- Dopóki siatkówka będzie mnie bawić, tak jak mnie bawi, i dopóki będzie mi sprawiała przyjemność tak, jak mi sprawiała i sprawia – będę jeszcze grać.
Trudne początki...
Niewiele by brakowało, a polska siatkówka poniosłaby ogromną stratę. Magdalena Śliwa - jedna z najlepszych rozgrywających w historii - o mały włos zostałaby pominięta w rekrutacji do klubu Wisły Kraków. Na szczęście wykazała się sprytem i ...Miała wysoką koleżankę.
-
W czwartej klasie szkoły podstawowej po lekcjach chodziłam na zajęcia siatkówki. Pod koniec roku, zostały zorganizowane nabory do szkoły sportowej pod patronatem "Wisły" Kraków. Ze wszystkich szkół w Krakowie było ponad sto chętnych dziewczyn. Ja po testach zajęłam szóste miejsce, ale niestety przez mój niski wzrost nie zostałam przyjęta. Na moje szczęście moja przyjaciółka była wysoka i na niej im bardzo zależało. Mieli więc do wyboru: nas dwie albo jedną. Udało się. Od piątej klasy zaczęłam treningi w klasie sportowej.
Magda wiele tam się nauczyła. Swoich pierwszych trenerów wspomina bardzo ciepło.
-
Nie zapomnę na pewno mojej pierwszej trenerki, przy której zaczynałam grać - Romany Karolczyk, a później drugiego mojego trenera Lesława Kedryny. Mając 17 lat zadebiutowałam w lidze i to on dał mi szanse się rozwijać. Miałam bardzo dużo indywidualnych treningów, na których przede wszystkim ćwiczyłam rozegranie. Po roku mojej gry w pierwszej lidze zdobyłyśmy srebrny medal Mistrzostw Polski. Na pewno bardzo dużą rolę odegrali też trenerzy z kadry juniorek, z którymi przez 4 lata pracowałyśmy. Każde święta i wakacje spędzałyśmy ze sobą.
Zapewne po wpływem właśnie trenerów Magda wybrała pozycję rozgrywającej. Pytana o cechy doskonałej rozgrywającej i o to, co sprawiało jej największa trudność odpowiada: - Dobra rozgrywająca musi bardzo dużo widzieć na boisku. Obserwować dobrze przeciwnika i wykorzystywać najsłabsze jego strony. Musi też dobrze wyczuć swoja drużynę, która z koleżanek na boisku ma swój dzień i na której w danym momencie można polegać najbardziej. Ja bardzo dużo czasu na treningach poświeciłam dokładności i umiejętności patrzenia na druga stronę boiska podczas odbijania piłki. Wszystko to składa się na dobre kierowanie gra.
Przygoda z reprezentacjami młodzieżowymi...
Być może nie wszyscy kibice pamiętają czasy Turniejów Państw Socjalistycznych. Magda Śliwa pamięta je bardzo dobrze, bo to właśnie był czas, gdy broniła biało-czerwonych barw w reprezentacji juniorek.
-
Reprezentacje juniorek wspominam bardzo miło. Przez te wszystkie lata nauczyłam się tam bardzo dużo. Naszymi trenerami byli Ryszard Bachorski i Jan Łojewski. Dla mnie największym sukcesem i meczem, który dobrze pamiętam był finał na turnieju noworocznym w Bułgarii. Zajęłyśmy nie tylko pierwsze miejsce, ale nareszcie wygrałyśmy z Niemkami. Po dziesięciu przegranych wcześniej meczach udało nam się je pokonać. Były też "Turnieje Przyjaźni" – odpowiednik mistrzostw Europy, ale tylko dla państw socjalistycznych. Zawsze byłyśmy w pierwszej trójce. Pamiętam nasze ostatnie mecze w juniorkach na mistrzostwach Europy, na których zajęłyśmy szóste miejsce i po których pozostał wielki niedosyt.
Kariera klubowa...
