrotnie przegrywaliśmy w ważnych turniejach już w półfinałach. Jednak nie były to aż tak bardzo złe rezultaty. Zarówno w Łodzi jak i w Mediolanie, gdzie walczyliśmy o Puchar Włoch, zagraliśmy dobre zawody. We Włoszech gra się ciężko, w europejskich pucharach nie jest łatwiej. Trzeba bardzo ciężko pracować, by cokolwiek zdobyć. Teraz koncentrujemy się już na walce o mistrzostwo Włoch, które w tym kraju jest najważniejszym trofeum. Zamierzamy zdobyć tytuł po raz kolejny. To nie będzie proste, ale się postaramy. Z pewnością ten sezon nie jest dla nas udany, ale mamy nadzieję, że zakończymy go właśnie wygraną, wtedy o gorszych chwilach nie będziemy pamiętać.
W finale Super Pucharu Włoch pokonaliście zespół z Rzymu, z którym przegraliście w półfinale Pucharu Włoch. Gdzie tkwi przyczyna porażki?
- To były zupełnie dwa różne spotkania. Super Puchar graliśmy na początku sezonu. To był tylko jeden mecz. Nie mieliśmy jeszcze konkretnych informacji na temat dyspozycji drużyny z Rzymu, oni nie mieli również informacji o naszym zespole. Zagraliśmy na luzie, bardzo dobrze nam wszystko wychodziło i wygraliśmy. W półfinale pucharu Włoch było już trochę inaczej. Graliśmy w połowie sezonu, Roma Volley bardzo dobrze się przygotowała i wygrała.
Po sezonie, razem z reprezentacją Niemiec będziesz walczył o olimpijską kwalifikację. Mówi się, że turniej w Dusseldorfie ma najmocniejszą obsadę.
- W tym okresie będą już same trudne turnieje. Również w Portugalii zawody do najłatwiejszych należeć nie będą. Jednak myślę, że aż tak źle nie będzie. Musimy przygotować się dobrze do spotkań z Hiszpanią czy Kubą. Europejskie drużyny zazwyczaj trudniej mają z zakwalifikowaniem się do igrzysk. Jednak podchodzimy do tego wszystkiego pozytywnie nastawieni. Mamy duże szanse na awans, gramy u siebie, więc będziemy czuć się pewniej. Przed nami jeszcze trochę czasu. Z pewnością będziemy ciężko pracowali, by przygotować się jak najlepiej i postaramy się turniej ten wygrać.
Mało brakowało, a nie walczyłbyś o olimpijskie nominacje. Praktycznie zagrożona była Twoja cała kariera. Jednak powróciłeś do grania i spisujesz się świetnie ...
- Czasami organizm potrzebuje czasu by się zregenerować. Ja takiej przerwy potrzebowałem. Powiedziałem "STOP" siatkówce. Przez ten czas zdobyłem wiele doświadczenia w innych dziedzinach. Pracowałem między innymi w telewizji. Spróbowałem swych sił jako asystent trenera, a także od środka poznałem siatkówkę plażową. Kiedy mój organizm odpoczął, postanowiłem spróbować wrócić do normalnej gry. Udało się i teraz mogę cieszyć się występami w najlepszej lidze na świecie, grać w reprezentacji mojego kraju, co bardzo mnie cieszy i sprawia dużo satysfakcji. Myślę, że to wszystko tak się toczy, dlatego, że mój organizm odpoczął, wtedy, kiedy tego najbardziej potrzebował. Jestem zadowolony z takiego przebiegu zdarzeń. Dla mnie siatkówka to najlepsza rzecz, jaką mogę robić w życiu. Wszystko wokół tego sportu - atmosfera na halach, podróże, nowo poznani ludzie, to jest coś niesamowitego. Chciałbym, by najbliższe lata były moimi najlepszymi
Jeszcze niedawno grałeś w jednej drużynie z Michałem Winiarskim. Słyszałam, że byliście dobrymi kolegami.
