- Tak się niefortunnie składa, że zawsze w Grand Prix trafiamy na ciężkie grupy. Na pewno jednak chcemy zaprezentować się w Rzeszowie lepiej niż rok temu w Bydgoszczy - mówi libero reprezentacji Polski Mariola Zenik.
W zeszłym roku Polki, grając w Bydgoszczy, nie wygrały żadnego meczu. Teraz w Rzeszowie o zwycięstwo też nie będzie łatwo, bowiem rywalkami "Złotek" będą Chinki (mistrzynie olimpijskie), Rosjanki (mistrzynie świata) oraz reprezentacja USA.
W składzie Polski, w którym pojawiło się w tym roku szereg młodych zawodniczek, największą niewiadomą jest obsada pozycji libero. Pierwsza libero reprezentacji Polski Mariola Zenik w trakcie przygotowań doznała bowiem urazu barku.
Marcin Lew: Jeszcze podczas zgrupowania w Szczyrku doznała Pani kontuzji barku. Teraz przez cały czas chodzi Pani z okładem. Jak się Pani czuje? Jest szansa, że wystąpi Pani w najbliższym turnieju Grand Prix?
Mariola Zenik:
Jest coraz lepiej. Powoli zaczynam normalnie trenować. Wiadomo jednak, że istnieje ryzyko, iż w pewnych momentach mogę nie dawać z siebie stu procent, więc trener podejmie decyzję, czy zagram.
Menedżer kadry Marek Brandt mówił, że Włosi stosują inne metody, jeśli chodzi o sposób leczenia. Nie lubią na przykład faszerować zawodniczek tabletkami przeciwbólowymi. Dlatego wydłużył się Pani proces leczenia?
-
Wiadomo jest, że ból trzeba czuć. Można złagodzić go jakimiś tabletkami i trenować, ale później będzie jeszcze gorzej.
Na początek macie trudne zadanie: mistrzynie świata - Rosjanki, mistrzynie olimpijskie - Chinki i mocna drużyna USA. Jaki wynik zadowoli was podczas tego pierwszego weekendu Grand Prix w Rzeszowie?
-
Wiadomo, że gramy u siebie, przed własną publicznością, dlatego chciałybyśmy coś ugrać. Na pewno chcemy wypaść lepiej niż w zeszłym roku w Bydgoszczy. Będzie ciężko. Z Rosjankami zawsze gra nam się dobrze, najgorzej jest z Chinkami. Z nimi jeszcze nie wygrałyśmy ani razu i to gdzieś tam jest w naszej głowie. Amerykanki z kolei to zespół, który na pewno jest w naszym zasięgu.
W tegorocznym cyklu Grand Prix z Rosjankami i Chinkami spotkacie się, można powiedzieć - niestety, jeszcze raz.
-
No właśnie, tak niefortunnie nam się układają te grupy, że zawsze mamy dosyć ciężkie mecze. Nigdy się nie zdarzyło, żebyśmy miały coś łatwiejszego.
W czerwcowym turnieju w Montreux odniosłyście tylko jedno zwycięstwo. Pozostałe mecze przegrywałyście, ale Panią bardzo chwalono. Strach więc pomyśleć, co będzie, jak z formą dołączą do Pani koleżanki.
-
Do Montreux pojechałyśmy wtedy prosto z marszu, po kilku treningach. Teraz powinno być już zdecydowanie lepiej. Dojdzie zgranie, dojdą poszczególne zagrania. Myślę, że z formą trafimy jak najlepiej.
Po tamtym turnieju pojawiła się dla Pani oferta z hiszpańskiej Murci, gdzie gra Małgorzata Glinka. Pani jednak była już po słowie z polskim klubem. Nie żałuje Pani, że jednak zostanie w kraju?
-
Wiadomo, że tamten zespół ma ogromne aspiracje, by wygrywać wszystko, co się da. Ja jednak jestem bardzo zadowolona z tego, że podpisałam kontrakt w Muszynie. Jestem tutaj na miejscu, a co by było tam - nie wiem. Nie doszło nawet do dalszych rozmów z tym klubem, bo od razu na starcie powiedziałam, że mam podpisany kontrakt.
* Rozmawiał Marcin Lew - Gazeta Wyborczaźródło: Gazeta Wyborcza (Rzeszów)
opracowanie: Karolina Kosek