Zaczynała w Wiśle Kraków, potem był Chemik Police i BKS. Najpierw w polskich klubach zdobywała doświadczenie i tam właśnie rozpoczęła profesjonalna karierę siatkarska. Teraz z perspektywy czasu i włoskich doświadczeń o grze w tamtych latach opowiada z nostalgią.
-
Grę w każdym z tych klubów wspominam bardzo dobrze. W "Wisłę" były inne czasy i nie można ich porównać do sytuacji, jaka jest obecnie. Były to czasy, gdy w klubie nie było problemów finansowych, bo sport był utrzymywany z budżetu państwa. „Wisła" była pod patronatem milicji, a potem policji. Było naprawdę dobrze. Później "Chemik" Police. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że klub w tych czasach funkcjonował tak jak powinno to być. Pełne zawodowstwo. Później czasy się zmieniły i było w klubach ciężko. Zawsze jakieś zaległości i słyszałyśmy tylko o problemach. We Włoszech też szukają pieniędzy, ale przed sezonem wszystko jest przygotowane. Nie ma problemów kadrowych. W każdej drużynie jest dwanaście zawodniczek i każda jest zawsze do dyspozycji trenera przez cały sezon. Sprzęt, hotele, w których jesteśmy przed meczami są zawsze na wysokim poziomie, czego niestety brakuje w Polsce. Każdy trener ma tu do dyspozycji jeszcze dwóch trenerów: trenera od przygotowania nas na siłowni i osobę, która przygotowuje video. W Polsce przez problemy finansowe taka organizacja jest niemożliwa. Ilość treningów też jest większa, bo każda z nas wykonuje tylko zawód siatkarki, nie ma problemów szkół, pracy itp.
Magdalena Śliwa (fot. reprezentacja.net)
W lidze włoskiej zadebiutowała w 1998 roku w barwach Desparu Perugia. Później grała w Foppapedretti Bergamo oraz Monte Schiavo Banca Marche Jesi. W 2004 roku podpisała kontrakt z klubem Minetti Vicenza, w którym spędziła dwa sezony. Ostatniego roku gry we włoskiej serie A Magda nie wspomina jednak najlepiej. -
W ostatnim roku mojej gry w Vicenzie do zespołu dołączyła Kasia Skowrońska. Sezon nawet nieźle się rozpoczął. Byłyśmy zadowolone z tego, co gramy i jak gramy. Potem pojechałyśmy z reprezentacją Polski na Puchar Wielkich Mistrzyń do Japonii i po powrocie straciłyśmy miejsca w pierwszej szóstce Vicenzy. To była w pewnym sensie kara za to, że pojechałyśmy na ten turniej a przynajmniej tak wtedy nam się wydawało. Prezes klubu nie chciał, żebyśmy jechały i tak pomalutku nas odstawił na bok. Zostałyśmy ukarane i siadłyśmy sobie na ławce. Było to dość niesprawiedliwe, bo wg regulaminu zawodniczka musi być zawsze na zawołanie kadry a kluby muszą się temu podporządkować. Tym razem było inaczej i przez to niemile wspominam ostatni okres gry we Włoszech.
Powrót do kraju
W 2006 roku Magdalena Śliwa postanowiła powrócić na polskie parkiety. Co o tym zadecydowało? - Po prostu zaczynałam myśleć o tym, żeby powolutku zbliżać się w końcu do domu – tłumaczy swoją decyzję.
-
Chciałam w końcu pobyć dłużej z rodziną, a nie żyć ciągle na walizkach. Przyszła oferta z Wisły Kraków, która była dla mnie po prostu najlepszym rozwiązaniem. Już przebolałam to, że Wisła nie jest w LSK tylko w pierwszej lidze, ale był to klub, który znalazł sponsora, sponsor pomagał. Wszystkim zależało, żeby wejść do LSK.Potraktowałam ten kontrakt jako taką moją inwestycję w przyszłość trenerską. W nowym klubie rozgrywająca reprezentacji Polski objęła dwie funkcję zawodniczki i II trenera.
