Kłopoty zwiastował już pierwszy dzień Memoriału Huberta Wagnera. Po meczu ze Słowacją Mariusz Wlazły ze smutną miną opowiadał o tym, że prześladujące go w sezonie ligowym skurcze mięśni powróciły. – Myślałem, że kłopoty są już za mną. Przecież przez kilka miesięcy po terapii akupunkturą nie miałem problemów. Kłopoty pojawiły się ponownie podczas turnieju finałowego Ligi Światowej w Katowicach. Ale tam było bardzo gorąco i w ekstremalnych warunkach skurcze miało kilku innych graczy w różnych reprezentacjach. Miałem więc nadzieję, że po urlopie wszystko będzie dobrze. Niestety, nie jest. Jestem załamany, muszę porozmawiać z trenerem Lozano – mówił w Ostródzie Wlazły. W kolejnych dwóch meczach wystąpił, ale obawa przed następnym skurczem nie pozwalała mu na normalną grę. Raul Lozano bezradnie rozkładał ręce. – W Polsce Mariusz przeszedł już wszystkie możliwe badania, jedynym wyjściem jest konsultacja u zagranicznych specjalistów – mówił w środę.
W piątek przeciwko Holandii Wlazłego znowu złapały skurcze i zawodnik poprosił selekcjonera o rozmowę. – Wspólnie podjęto decyzję, że Mariusz pojedzie na badania do specjalistycznej kliniki w Barcelonie. Za leczenie ma zapłacić PZPS. To chyba najlepsze rozwiązanie dla reprezentacji i zawodnika. Teraz widać, że problemy, które Mariusz zgłaszał kilka miesięcy temu, to nie były kaprysy gwiazdki. Ten chłopak naprawdę na poważny problem – mówi Konrad Piechocki, wiceprezes Skry Bełchatów, gdzie od czterech lat gra Wlazły. Sam zawodnik nie chciał komentować sprawy. Ale czy rzeczywiście wyjazd „Szampona” do Moskwy jest już niemożliwy? – Nie zamykałbym przed Mariuszem drzwi. Nie jest wykluczone, że chłopak zdąży wrócić do kadry na mistrzostwa Europy. Choć szansa na to jest mała – przyznaje Piechocki, który być może będzie towarzyszył zawodnikowi w wyjeździe do Hiszpanii.
* więcej w Przeglądzie Sportowym
źródło: Przegląd Sportowy
opracowanie: Karolina Kosek
Do wiadomości napisano 21 komentarzy











