Polskie siatkarki po 40 latach zagrają na igrzyskach. Nie awansować do Pekinu z rozpoczynających się dziś w Japonii kwalifikacji to zadanie trudniejsze niż zdobycie olimpijskiego złota.Legendarny trener Złotek
Andrzej Niemczyk dwa razy prowadził reprezentację. W drugiej kadencji wprowadził Polki na sam szczyt, zdobywając dwa złote medale mistrzostw Europy. Jego drużyny bali się najlepsi na świecie, ale walkę o igrzyska Niemczyk zawsze przegrywał. Włoch
Marco Bonitta pracuje ze Złotkami rok, a na igrzyska pojedzie. To oczywiste, bo biało-czerwone muszą sięgnąć w Japonii po jedną z czterech przepustek do Pekinu. Nawet gdyby potknęły się w sobotnim spotkaniu z gospodarzami, albo później z serbskimi wicemistrzyniami Europy i tak znajdą się w czołowej czwórce. Reszta stawki to tak naprawdę siatkarski trzeci świat.
- Nie przesadzam, ale będę naprawdę dumny, jeśli wystąpię z waszymi siatkarkami po 40 latach przerwy w igrzyskach - mówi Bonitta.
Wysiadając z autokaru na trening, był rozluźniony. -
Siśko w poziądku - rzucił po polsku do dziennikarzy i wszedł do hali.
Siatkarkom nie było jednak do śmiechu. Od poniedziałku, kiedy przyleciały do Tokio, w dzień narzekają na zmęczenie, a w nocy mają kłopoty ze snem. -
Oby to był ostatni taki dzień, ten kryzys musi w końcu minąć - mówi kapitan zespołu
Milena Rosner.
Małgorzata Glinka (fot. reprezentacja.net)
-
A ja czuję adrenalinę, i to mnie nakręca - twierdzi za to
Małgorzata Glinka, która w ogóle nie trenowała z drużyną na zgrupowaniu w Szczyrku, tylko prosto z Hiszpanii, gdzie w niedzielę wywalczyła kolejne mistrzostwo, dotarła do Tokio. -
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że będą ciężkie momenty w meczu z Japonią, ale mam nadzieję, że nie spalimy się psychicznie.
Glinka to papierek lakmusowy reprezentacji Bonitty. Po niej widać, kiedy drużyna jest zmęczona albo potrzebuje więcej treningu. Kiedy przyjmująca ma kwaśną minę, wiadomo, że w drużynie dzieje się coś niedobrego. Jeśli chodzi uśmiechnięta, jest oczywiste, że atmosfera jest znakomita. A Glinka promienieje od europejskiego turnieju kwalifikacyjnego w Halle, gdzie Polki przegrały dopiero po dramatycznym finale z Rosją. Porażka wcale nie załamała zespołu, tylko jeszcze bardziej wzmocniła. Każda z siatkarek jest pewna przepustki do Pekinu, nikt nie asekuruje się, że to tylko sport i cuda się zdarzają. Poza tym igrzyska to ostatnia szansa, by w tym składzie sięgnąć po sukces. Po turnieju w Pekinie kilka zawodniczek rezygnuje z gry w kadrze - część, jak Glinka, chce urodzić dziecko, inne mają skupić się na grze w klubie.
*
Autorami tekstu są Przemysław Iwańczyk (Sport.pl) oraz Jerzy Mielewski (Polsat Sport)źródło: sport.pl
autor: Anna Puch