- Tak, to prawda. Mieliśmy bardzo dobry kontakt. Czasami jadaliśmy wspólne obiady, spędzaliśmy razem czas. Jego żona bardzo dobrze mówi po niemiecku, ponieważ jej siostra mieszka od wielu lat w Niemczech. Michał to świetny chłopak, z dużym poczuciem humoru. W Trento mieliśmy z nim nie raz bardzo wesoło. Bardzo go lubię. Teraz mieszkamy niestety w różnych miastach, trudno nam spotkać się osobiście, ale czasami dzwonimy do siebie i wtedy rozmawiamy.
Wspominał Ci coś o polskiej lidze? Wiesz coś o rozgrywkach w naszym kraju?
- Tak, czasami opowiadał. Jednak dużo więcej o polskiej lidze słyszałem od moich niemieckich kolegów. Bjoern Andrae, Frank Dehne i Marco Lifke przedstawiają mi Waszą ligę w samych superlatywach. Według nich w Polsce jest bardzo dobra atmosfera do gry w siatkówkę. To najlepszy czas dla tego sportu w Polsce. Kluby są dobrze zorganizowane i zatrudniają zawodników na bardzo dobrych warunkach finansowych. Nie mają przy tym żadnych problemów, by w terminie wypłacać im pieniądze. Wszyscy są zadowoleni z występów w Polsce.
Jeśli w Polsce jest coraz lepiej, to czego brakuje, by gracze z najlepszych lig na świecie chcieli grać właśnie tutaj?
- Od tego trzeba zacząć, że polska liga nie odstaje bardzo od tych innych, teoretycznie lepszych. Jeśli kluby będą miały trochę więcej pieniędzy dla zawodników, myślę, że niedługo w Polsce będzie można zobaczyć gwiazdy światowego formatu. Tym bardziej, że teraz prawdopodobnie zmienią się przepisy dotyczące gry w lidze obcokrajowców. Zresztą nie potrzebujecie na siłę sprowadzać zagranicznych graczy. Na własnym podwórku macie wielu znakomitych zawodników.
Myślisz, że swoją karierę zakończysz już w lidze włoskiej?
- Wszystko jest możliwe i nie wiem, co będzie za dwa czy pięć lat - gdzie, w jakiej lidze, w jakim klubie będę grał. Jak na razie mam jeszcze dwuletni kontrakt z Sisley'em. Później zobaczymy. Każdą propozycję będę z pewnością rozważał. Ważna jest także moja dziewczyna, która również gra w siatkówkę (a jest nią Angelina Gruen, najlepsza niemiecka siatkarka, przyp. red.) i to, gdzie będę, także uzależniam od niej. Być może we dwoje przeniesiemy się w nowe miejsce, a może zostaniemy w Italii na dłużej. Kiedy przyjdzie na to czas, usiądziemy i będziemy wspólnie rozmawiać i decydować o naszej przyszłości.
Myślałeś już o tym, co będziesz robił po zakończeniu kariery zawodniczej?
- Na pewno chcę zostać blisko siatkówki. Chciałbym pracować jako trener. Najchętniej objąłbym stanowisko trenera reprezentacji Niemiec juniorów. Lubię pracować z młodymi ludźmi.
Turniej finałowy Ligi Mistrzów nie był Twoim pierwszym rozgrywanym w naszym kraju ...
- Rzeczywiście, jeszcze latem grałem w Polsce w Memoriale Wagnera w Olsztynie. Bardzo miło wspominam te zawody. Udało się nam go bowiem wygrać. Polscy kibice bardzo nam w tym pomogli. Takich fanów rzadko można spotkać. Dopingowali wszystkie drużyny, nawet wtedy, gdy reprezentacja Polski nie grała. Podobnie było w Łodzi. Polacy potrafią cieszyć się siatkówką, grą miejscowych zespołów, jak i drużyn z zewnątrz. Dla nich najważniejsza jest sama gra. Powiem to bez chwili zastanowienia - Polacy to najlepsi kibice na świecie.
* Rozmawiała Danuta Rękawica
źródło: wp.pl/Magazyn Siatkówka
opracowanie: Anna Bajorek