Przed rozpoczęciem sezonu cel Wisły Kraków był tylko jeden - wywalczyć awans do LSK.
-
Bardzo fajnie przeszłyśmy całą ligę. Przegrałyśmy tylko jeden mecz i naprawdę czułyśmy się dobrze z tymi zwycięstwami i wierzyłyśmy, że wywalczymy ten awans. Ale niestety kontuzje, których nie jest nikt w stanie przewidzieć, pokrzyżowały nam plany. Madzia Piątek odpadła w ogóle w tych pierwszych meczach. Nie miałyśmy zmiany też na środek, bo Sylwia miała złamanego palca. Nasza libero grała z pękniętą łękotką, tak, że praktycznie miała bardzo duże problemy z chodzeniem. W efekcie trzy dziewczyny, które decydowały o wyglądzie naszego zespołu niestety nie były w pełni sprawne i tak się to wszystko potoczyło. To był pech, bo całą ligę przeszłyśmy bez kontuzji, a w tych najważniejszych meczach ciężko nam było znaleźć zastępstwo. Nic jednak straconego. W tym sezonie będziemy próbować, będziemy robić wszystko, żeby spełnić wreszcie życzenia naszego sponsora i nas samych, bo wypadałoby, żeby w końcu siatkówka w Krakowie wróciła do tej najwyższej ligi.
Reprezentacja seniorek
Przygodę z reprezentacją seniorek rozpoczęła w 1991 roku od udziału w turnieju kwalifikacyjnym do mistrzostw Europy. Trenerem kadry był wówczas Edward Superlak. W tym samym roku znalazła się kadrze na finały ME w Rzymie. W kolejnych latach Śliwa stał się jedną z kluczowych zawodniczek reprezentacji Polski. Na sukces odnosiły w barwach kraju musiała czekać aż do 2003 roku.
O reprezentacja seniorek głośno stało się dopiero w 2003 roku, kiedy siatkarki prowadzone przez Andrzeja Niemczyka wywalczyły w Ankarze pierwszy w historii złoty medal mistrzostw Europy. Magdalena Śliwa z tego czempionatu oprócz złota wywiozła również indywidualne wyróżnienie, dla najlepszej rozgrywającej turnieju. Wydawało się wówczas, że nic nie jest w stanie zagrozić jej pozycji w kadrze narodowej. Okazało się jednak inaczej. Kilka miesięcy później trener Andrzej Niemczyk wyrzucił Magdę ze zgrupowania, tłumacząc tą decyzję chęcią odmłodzenia kadry narodowej. Jej miejsce zajęła Izabela Bełcik.
-
Bardzo dobrze rozumiem trenera, że chce odmłodzić skład, ale nie tak to sobie wyobrażałam – komentowała wówczas decyzję „Hetmana” -
Ja się czuje dalej na siłach grać na wysokim poziomie, obojętnie ile mam lat. Dla mnie nie ma znaczenia wiek zawodniczek tylko umiejętności i poziom, jaki prezentują. Według mnie, w kadrze powinno być miejsce dla każdej zawodniczki, ale imprezy, które są ważne powinno się zawsze grać w najmocniejszym składzie. Wcześniej już byli trenerzy w kadrze, którzy odmładzali skład, ale rok w którym zdobyłyśmy Mistrzostwo Europy był rokiem, gdzie skład był mieszanka zawodniczek młodych i doświadczonych. Dla mnie takie zestawienie składu jest najlepsze. Tak robią też inne zespoły, które nalezą do elity na świecie. Wystarczy popatrzeć na Amerykanki czy Brazylijki. Średnia wieku tam jest jeszcze wyższa niż u nas przed odmłodzeniem. Szkoda, że nie możemy powtórzyć w tym samym składzie następnych ME. Co do umowy pomiędzy mną a trenerem to nigdy jej nie było. Były tylko słowa, w zeszłym roku, że gdyby coś się wydarzyło to czy pomogę. Ja wyraziłam chęć, ale teraz już wiem, że moja przygoda z reprezentacją się skończyła. Słowa Magdy nie okazały się prorocze. Przed mistrzostwami Europy w 2005 powróciła do reprezentacji i w Zagrzebiu sięgnęła po drugi tytuł mistrzyń Europy.
