Nie było siatkarskiego turnieju, na którym nie zwijałby się z bólu. Najpierw były przeciążone kolana, potem doszedł bark i ścięgno Achillesa. Ale Sebastian Świderski zawsze zagryzał zęby i grał na całego. Ostatnio przyjmującego reprezentacji Polski wzięli jednak w obroty włoscy fizjoterapeuci i "Świder" jest jak nowy.
- Teraz czuję tylko lekkie łamanie w barku, ale do tego już się przyzwyczaiłem - zapewnia Świderski. - Po prostu trochę inaczej trenuję, specjalnie się rozgrzewam.
To, że ze zdrowiem jest nieźle, zawdzięcza Włochom. - Kiedy zmieniłem w Italii klub, zapomniałem o bólu kolan, bo mieli tam fachowców, którzy w przeciwieństwie do poprzedników umieli o mnie zadbać i nie dobili kulejącego konia - śmieje się "Świder". - A w kadrze do stanu używalności pomógł mi wrócić włoski fizjoterapeuta.
Polscy siatkarze rozpoczynają dzisiaj morderczy serial występów, którego zwieńczeniem ma być udział w igrzyskach w Pekinie. Najpierw czekają ich dwie eliminacje mistrzostw Europy (Olsztyn, Tallin), potem kwalifikacje IO w Portugalii, Liga Światowa i - jak wszystko dobrze pójdzie - turniej olimpijski. Na początek powinno być lekko, łatwo i przyjemnie.
- Nie pamiętam, kiedy ostatni raz musieliśmy walczyć o mistrzostwa, ale sami sobie jesteśmy winni po fatalnym występie w Moskwie - mówi Świderski. - Tylko błagam, nie mówmy znowu, że będzie lekko, bo we wrześniu Belgia wybiła nam z głowy takie myśli na mistrzostwach Europy. Nie powinno być problemów, przegrać możemy tylko ze sobą.
źródło: Super Express
autor: Anna Bajorek