Atakujący Skry Bełchatów nie będzie brany pod uwagę przy powołaniach na 2007 r. Ominie go nie tylko Liga Światowa, ale także mistrzostwa Europy i Puchar Świata. Wlazły, tak jak wcześniej odsunięci Łukasz Kadziewicz czy Krzysztof Ignaczak, może wrócić do reprezentacji dopiero po roku.Atakujący Skry Bełchatów nie będzie brany pod uwagę przy powołaniach na 2007 r. Ominie go nie tylko Liga Światowa, ale także mistrzostwa Europy i Puchar Świata. Wlazły, tak jak wcześniej odsunięci Łukasz Kadziewicz czy Krzysztof Ignaczak, może wrócić do reprezentacji dopiero po roku.
Wszystko zaczęło się od deklaracji siatkarza, który powiedział "Gazecie", że rezygnuje z gry w LŚ z powodu przemęczenia. Zagroził też, że jeśli trenerzy nie dadzą mu wolnego, zrezygnuje z kadry definitywnie.
Lozano przerwał urlop w Argentynie i przyjechał w czwartek do Polski, by porozmawiać z
Wlazłym. Ale siatkarz i jego klub odmówili, tłumacząc się treningiem przed sobotnim meczem ligowym.
-
W tym momencie Lozano uznał sprawę za zakończoną - opowiada jeden ze współpracowników Argentyńczyka. -
Trenera rozsierdził też warunek siatkarza, że w rozmowach ma uczestniczyć niezależny tłumacz, a nie znający język włoski asystent trenera Alojzy Świderek. I tu Raul stanął przed kolejnym wyborem - czy zostawić w kadrze siatkarza, czy trenera, którego wiarygodność została podważona.
Decyzji
Lozano można było się spodziewać, bo już w czwartek mówił: -
Nie mogę pozwolić sobie na to, żeby jeden zawodnik żądał specjalnego traktowania. Jeśli będzie trzeba, wykluczę Wlazłego z kadry nawet do końca roku.
Mimo to odsunięcie atakującego Skry wywołało zaskoczenie w środowisku, także wśród działaczy PZPS. Prezes związku
Mirosław Przedpełski przez cały weekend nie odbierał telefonu. Jego zastępca
Bogusław Adamski uciął krótko:
- Bez komentarza. I niech to będzie komentarzem do całej sprawy.
Kto zastąpi
Wlazłego w reprezentacji? W szerokiej kadrze na Ligę Światową są
Grzegorz Szymański (Jastrzębski Węgiel),
Robert Prygiel (Gazprom Surgut) i
Marcel Gromadowski (Mostostal Kędzierzyn). -
Trener pewnie wybierze wśród tej trójki - mówi
Ryszard Bosek, szkoleniowiec Jastrzębskiego Węgla, kilka lat temu selekcjoner.
- Po Marcelu można spodziewać się wszystkiego. I dobrego, i złego. Robert to wielkie doświadczenie. Nie można też mówić, że Grzesiek będzie miał pewne miejsce w szóstce. Konkurencja dobrze im zrobi.
O sprawie
Wlazłego,
Bosek mówi niechętnie. -
Powinni byli się spotkać i porozmawiać, nim Lozano podjął decyzję - uważa. - Ale jako trener uważam, że wszyscy powinni być traktowani tak samo. W poprzednim sezonie Wlazły dostał wolne i w tym też pewnie by tak było. Jeśli ktoś z jakichś powodów nie chce grać w reprezentacji, nie powinno się go zmuszać.
Wojciech Drzyzga, asystent
Boska w kadrze, teraz komentator Polsatu Sport, dodał:
- Lozano hołduje pewnym zasadom, z którymi się zgadzam. Mam jednak wrażenie, że zadziałały emocje. Po obu stronach. Nie rozumiem też ludzi z Bełchatowa, a to przecież oni mają problem z Wlazłym i powinni dążyć do jego rozwiązania. Najbardziej jednak dziwi mnie zachowanie w tym sporze działaczy PZPS i wydziału szkolenia z Waldemarem Wspaniałym. Ich rolą było powitać Lozano na lotnisku, włożyć mu w rękę kartkę z wynikami badań siatkarza i doprowadzić do spotkania.
Głos zabrał
Jacek Nawrocki, drugi trener Skry: -
Źle się stało, że Mariusz Wlazły nie dogadał się z Raulem Lozano. Gdy chodzi o jednego z najlepszych polskich zawodników, nikt nie powinien unosić się honorem i wydawać werdyktu na podstawie doniesień prasowych. Jako szkoleniowcy Skry też chcieliśmy porozmawiać z Lozano, ustalić wspólną strategię. Przecież nie może być tak, że zawodnik inaczej jest prowadzony w kadrze, a inaczej w klubie. Chcielibyśmy już teraz poznać plany, dowiedzieć się, czego trenerzy reprezentacji oczekują od Mariusza. Przecież skurcze mięśni, jakie ma, to nie tylko wina Skry. Przypominam, że najpoważniejszy miał w spotkaniu kadry z USA. Szkoda, że nie mieliśmy okazji do rozmowy [szefowie Skry twierdzą, że Lozano odrzucił zaproszenie na mecz Skry z PZU AZS Olsztyn]. Mam jednak nadzieję, że nie wszystko jeszcze jest stracone.
źródło: gazeta.pl
autor: Natalia Kaminska