Rosja wciąż żyje dotkliwą porażką, jaką rosyjskie siatkarki poniosły w turnieju olimpijskim. Przed jego rozpoczęciem niewielu brało pod uwagę możliwość, że podopieczne trenera Caprary zakończą swój występ w Pekinie poza podium, te natomiast odpadły już w meczu ćwierćfinałowym. We wtorkowym wydaniu "Sport-Expressu" została przeprowadzona wnikliwa analiza porównawcza występu reprezentacji Rosji w igrzyskach w Atenach i Pekinie. Autorzy podkreśliłi, że z 39 dyscyplin sportu tylko w tenisie widać wyraźny postęp. Sześć zostało określonych "dobre tak jak poprzednio." Pozostałe znalazły się w kategoriach "zastój" lub "jest gorzej". Do tego ostatniego grona została też zaliczona siatkówka. Przypomnijmy, że w Atenach Rosja zdobyła srebrny (kobiety) oraz brązowy medal (mężczyźni).
- Być może taka teoria brzmi dość ryzykownie - pisze jeden z najbardziej znanych rosyjskich publicystów siatkarskich Aleksiej Biezjazyczny. - Jednak nie zmienia ona rzeczywistego obrazu tej dyscypliny sportu. Na pewno lepiej nie jest. A przecież być powinno - licząc środki jakie zostały przeznaczone przez federację w przeciągu ostatniego czterolecia. Czy WFW coś robiła nie tak? I dlaczego potężne nakłady nie przyniosły efektów?
Autor proponuje, żeby samemu spróbować odpowiedzieć na te pytania. Dla odświeżenia pamięci chce przypomnieć rzeczy jakie miały miejsce w ostatnich czterech latach. Medalowe zdobycze reprezentacji w 2004 roku nie zostały zaliczone do kategorii sukcesów. Może jednak wówczas wszystko było w porządku?
Nie, szczególnie w przypadku siatkówki kobiecej. Przebywała ona w 2004 roku w głębokim kryzysie i nawet pokonanie Chin w finałowym meczu nie zmieniłoby oceny oraz obrazu. Dowody widoczne były jak na dłoni: długoletni monopol Urałoczki w mistrzostwach kraju nie pozwalał ujawnić swoich umiejętności młodym gwiazdom, a stosunki ze starszymi zawodniczkami wieloletniego trenera reprezentacji Nikołaja Karpola uległy zdecydowanemu pogorszeniu. W efekcie został zaproszony nowy "motorniczy" w osobie Włocha Giovanniego Caprary. Ten krok WFW był logiczny. Hegemonia klubu z Jekaterynburga została niebawem zniesiona.
Za błyskotliwym zwycięstwem w mistrzostwach świata w 2006 roku, które wskazało na słuszność obranych reform, nie poszły kolejne kroki i następne sukcesy. Wielu twierdziło, że z takim potencjałem Rosjanki powinny w Pekinie walczyć o złoty medal. Do wielu gwiazd dołączyły młode, utalentowane zawodniczki. Jednak zamiast medalu w stolicy Chin, była katastrofa. Rosja po raz pierwszy w historii nie awansowała do półfinału.
Jekaterina Gamova, Rosja (fot. reprezentacja.net)
Za wyniki, szczególnie takie jak w igrzyskach zawsze odpowiada trener. Caprara też odpowiedział. Po ostatnim meczu podał się do dymisji. Jeżeli jednak komuś wydaje się, że wraz z jego odejściem znikną problemy rosyjskiej siatkówki kobiet, to jest w błędzie. Winić ekstrenera rosyjskich siatkarek można tylko za jedno - w Pekinie nie widziano tej pewności siebie w meczu z Chinkami jaką zespół imponował w mistrzostwach świata. Drużyna popełniała dziecinne błędy w końcówkach każdej z trzech partii. Błędy jakie robiły Sokołowa czy Gamowa były nie do pomyślenia przed dwoma laty. Czy nie można było tego przewidzieć widząc jak fatalnie grały te zawodniczki w poprzednim sezonie klubowym?
Jak to się stało, że Caprarze udało się przed dwoma laty doprowadzić zespół na wyżyny, a w 2008 roku nie? Czy tylko on za to odpowiada? Może Włoch miał rację krytykując non stop pracę w klubach i na nie powinna też spaść odpowiedzialność za fatalny wynik w igrzyskach?
Autor jest przekonany, że tak. W Rosji metody szkoleniowe są takie, że kadrowiczki są zmuszone do rywalizacji w dwóch różnych siatkówkach - w wydaniu zagranicznym i krajowym. W pierwszym przypadku siatkówka jest współczesna, w drugim z epoki kamienia łupanego. Możemy to zobaczyć w rozgrywkach o europejskie puchary, gdzie rosyjskie zespoły przegrywają z klubami, które w składach mają mniej tzw. gwiazd.
Biorąc pod uwagę wyniki drużyn narodowych w juniorach i kadetach, które w ostatnich czterech latach nie zdobyły żadnego tytułu, nie trudno wyobrazić sobie jak przebiega praca z młodzieżą w klubach. Gdy o swoim odejściu poinformowały Sokołowa i Godina można już teraz poważnie zastanawiać się na kim oprze siłę gry reprezentacji we wrześniowych kwalifikacjach do Grand Prix 2009 następca trenera Caprary.
W tej chwili trudno jest wymagać od nowego trenera kadry jakichkolwiek wyników, a myślenie w tej chwili o obronie tytułu w mistrzostwach świata w 2010 roku może zostać nazwane fantastyką. Żeby do tego nie doszło rosyjskiej kobiecej siatkówce potrzebne są reformy takie jakie miały miejsce w męskiej odmianie tego sportu, gdzie jeszcze do niedawna królowała epoka kamienia łupanego. Męskie kluby nie wstydzą się zatrudniać zagranicznych specjalistów i stawiają czoła wymogom współczesności.
* Więcej w serwisie lsk.net.pl
źródło: lsk.net.pl
opracowanie: Anna Puch