seniorzy, ligaswiatowa2008 27.07.2008 07:43:35

Reprezentacja.net:
Jak Pan oceni pierwszy półfinał Brazylia – USA?
Krzysztof Kowalczyk:
- Dość mocno mnie zaskoczyli Amerykanie tym, co pokazali, bo zagrali chyba swój najlepszy mecz od Igrzysk Olimpijskich w Atenach. Był to od tamtego czasu ich najrówniejszy pojedynek z tak małą liczbą błędów, jaką się rzadko spotyka. Jeżeli utrzymają taki poziom gry i tak niski poziom błędów, to będzie bardzo trudno komukolwiek wygrać z nimi podczas igrzysk w Pekinie. Ale takie mecze jak wczorajszy zdarzają się rzadko.
Czy zatem sądzi Pan, że są w stanie powtórzyć ten występ dziś w finale przeciwko Serbii?
- Myślę, że meczu na takim poziomie raczej nie powtórzą tak szybko. Oglądałem ich poprzednie pojedynki z Serbią i z Polską, i w obu grali bardzo nierówno. W pierwszym spotkaniu momentami prezentowali się wręcz żenująco słabo, natomiast w starciu z naszą reprezentacją grali bardzo nierówno, podobnie jak polska drużyna. To było takie przeciąganie liny pomiędzy tymi zespołami. Uważam, że na wczorajszy mecz po jednym dniu przerwy bardzo mocno się skoncentrowali, bo na Brazylię każdy się szczególnie przygotowuje i to ich dodatkowo zmotywowało do bardzo dobrej gry.
Już drugi raz w krótkim czasie udaje się Amerykanom pokonać Brazylię. Czy to oznacza, że mają patent na tę drużynę?
- To nie jest drugi raz. USA wygrało z Canahrinios w Pucharze Świata, ale również bodajże trzy lata temu pokonało Brazylię w Igrzyskach Panamerykańskich 3:2, także w Atenach na Igrzyskach Olimpijskich wygrali z nimi w meczu grupowym. To jest zespół, który potrafi grać z Brazylią. Amerykanie się ich nie boją i gdy wychodzą z nimi na parkiet, nie ma żadnej taryfy ulgowej z obu stron, a wręcz powiedziałbym, że Brazylijczycy grają z USA trochę niepewnie. Zawodnicy amerykańscy mają już chyba nad nimi lekką przewagę psychiczną. Oglądając wczoraj wejście obu drużyn na boisko widać było, że Brazylijczycy są mocno skoncentrowani i lekko stremowani wręcz, tak jakby coś na nich ciążyło. Byli bardzo niepewni na boisku. Świadczyć o tym może także zachowanie trenera Rezende, który zrobił coś niespotykanego u niego, czyli zmienił trzech zawodników z pierwszej szóstki. Zazwyczaj, gdy Brazylia przegrywała seta, dokonywał jednej, maksymalnie dwóch zmian. Nie był to zdecydowanie dobry dzień dla Brazylii.
Podczas pomeczowej konferencji prasowej trener Rezende przyznał, że część jego zawodników nie jest jeszcze w szczytowej formie. Myśli Pan, że to może być jedna z przyczyn porażki?
- Na pewno. Zresztą wczoraj na parkiecie widać było, że słowa trenera są prawdą. Trzeba też pamiętać, że kilkoro zawodników z wyjściowego składu Brazylii rozpoczęło swój udział w Lidze Światowej na trzy kolejki przed końcem, a w ciągu trzech tygodni nawet tak klasowi zawodnicy nie są w stanie wypracować najwyższej formy. Może się jednak okazać, że paradoksalnie ta przegrana wyjdzie im trochę na dobre, bo w kontekście Igrzysk Olimpijskich może to być dla nich odciążenie w roli faworyta, która nawet im pewnie trochę ciąży.
Drugi półfinał Serbia – Rosja po raz kolejny obnażył problemy Sbornej. Chyba coś niedobrego dzieje się z tą reprezentacją?
- Oni sprawiają podobne wrażenie jak nasza reprezentacja. Widać, że przyjechali na rozgrywki Final Six dla samego treningu i szlifowania formy. Nie było po nich widać jakieś chęci wygranej, determinacji, ostrej, agresywnej gry. Sprawiają trochę wrażenie zagubionych zawodników, mówi się o jakimś konflikcie. Mnie przypominają reprezentację Rosji sprzed igrzysk w Atenach, kiedy byli w Polsce na Memoriale Wagnera i zachowywali się bardzo podobnie. Być może zatem takie zachowanie przed ważnymi imprezami jest w ich charakterze.
Głośno mówi się o problemach z Semenem Połtavskim w reprezentacji Rosji. Czy Pana zdaniem bez tego zawodnika Sborna ma szansę ugrać coś na IO w Pekinie?
