1. Brazylia
2. Włochy
3. USA
4. Kuba
5. Chiny
6. Serbia
7. Japonia
8. Rosja
9. Polska
10. Korea
seniorzy 30.08.2007 09:30:01

Pierwszą część wywiadu z Robem Bontje i Nico Freriksem można znaleźć TUTAJ.
Nico Freriks:
Długo pracowałem nad tym, żeby zostać zawodowym siatkarzem i teraz osiągnąłem poziom, z którego jestem zadowolony, więc póki co, sport jest dla mnie najważniejszy. Ale nie studiowałem też na darmo i dlatego staram się nie ograniczać tylko do siatkówki. Nie wiem, nie zaplanowałem dokładnie, jak będzie wyglądała moja zawodowa kariera. Teraz po prostu chciałbym cieszyć się siatkówka tyle, ile to możliwe. A co przyniesie przyszłość... zobaczymy. Będę nad tym myślał, gdy siatkówka przestanie mnie interesować i stracę zapał do gry.
A propos Twojej kariery siatkarskiej Nico, wielu widziało w Tobie następcę Petera Blangé, który jest teraz trenerem reprezentacji Holandii. Jak wam się układa współpraca?
N.F.: Bardzo się cieszę, że mogę współpracować z kimś, kto kiedyś grał na tej samej pozycji, co ja i był w tym najlepszy na świecie. Dzięki temu mogę się wiele od niego nauczyć. Oczywiście, w tym momencie nie łapię się do podstawowej szóstki i muszę sobie na to jeszcze zapracować, ale i tak dużo daje mi czerpanie z jego rad i doświadczeń na treningach. Stanowi to dla mnie, jako rozgrywającego, wielką przewagę i korzyść.
Nie zawsze jednak Twoja współpraca z trenerami reprezentacji wyglądała tak kolorowo. Dwa lata temu krążyły plotki na temat konfliktu między Tobą a Harrym Brokkingiem, który teraz trenuje Wielką Brytanię. Nie było Ciebie na III Memoriale Huberta Wagnera, pominięto Cię także w składzie na eliminacje do MŚ. Co się wtedy właściwie wydarzyło? Może uchylisz nam rąbka tajemnicy?
N.F.: (śmiech) Nie, nie zamierzam ujawniać wszystkich rzeczy. Trener Brokking po prostu zadecydował, że do jego koncepcji gry bardziej przydatni są inni zawodnicy, bardziej doświadczeni ode mnie. Taki podał mi powód i cóż, taka była jego decyzja. Wróciłem do swojego klubu i zostałem mistrzem kraju w tamtym roku. Nie mam mu tego za złe, to był jego wybór i to on odpowiadał potem za wyniki zespołu. Szkoda mi było tylko drużyny, bo nie mogłem jej pomóc.
To może zmieńmy temat na odrobinę luźniejszy. Z pewnością nie macie dużo wolnego czasu, ale co właściwie robicie, kiedy możecie na chwilę odpocząć od siatkówki?
Rob Bontje:
Ja na przykład tego lata kupiłem dom we Włoszech, więc musiałem się sporo przy nim napracować. A tak poza tym to oczywiście ten czas wolny poświęcamy rodzinie, przyjaciołom, wychodzimy do miasta, żeby się pobawić, zrelaksować. Nie uprawiam innych sportów, kiedyś próbowałem grać w tenisa, ale no cóż… (śmiech) Nie powiem, żeby wychodziło mi to najlepiej. Przede wszystkim jednak ten czas poświęcam na relaks z przyjaciółmi i rodziną.
N.F.: No i masz hobby!
R.B.: O tak, moje samochody. To znaczy jeden samochód.
To w końcu ile?
R.B.: Na razie jeden, ale chciałbym mieć więcej. Gram w siatkówkę dopiero od kilku lat, więc…
A jaki to samochód?
R.B: Volkswagen. Ale szybki! (śmiech)
Nico, a Ty jak spędzasz swój wolny czas?
N.F.: Ja każdą wolną chwilę poświęcam swojej rodzinie. To dla mnie najlepszy sposób na relaks i to sprawia mi najwięcej przyjemności. W ciągu sezonu siatkarskiego nie ma na to czasu, więc kiedy tylko mam wolną chwilę, to chce spędzić ją ze swoją rodziną.
Marzeniem prawie każdego siatkarza jest gra w lidze włoskiej. Rob, ty zdołałeś tego dokonać. Czy jesteś zadowolony z tego, co udało Ci się osiągnąć do tej pory?
