Najważniejsze słowo na świecie to oczywiście RODZINA – mówi Daniel Pliński. - Są to najbliższe mi i najukochańsze osoby, na których zawsze mogę polegać, w momentach dobrych i złych, zawsze są przy mnie i nigdy mnie nie zawiodły – dodaje reprezentacyjny środkowy.C jak CÓRKA....
Ma 16 miesięcy i jest oczkiem w głowie tatusia. Ma już kilka ząbków, i powolutku zaczyna wymawiać pierwsze słówka. „Mama”, „tata” mówi już dość długo, a na naszego psa woła „Benio” (podobnie zresztą jak i my). Nasz ukochany bokser w ogóle nie jest zazdrosny o Julię, a nawet mogę powiedzieć, że świetnie się dogadują, co mnie osobiście bardzo cieszy. Każdą wolną chwilę spędzam ze swoją córką, choć niestety nie ma ich tak dużo, jak bym sobie życzył.
L jak LENISTWO….
Nie jestem leniwy, choć jako bardzo młody człowiek byłem. Na szczęście wyrosłem z tego. Nie lubię ludzi, którzy się nie przykładają do tego, co robią. Na przykład takich, którzy przychodzą na trening, tylko po to, by go zaliczyć, bo są akurat zmęczeni, byli na imprezie, albo jeszcze z jakiejś innej przyczyny. Ja na treningach zawsze daję z siebie wszystko, i strasznie mnie denerwuje, kiedy inni się „prześlizgują”, a to się niestety w minionym sezonie zdarzało.
O jak OLIMPIADA….
Moje największe marzenie siatkarskie. Myślę, że to już ostatni dzwonek, bo pojechać na turniej olimpijski. Mam nadzieję, że forma dopisze, i trener Lozano po raz kolejny postawi na mnie. Jeżeli nie pojadę na Igrzyska do Pekinu, to potem już tylko w roli trenera …chyba. Zdajemy sobie sprawę, że droga na Igrzyska Olimpijskie jest długa, ale z drugiej strony jesteśmy przecież wicemistrzami świata, i stawiamy sobie poprzeczkę wysoko. Przed nami pierwsza próba w Moskwie, na mistrzostwach Europy, i byłoby wspaniale już tam zapewnić sobie start w Pekinie.
P jak PATRIOTYZM….
Za każdym razem jak słyszę „Mazurka Dąbrowskiego”, to się tak samo wzruszam. A kiedy słyszę polski hymn w wykonaniu naszych wspaniałych kibiców, to wzruszam się podwójnie. Jeżeli człowiek (siatkarz) nie kocha barw narodowych, to nie ma mowy o godziwym reprezentowaniu kraju. Ja jestem nieustannie dumny, że gram w biało – czerwonej koszulce, i uwierz mi, nie przeżyłem w życiu piękniejszej chwili, niż wtedy kiedy stałem na podium z srebrnym medalem mistrzostw świata na szyi.
W jak WALKA, WALECZNOŚĆ….
Jestem człowiekiem walecznym, lubię walczyć i mam chyba w sobie duszę wojownika. Nigdy nie odpuszczam i nigdy nie rezygnuję. Dlatego było mi bardzo przykro, kiedy po mistrzostwach świata wróciliśmy do klubu, praktycznie z marszu rozpoczynając ligę, i niektórzy zarzucali nam, kadrowiczom, że nie gramy na sto procent i odpuszczamy mecze. To nieprawda. Być może faktycznie trochę nam sukces namieszał w głowach, ale to szybko minęło. I jeżeli rzeczywiście było tak, jak mówił trener Ryszard Bosek, że w zespole był nie jeden, a sześciu trenerów, to dziś chciałbym go bardzo serdecznie za to przeprosić.
* więcej w serwisie Sportowefakty.plźródło: SportoweFakty.pl
autor: Karolina Kosek