- Gdyby Połtavski odszedł, ta drużyna grałaby na pewno słabiej w ataku, natomiast nie sądzę, żeby oni w takiej sytuacji grali słabiej jako zespół. Z moich obserwacji mogę powiedzieć, że w wielu spotkaniach Semen był właśnie słabym ogniwem w reprezentacji Sbornej. Podczas na przykład meczu z Polską na MŚ trzeci, czwarty i piąty set "zawalił" właśnie Połtavski, który nie wytrzymał spięcia z Piotrem Gruszką pod siatką i od tego momentu przestał grać. Czasem ma więc on negatywny wpływ na zespół. Zresztą tak jak odejście Ricardo nie spowodowało rozpadu reprezentacji Brazylii, tak i w tym przypadku wpływ na poziom gry całej drużyny byłby niewielki.
Porozmawiajmy zatem o drugim finaliście, Serbii, która w Rio de Janeiro rozgrywa świetne zawody.
- Oni w tej chwili są drużyną, która w zasadzie nie ma słabych punktów. Jeszcze do zeszłego roku słabym punktem szczególnie w przyjęciu był uczący się dopiero Samardzić, który teraz jest solidnym zawodnikiem i w przyjęciu, i w obronie. W ubiegłym roku Janić i Nikić byli zawodnikami wchodzącymi dopiero do reprezentacji, grali niepewnie, popełniali sporo błędów, tymczasem teraz są bardzo pewnymi punktami w przyjęciu. To, co charakteryzuje teraz reprezentację Serbii, to bardzo dobra gra w przyjęciu zagrywki. Widać to również po rozgrywającym Nikoli Grbiciu, który gra z dużą przyjemnością, swobodą i uśmiechem, który wcześniej bardzo rzadko było u niego widać.
Do tego drugą młodość przeżywa również chyba Ivan Miljković.
- Rzeczywiście, on w obu ostatnich meczach zdobył ponad 50% punktów całego zespołu, więc na nim w dużym stopniu opiera się gra całej drużyny. Teraz nawet moim zdaniem mniej niż kiedyś. W tej chwili rozkład ataku jest równiejszy, a Miljković jest w tej chwili w formie na finał Igrzysk Olimpijskich. Nie wiem nawet, czy to trochę nie za szybko.
Czy tym zespołom uda się utrzymać taką dobrą dyspozycję do rozpoczęcia zmagań w Pekinie?
- Myślę, że ta forma powinna się utrzymać jeszcze przez jakiś czas, ale na pewno nie będzie trwała zbyt długo. Wydaje mi się, że w trakcie Igrzysk Olimpijskich może nastąpić jakieś załamanie. Wnioskuję to z tego, że większość zespołów nie miała długiego okresu przygotowawczego. Skończyły się rozgrywki ligowe, część zawodników dostała wolne i ten okres budowania formy na igrzyska trwa w większości zespołów średnio 3-4 tygodnie. A to jest zbyt krótki czas, by później przez dłuższy czas utrzymać tę dobrą, ustabilizowaną dyspozycję. Uważam, że zespoły takie jak Polska czy Rosja, które w tej chwili nie prezentują się najlepiej, mają wielkie szanse, by za dwa tygodnie w Pekinie grać naprawdę na najwyższym poziomie.
Czyli nie podziela Pan pesymistycznych wizji niektórych mówiących, że trener Lozano nie zdąży przygotować formy polskiego zespołu na Igrzyska Olimpijskie?
- Myślę, że z formą na pewno zdążą. Musimy pamiętać, że przed tą drużyną są teraz dwa tygodnie przygotowań, czyli 2 tygodnie spokojnego treningu już na miejscu w Chinach bez żadnych dodatkowych podróży. Wszystkie zmiany czasowe, przeloty czy decyzje dotyczące składu są już za nimi. Przypominam sobie, że podczas mojej współpracy z kadrą kwestia ustalania składu zawsze wywoływała nerwową atmosferę w zespole. Zresztą dokładnie na dwa tygodnie przed igrzyskami w Atenach podczas Memoriału Wagnera kadra B o mało nie wygrała z kadrą A i wtedy również posypały się na reprezentację gromy, że są nieprzygotowani. Tymczasem po przylocie do Aten mieliśmy zupełnie inną drużynę, z inną mobilizacją, inną świeżością gry. Dlatego uważam, że 2 tygodnie to jeszcze naprawdę dużo czasu, by wypracować odpowiednią formę. Znam tych zawodników i wiem, że na tę najważniejszą imprezę zmobilizują się i dadzą z siebie wszystko.
Wracając do dzisiejszego finału – kto Pana zdaniem zwycięży?
- Uważam, że wygra Serbia. Amerykanie grają bardzo nierówno w tym turnieju i myślę, że mogą mieć problemy z ustabilizowaniem swojej gry. Natomiast Serbia już od 3 tygodni gra bardzo równo i pewnie i postawiłbym na nich. Jeśli jednak te dwie drużyny spotkałyby się podczas Igrzysk Olimpijskich wskazałbym USA jako zwycięzcę.
* Rozmawiała Joanna Majtyka - Reprezentacja.net
źródło: Reprezentacja.net
opracowanie: Joanna Majtyka
Do wiadomości napisano 30 komentarzy