R.B.: Gram we Włoszech od trzech lat i wszystkie trzy przyniosły mi wiele radości. Oczywiście były chwile gorsze i lepsze, miałem dwa udane sezony i jeden trochę słabszy. Teraz wracam do swojego starego klubu, Padwy. Bardzo się z tego powodu cieszę i chciałbym zostać tu przez kilka kolejnych lat. Mam nadzieję, że Nico prędzej czy później dołączy do mnie i zacznie swoją przygodę z ligą włoską (uśmiech).
N.F.: Tak, to jest moim marzeniem i celem. Jeżeli chodzi o siatkówkę klubową, to wciąż najwyższy poziom jest we Włoszech, więc oczywiście chciałbym się tam znaleźć, ale kiedy… No właśnie, to jest pytanie.
Dlaczego w takim razie zdecydowałeś się na powrót do Belgii?
N.F.: Granie w Belgii daje mi teraz najwięcej możliwości, między innymi na pokazanie się w Lidze Mistrzów. We Włoszech poszukuje się zawodników starszych i bardziej doświadczonych. Dla rozgrywającego dostanie się do ligi włoskiej jest bardzo trudnym zadaniem. Dlatego najpierw musisz poszukać klubu, biorącego udział w Lidze Mistrzów, gdzie możesz zdobyć potrzebne ci doświadczenie. Dla mnie, Roeselare było najlepszą opcją w zeszłym sezonie. Nie mam określonej drogi, którą chciałbym dotrzeć do Włoch, ale wiem, że to jest mój cel. Może będzie prowadziła ona nawet przez Polskę, kto wie?
Chciałbyś grać w Polsce?
N.F.: Tak, nie widzę powodu, dla którego miałbym nie chcieć (śmiech). W Polsce siatkówka stoi na bardzo wysokim poziomie, zwłaszcza pięć najlepszych klubów ligi robi dobre wrażenie. No i wasi niesamowici kibice…Widać, że w Polsce kocha się siatkówkę i jest to chyba sport numer jeden?
Raczej numer dwa, po piłce nożnej.
N.F.: Numer dwa? Naprawdę dopiero numer dwa? No tak, ale to wciąż jest imponujące. W Holandii z pewnością tak nie jest. Więc jasne, dlaczego nie? Za każdym razem, kiedy tu przyjeżdżam, bardzo podoba mi się granie przed tak entuzjastyczną, pełną energii publicznością.
A jak to jest w Belgii i we Włoszech? Jesteście popularni? Ludzie rozpoznają was na ulicy?
R.B: Tak, ale tylko dlatego, że jestem wysoki. Domyślają się, że gram w siatkówkę, więc zagadują, która liga, a kiedy im odpowiadam A1, to mówią: „Ach tak, jesteś tym świetnym siatkarzem!” (śmiech). Ale nie, nie tak często, tylko czasami. Nico, a jak to jest w Belgii, bo nie wiem?
N.F.: Cóż, Roeselare nie jest zbyt dużym miastem, więc wielu fanów nas rozpoznaje i chce porozmawiać z nami. Nawet kiedy robię zakupy w warzywniaku, często ktoś podchodzi i zagaduje (uśmiech). Ale mi to zupełnie nie przeszkadza, czasami miło jest znaleźć się w centrum uwagi. Chociaż oczywiście przyjemnie jest mieć także chwilę dla siebie.
To jak czujecie się w Polsce, gdzie ludzie bez problemu was rozpoznają i proszą o autograf, pamiątkowe zdjęcie … Nie męczy Was to?
R.B.: Nie, kibice są bardzo przyjacielscy, uprzejmie proszą o autografy… Zresztą, przecież wspierają nas na meczach, więc to naprawdę żaden problem, wręcz przeciwnie…
N.F.: I nie zapominajmy, że to są przecież ludzie, którzy przychodzą, żeby oglądać mecze i nas dopingować. To normalne, że poświęcasz im trochę swojego czasu. Oczywiście, jeżeli stoi przed tobą tysiąc osób, nie jesteś w stanie każdej z nich dać autografu, ale zawsze starasz się rozdać ich możliwie jak najwięcej.
W takim razie, nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć Wam jak najczęstszych przyjazdów do Polski. Dziękuję za rozmowę.
*rozmawiała Alicja Mizerek, reprezentacja.net
źródło: reprezentacja.net
opracowanie: Natalia Starosta
Do wiadomości napisano 10 komentarzy