- Wierzę w nasz zespół, bo wiem, jak ciężko trenowaliśmy, jak wielką pracę wykonaliśmy na siłowni - o porażce z Serbią oraz jej wpływie na zespół opowiedział w rozmowie dla Polsatu Sport Sebastian Świderski.
Szybko kończy się nasza przygoda z Rio de Janeiro. Przegraliśmy z Serbią 0:3 i to w słabym stylu.
Sebastian Świderski:
-
Niestety tak. Po czwartkowym zaciętym meczu, gdzie walczyliśmy do samego końca i mogliśmy to spotkanie wygrać, wczoraj nie zaprezentowaliśmy praktycznie nic. O pierwszych dwóch setach powinniśmy jak najszybciej zapomnieć. W trzeciej partii podjęliśmy walkę, ale trzeba powiedzieć otwarcie, że była to walka z rezerwami. Brakuje nam szybkości i dynamiki. Brzydko mówiąc to bardziej przypominało pływanie synchroniczne niż siatkówkę. Miejmy nadzieję, że to jest wynik ciężkiej pracy, jaką wykonaliśmy w ostatnim czasie, bo tak naprawdę innego wytłumaczenia nie ma. Mamy teraz, niestety, dwa dni więcej na trening i na przemyślenie pewnych spraw. Dramatu nie robimy. Jedziemy do Chin, do Hangzhou jeszcze potrenować, złapać trochę świeżości. Przede wszystkim musi jednak wrócić wiara we własne możliwości i wtedy powinno być dobrze.
Wszystkie reprezentacje przygotowują się do Igrzysk Olimpijskich, ale Serbia czy Brazylia są zdecydowanie przed nami. Zostało niewiele czasu, czy powinniśmy się już obawiać tego, co wydarzy się podczas Igrzysk Olimpijskich?
- Miejmy nadzieję, że nie. Nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek oprócz Brazylii był w stanie utrzymać formę przez cztery, pięć tygodni. Nikt nie przygotowuje się przecież na pierwsze spotkania Igrzysk Olimpijskich, tylko na te ostatnie, decydujące. Ja wierzę w to, że forma Serbii, USA czy innych zespołów troszeczkę spadnie, a nasza wzrośnie.
Serbia była bardzo blisko nas, a teraz jest coraz dalej. Przecież na mistrzostwach świata wygraliśmy 3:0, tutaj przegraliśmy 0:3, nie nawiązując walki.
- No niestety tak, ale trzeba przypomnieć, że my w fazie kontynentalnej mieliśmy drużyny dużo niżej notowane od Serbii. Oni grali z zespołami mocniejszymi i praktycznie dwoma ostatnimi spotkaniami zakwalifikowali się do finału. Widać, że oni tę ciężką pracę mieli wcześniej, grali słabo w fazie kontynentalnej, natomiast szczyt tej formy przyszedł tutaj. Prezentują się dużo lepiej od nas, przedwczoraj tak samo zagrali przeciwko USA. Widać, że ich forma idzie w górę, miejmy nadzieję, że na tym się zatrzyma. Zobaczymy, jak zagrają dzisiaj z Rosjanami. Ja natomiast wierzę w nasz zespół, bo wiem, jak ciężko trenowaliśmy, jak wielką pracę wykonaliśmy na siłowni.
Sebastian Świderski (fot. Reprezentacja.net)
Trener Lozano nieco zbyt pasywnie prowadził drużynę w obu spotkaniach w Rio. Przyznasz, że w czwartek nie zaadaptowałeś się na boisku i w zasadzie nie powinieneś się już na nim pojawić, bo Marcin Wika dał świetną zmianę. Wczoraj grałeś lepiej, z kolei Michał Winiarski miał gorsze momenty. Też chyba szybciej powinien pojawić się na boisku Marcin Wika, który jest chyba w najlepszej dyspozycji z was wszystkich.
- Trener Lozano nie dokonuje tych zmian z tego względu, że buduje skład na Igrzyska Olimpijskie, a nie na Ligę Światową. Przede wszystkim potrzebujemy zgrania. Niestety ja w czwartek i Michał Winiarski wczoraj zagraliśmy słabiej, stąd te zmiany. Natomiast trener Lozano ma swoją myśl przewodnią, której się trzyma od samego początku do samego końca. Wielokrotnie udowadniał, że takie zagrania miały sens. Chociażby na mistrzostwach świata, kiedy wszyscy zarzucali mu, że nie robi zmian, że gramy tą samą szóstką cały turniej. Jak się później okazało, przyniosło to efekty, bo zaszliśmy aż do finału. Musimy mu uwierzyć i uzbroić się w cierpliwość.
Czyli wierzysz cały czas w filozofię Raula Lozano i uważasz, że przyniesie ona pozytywny skutek podczas Igrzysk Olimpijskich?
- Oczywiście, nie mam innego wyjścia. Po to tu jestem, żeby trenować, grać i wygrywać. Komuś musimy zaufać i tą osobą jest trener Raul Lozano. Jak pokazała przeszłość, to, co on robi, ma w głowie, sprawdzało się i wierzę, że to samo sprawdzi się tutaj.
Jak spędzicie teraz te dwa dni bez meczów?
- Nie wiem, nie zastanawiałem się nad tym. Wierzyłem do końca, że to wczorajsze spotkanie wygramy i awansujemy do półfinału.
Wybierzecie się na halę zobaczyć dobrą siatkówkę?
-
Na pewno, musimy zacząć analizować swoich przeciwników grupowych na Igrzyskach Olimpijskich. Już czas najwyższy, żeby się przygotowywać pod poszczególnych rywali. Natomiast troszeczkę wolnego się przyda. Może w niedzielę uda nam się w końcu gdzieś wyjść, coś zwiedzić, zobaczyć, odpocząć od siatkówki i złapać drugi oddech po to, żeby w Chinach móc ponownie rozpocząć ciężką pracę.
Ten turniej miał budować naszą formę, także mentalną. Stało się zupełnie inaczej. Jak Ty odbierasz tę porażkę?
- Ja wolałem odpaść tutaj w grupie niż na Igrzyskach Olimpijskich, bo to jest nasz turniej docelowy. Niektórzy mówili, że lepiej by było, gdybyśmy tu w ogóle nie przyjechali. Między innymi Włosi zrezygnowali z „dzikiej karty”, nie pojawili się tutaj, ciężko trenują. Ja wierzę, że ta forma będzie rosła. Przed mistrzostwami świata, z tego, co pamiętam, przegraliśmy przed wylotem dwa spotkania z Niemcami. Potem ponieśliśmy dwukrotnie porażkę z Brazylią, trzeci mecz zremisowaliśmy 2:2. Też było bardzo gorąco i nerwowo, a później forma przyszła na mistrzostwa świata i zagraliśmy bardzo dobry turniej. Wierzę w to, że podobnie będzie teraz, że odbijemy się od dna, bo według mnie już niżej nie można zejść.
* Rozmawiał Jerzy Mielewski - Polsat Sport
źródło: Polsat Sport/Reprezentacja.net
opracowanie: Natalia Lasoń