-Nikt nie dał mi szansy przedstawienia swoich racji. Mam 24 lata, a potraktowano mnie jak chłopca. Trudno. Przynajmniej będę miał okazję odpocząć - twierdzi Wlazły.
-Nikt nie dał mi szansy przedstawienia swoich racji. Mam 24 lata, a potraktowano mnie jak chłopca. Trudno. Przynajmniej będę miał okazję odpocząć - twierdzi Wlazły.
Jarosław Bińczyk: Kiedy dowiedział się Pan o wyrzuceniu z reprezentacji?
Mariusz Wlazły: - W piątek.
Od kogo?
- Od Raula Lozano.
Zadzwonił do Pana?
- Nie, ja dzwoniłem. Miałem skontaktować się i umówić się na rozmowę, a usłyszałem, że nie jestem już w kadrze. Nikt nie dał mi szansy przedstawienia swoich racji. Mam 24 lata, a potraktowano mnie jak chłopca. Trudno. Przynajmniej będę miał okazję odpocząć.
Alojzy Świderek, drugi trener reprezentacji, mówi, że nie odbierał Pan od niego telefonów.
- To prawda, bo zostawiłem telefon w domu. Ale przecież dodzwonił się do Daniela Castellaniego i rozmawialiśmy.
W czwartek nie pojechał Pan do Spały na spotkanie z Lozano?
- Bo nie mogłem. W tym samym czasie mieliśmy trening, pierwszy po meczu z Majorką. Musiałem na nim być.
Co zamierza Pan teraz?
- Nic, jestem zawodnikiem Skry i będę w niej grał. Mam nadzieję, że uda mi się wrócić do wysokiej formy.
"Wyniki badań, jakie mu zrobiliśmy, są bardzo złe. To młody, ale wyeksploatowany ponad miarę człowiek. Nie chodzi tylko o skurcze, ale też o kręgosłup, stawy, ścięgna, o wszystko. Jeśli tak dalej pójdzie, może zostać kaleką. Zniknie tak szybko, jak się pojawił" - tak podobno twierdzi lekarz, który Pana badał.
- Tak, robiłem wszystkie badania w łódzkiej klinice przy ul. Ogrodowej. Mnie też tak mówił, dał mi wszystkie wyniki. Ale nie miałem szansy pokazać ich trenerowi.
*
Z Mariuszem Wlazłym rozmawiał - Jarosław Bińczyk
źródło: gazeta.pl
autor: Natalia Kaminska