1. Brazylia
2. Włochy
3. USA
4. Kuba
5. Chiny
6. Serbia
7. Japonia
8. Rosja
9. Polska
10. Korea
seniorzy 28.03.2007 21:33:29

- To były piękne czasy, mnóstwo podróżowałem. Oczywiście było też zmęczenie nieustannymi wyjazdami, ale przy okazji zwiedziłem kawał świata, od Australii po Chiny i Amerykę Południową. - mówi atakujący PZU AZS Olsztyn Paweł Papke, który w środę był gościem Gazeta Cafe.
Gazeta.pl:
- Jak to się stało, że zdecydował się Pan uprawiać siatkówkę? W Pana rodzinnym Starogardzie Gdańskim to nie jest dyscyplina bardzo popularna...
Paweł Papke, PZU AZS Olsztyn:
- Kiedy byłem w czwartej klasie podstawówki, powstała klasa sportowa o profilu siatkarskim. To było wówczas coś nadzwyczajnego jak na tamte lata, niespotykanego w małych miastach. Ze Starogardu wywodzi się jednak także Marcin Prus, który z powodów zdrowotnych musiał zakończyć karierę.
Zawodowo gra Pan już 11 sezonów, w tym czasie przewinęło się wielu trenerów. Czyje lekcje były najcenniejsze i najbardziej przyczyniły się do rozwoju Pana kariery?
- Od razu na myśl przychodzi mi trzech. Po podstawówce przeniosłem się do liceum w Warszawie, gdzie w drużynie MKS MDK szkolił mnie Wojciech Góra. To człowiek, który zapoznał mnie z prawdziwą siatkówką. To on wychował takie gwiazdy jak Wagner, Nalazek czy Drzyzga. Następnym moim trenerem był Ireneusz Mazur, który prowadził mnie w kadrze Polski juniorów. Kiedy już dojrzałem jako zawodnik, w Mostostalu Kędzierzyn-Koźle pojawił się Waldemar Wspaniały, z którym odnosiłem swoje życiowe sukcesy.
Do reprezentacji Polski wprowadził Pana Ireneusz Mazur. Jak wspomina Pan występy w koszulce z orzełkiem na piersi...?
- To były piękne czasy, mnóstwo podróżowałem. Oczywiście było też zmęczenie nieustannymi wyjazdami, ale przy okazji zwiedziłem kawał świata, od Australii po Chiny i Amerykę Południową. Na szczęście od trzech lat mam tę przyjemność nie być już w reprezentacji, bo miałem troszkę problemów zdrowotnych. Zresztą mój organizm już dwukrotnie dał mi sygnał: „>>Papkin<<, wystarczy...” - groziło to nawet zakończeniem kariery. A ja nie wyobrażam sobie życia bez siatkówki. Kocham ten sport, te niesamowite emocje - no i to moja praca. Dlatego na 99 proc. temat reprezentacji jest dla mnie zamknięty.
Ostatnio zaskoczył Pan wielu kibiców siatkówki, pojawiając się w telewizyjnym studiu Formuły 1 w roli eksperta i fana tej dyscypliny. Czy to oznacza, że "Papkin" lubi szybko jeździć samochodem?
- Jak każdy mężczyzna, lubię czasem przycisnąć pedał gazu i pojechać, dokąd to jest możliwe, szybciej. Oczywiście w zgodzie z przepisami (uśmiech). Pamiętam w Formule 1 pojedynki Alaina Prosta z Ayrtonem Senną, kiedy w 1989 r. w krajowej telewizji były tylko migawki wyścigów. Od malutkiego interesowałem się tym sportem, tą szybkością samochodów, ich osiągami. To mnie zawsze fascynowało. A teraz z Robertem Kubicą wszyscy wiążemy wielkie nadzieje.
Wielu sportowców zasiadało na fotelu pilota w samochodach rajdowych, żeby przekonać się, jak to jest mknąć autem tak szybko. Pan nie chciał nigdy spróbować?
- Paweł Zagumny jechał w tej roli w ostatnim rajdzie Barbórki. Wiem też, że Michał Ruciak i Marcin Nowak mają kolegów rajdowców. Ja wolałbym nie ryzykować (uśmiech).
Z Pawłem Papke rozmawiali Michał Koronowski, Sebastian Woźniak
*Więcej w portalu gazeta.pl
źródło: gazeta.pl
autor: Hanna Niełacna
Do wiadomości napisano 10 komentarzy