Siatkówka - Reprezentacje Polski - REPREZENTACJA.NET aktualności, historia siatkówki, wywiady, sylwetki zawodników i trenerow, zdjęcia, relacje LIVE

Nasi Partnerzy:


 

Ranking siatkarzy

  1. Brazylia
  2. USA
  3. Rosja 
  4. Bułgaria
  5. Serbia
  6. Włochy
  7. Polska
  8. Hiszpania
  9. Portoryko
  10. Chiny

Ranking siatkarek

     1.   Brazylia
     2.   Włochy
     3.   USA
     4.   Kuba
     5.   Chiny
     6.   Serbia
     7.   Japonia
     8.   Rosja
     9.   Polska
   10.   Korea
  

AGATA MRÓZ
Galeria Kibica

Agata Mróz - Olszewska - Galeria Kibica
zobacz także:
Sylwetka Agaty

AREK GOŁAŚ
Galeria Kibica

Arek Gołaś - Galeria Kibica
zobacz także:
Sylwetka Arka

Siatkówka


Pech dopadł także górala

seniorzy 31.08.2007 09:09:36

seniorzy - Pech dopadł także górala
Od 1995 roku nie opuścił żadnej ważnej imprezy, a koledzy z reprezentacji zazdrościli mu żelaznego zdrowia. Tym razem pech dopadł jednak także Piotra Gruszkę. Z powodu kontuzji kapitan reprezentacji nie pojedzie na mistrzostwa Europy, podobnie jak Mariusz Wlazły.

PRZEGLĄD SPORTOWY: Gra pan w reprezentacji Polski od 1995 roku. Ile kontuzji leczył pan w tym czasie?


PIOTR GRUSZKA: Tylko dwie. Pierwszą dziewięć lat temu i też była to skręcona kostka, drugą teraz. Pierwszy uraz przytrafił się przed wyjazdem do ligi włoskiej i trochę utrudnił mi wejście do nowego klubu (Zeta Line Padwa – przyp. red.). Ale w reprezentacji grałem bez przeszkód.


Kontuzje pana omijały, a koledzy żartowali, że „Gruchy” nic nie ruszy, bo to twardy góral z Żywca.


No i okazało się, że pech dopadł także górala. Jeszcze do mnie do końca nie dociera to, że mistrzostwa Europy obejrzę w telewizji. Przecież przez 12 lat byłem na wszystkich ważnych imprezach. Zmieniali się trenerzy i zawodnicy w drużynie, a ja w niej byłem zawsze. Teraz zostaję w domu i jakoś mi z tym dziwnie.


Nie było szans na wyleczenie kontuzji?


Najmniejszych. Mam zerwane więzadło skokowo-strzałkowe przednie, a drugie więzadło jest naciągnięte. Nadal, mimo intensywnej rehabilitacji, boli mnie noga. Ledwo chodzę, a o trenowaniu nawet nie marzę. Za kilka dni w klubie wznowię ćwiczenia na siłowni, żeby chociaż rozruszać górną partię mięśni. Zresztą załóżmy nawet, że za wszelką cenę jadę na mistrzostwa i gram na środkach przeciwbólowych. Po pierwsze, drużyna nie miałby ze mnie pożytku, bo nie trenowałem, po drugie mógłbym doznać poważniejszej kontuzji, która wyeliminowałaby mnie z gry na kilka miesięcy. A to byłaby tragedia, zwłaszcza w perspektywie igrzysk olimpijskich i kwalifikacji do nich. Igrzyska są dla mnie najważniejsze, a medal w Pekinie to jest cel mojego życia.


Czy ten cel może pan zrealizować jako zawodnik występujący na pozycji atakującego po przekątnej z rozgrywającym? W meczu przeciwko Serbii, w którym doznał pan kontuzji, zagrał pan na tej pozycji po kilku latach przerwy.


Wszystko zależy od trenera Lozano. Jeśli on uzna, że jestem potrzebny jako atakujący, to nie widzę przeszkód.


Ale kiedyś skarżył się pan, że trenerzy nie mogą się zdecydować, gdzie ustawić Gruszkę. Chciał pan stabilizacji. Teraz coś się zmieniło?


Kiedyś rzeczywiście miałem dość zmian, chciałem grać na jednej pozycji, bo ciągłe przestawianie nie wychodziło mi na dobre. I przez kilka ostatnich lat grałem tylko jako przyjmujący. Trener Lozano to zmienił, bo wobec kłopotów Mariusza Wlazłego sytuacja kadrowa stała się bardzo zła. Ja się zgodziłem i muszę przyznać, że dobrze się czułem jako atakujący. Chyba dojrzałem i ewentualna zmiana teraz wcale by mi nie przeszkadzała. Ale myślę, że Mariusz Wlazły po mistrzostwach Europy wróci do zespołu i trener nie będzie musiał eksperymentować. Gdyby jednak taka konieczność zaszła, jestem do dyspozycji.

 

"Igrzyska są dla mnie najważniejsze, a medal w Pekinie to jest cel mojego życia." - mówi Piotr Gruszka (fot. reprezentacja.net)



Czy bez pana i Mariusza nasz zespół ma szansę na medal w Moskwie?


Będzie ciężej, ale zespół jest dobrze przygotowany i wypadnięcie nawet dwóch ważnych ogniw nie powinno chłopaków załamać. Myślę, że cel, czyli medal mistrzostw Europy i awans do Pucharu Świata (wywalczą go tylko finaliści ME – przyp. red.) pozostaje ten sam.


Pańska kontuzja to efekt pecha, ale czy zdrowotne kłopoty kolegów mogłyby być mniejsze, gdyby mniejsze były obciążenia treningowe?


Nie trenowaliśmy wcale ciężej niż przed mistrzostwami świata, a wtedy problemów właściwie nie było żadnych. Gdybyśmy nic nie robili, to pewnie nikogo nic by nie bolało. Tyle, że bez ciężkiej pracy w sporcie niczego się nie osiągnie. Problem nie polega na tych dwóch tygodniach ostrego zasuwania w Spale. Kłopoty biorą się z tego, że od wielu lat wszyscy ciężko pracujemy i rozgrywamy bardzo wiele spotkań. O odpoczynku nie ma mowy, a żaden organizm nie jest z żelaza. Nawet mój.


Impreza goni imprezę, kalendarz jest napięty, a mięśnie nie wytrzymują. Jak przerwać to szaleństwo?


Poprzedni sezon był dla nas morderczy, ale ten jest jeszcze gorszy. Po mistrzostwach Europy zaczyna się liga, potem europejskie puchary, w listopadzie Puchar Świata, znowu liga i – nie daj Boże – styczniowy turniej kwalifikacyjny do igrzysk. I znowu liga, puchary, igrzyska i tak w kółko. Nie ma kiedy ładować akumulatorów. Ja już nie mówię o odpoczynku psychicznym, ale o regeneracji organizmu. Nie wygląda to najlepiej i działacze FIVB i CEV powinni nad tym pomyśleć.


 Przegląd Sportowy

źródło: Przegląd Sportowy

autor: Natalia Kaminska

Do wiadomości napisano 36 komentarzy

Powrót
Dodaj nowy komentarz
Zarejestruj swojego nicka.
Redakcja serwisu Reprezentacja.net nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy umieszczanych przez internautów.

Pola oznaczone gwiazdką (*) są obowiązkowe do wypełnienia