seniorzy, ligaswiatowa2008, pekin2008 05.08.2008 12:33:42

Jest pan zadowolony z tego, że wystąpiliście w tegorocznym turnieju finałowym Ligi Światowej? Niektórzy trenerzy oraz zawodnicy otwarcie przyznawali, że w roku olimpijskim te rozgrywki są niepotrzebne i przeszkadzają w przygotowaniach do najważniejszego turnieju sezonu.
- Na tym polega paradoks całej tej sytuacji. Zazwyczaj wychodzisz na boisko po to, aby zwyciężyć, ponieważ chcesz awansować do turnieju finałowego. Tym razem jednak całkowicie rozumiem podejście niektórych ekip do Ligi Światowej. Nie można, a wręcz nie wypada przecież porównywać rangi „światówki” z olimpiadą. Turniej Final Six był w tym roku wyjątkowo trudny ze względu na trzy zasadnicze powody. Po pierwsze zaledwie kilkanaście dni dzieliło finały Ligi Światowej od igrzysk. Kolejnym argumentem było zmęczenie oraz rozstrojenie organizmu spowodowane zmianą stref czasowych, związaną z podróżą do Rio. Awansując do finałowej szóstki straciliśmy także czas, który mogliśmy poświęcić na trenowanie z użyciem nowych piłek, którymi będziemy grać w Pekinie.
Czy pana drużyna od samego początku chciała awansować do finałowego turnieju? Nie mieliście żadnych wątpliwości?
- Jeszcze na dwa tygodnie przed zakończeniem fazy grupowej mieliśmy ten dylemat. Mogliśmy przecież odpuścić ostatnie mecze i tym samym pozwolić na awans Francuzom. Ten manewr pozwoliłby nam w spokoju przygotowywać się do igrzysk. Ostatecznie zdecydowaliśmy jednak dać z siebie wszystko, żeby przyjechać do Rio. Dzięki temu mogliśmy się zmierzyć z takimi zespołami jak Polska, Brazylia, Rosja, czy Stany Zjednoczone, by stwierdzić na jakim etapie przygotowań jesteśmy i co jeszcze możemy polepszyć. Naszym młodym zawodnikom potrzebne są mecze z rywalami z najwyższej półki w celu podnoszenia umiejętności. To były główne powody, dla których warto było tu przyjeżdżać.
W Pekinie trafiliście do tzw. „grupy śmierci”. Czy z tego powodu przeklina pan system rozstawiania drużyn?
- Szczerze mówiąc, cieszę się z tego, że zmierzymy się w fazie grupowej z tak mocnymi przeciwnikami. W Atenach nasza sytuacja była zgoła odmienna. Trafiliśmy wówczas na Grecję, Francję oraz Polskę. W drugiej grupie znaleźli się Rosjanie, Brazylijczycy, Amerykanie oraz Włosi. W ćwierćfinale można było zatem trafić na jedną z tych czterech silnych ekip. W Pekinie jeśli wyjdziemy z grupy, to natkniemy się być może na Wenezuelę, Stany Zjednoczone, czy Japonię. Z nimi łatwiej będzie powalczyć o półfinał olimpijski. Ponadto, jeśli w pierwszym etapie turnieju masz silnych rywali, to wówczas w ćwierćfinale i ewentualnie w półfinale jesteś lepiej przygotowany do gry. Oczywiście bycie w „grupie śmierci” ma także swoje minusy. Przecież może się zdarzyć, że w ogóle nie wyjdziemy z grupy. Biorąc jednak pod uwagę poziom, jaki prezentujemy, uważam, że stać nas na miejsce w pierwszej czwórce.
*więcej w Super Volley'u
źródło: Super Volley
opracowanie: Natalia Kaminska
Do wiadomości napisano 19 komentarzy