Magdalena Śliwa (fot. reprezentacja.net)
Asystentka Marco Bonitty
W grudniu 2006 roku, po nieudanym dla Polek występie na mistrzostwach świata w Japonii PZPS podjął decyzję o rozwiązaniu żeńskiej reprezentacji siatkówki. Kilka tygodni później ogłoszono konkurs na trenera reprezentacji. Nowym trenerem siatkarek został Włoch Marco Bonitta, jego asystentką zaś nie kto inny tylko Magdalena Śliwa.
-
Jak zostałam drugim trenerem reprezentacji? To proste. Na liście kandydatów na trenera kadry ogłoszonego przez związek było trzech Włochów: Alessandro Chappini, Cucarini i Bonitta. I akurat wszyscy trzej zaproponowali mi taką funkcję. I ja tylko czekałam, który z nich zostanie trenerem (śmiech). Z tymi pierwszymi dwoma miałam możliwość pracować, bo byli moimi trenerami klubowymi w serie A. Marco Bonittę najmniej znałam tak prywatnie, bo nie mieliśmy nigdzie okazji się poznać, tylko tak z widzenia. I to wszystko. Zadzwonił do mnie pewnego dnia i zapytał, czy interesowałaby mnie taka funkcja. Oczywiście byłam zainteresowana. Takiej okazji nie można było przepuścić. Wiedziałam, że ta współpraca wiele mnie nauczy. I tak też się stało. Już te pierwsze miesiące współpracy z Bonittą wiele mi dały. Pod jego wpływem odkryłam na nowo siatkówkę. Zmieniła się moja filozofia patrzenia na tą dyscyplinę.
Magdalena Śliwa z córką Izą (fot. zbiory prywatne)
Dwie siatkarki w rodzinie
Rodzina jest dla niej bardzo ważna. Jak dla każdego sportowca niestety ciężko jest znaleźć czas, aby spędzić choćby wakacje z rodzina. Magdzie udało się stworzyć kochająca się rodzinę, głównie dzięki wyrozumiałości ze strony męża i córki. Córka tej wyrozumiałości dla mamy ma znacznie więcej, bo podobnie jak ona wybrała karierę siatkarki.
-
Iza gra na libero – mówi z dumą Magda -
Powiem szczerze, że do tej pory nie miałam zbyt wielu okazji oglądać córki w akcji. Tak się składało, że rzadko się w ostatnim czasie widziałyśmy. Ona miała okazję mnie częściej widzieć niż ja ją – na przykład w telewizji. Dopiero teraz mam więcej możliwości przyjrzenia się jej grze, bo Iza jest w szerokiej kadrze Wisły Kraków i ma z nami treningi. Myślę, że jeżeli będzie nadal tak prowadzona, jak do tej pory, to będzie z niej kiedyś wartościowy zawodnik. Trzymam kciuki, żeby jej się udało. Oby jej się zawsze chciało grać tak, jak mamusi się chce (uśmiech).
Czas wolny
Obowiązki w klubie i reprezentacji sprawiają, że „tego czasu wolnego jest bardzo mało. - Jeżeli jest to spędzam go bardzo chętnie w domu, w swoim ogródku. Najchętniej z moimi najbliższymi, z mężem, z córką, z pieskiem. Dopiero zakładam ogród, więc to wszystko idzie powolutku, powolutku, ale zawsze jest coś do roboty i sprawia mi to ogromną frajdę.
Na bezludną wyspę Magda zabrałaby ze sobą „rodzinę i piłkę do siatkówki”. Na sugestię, że zazwyczaj piłka do siatkówki jest jedną z ostatnich rzeczy, które siatkarka na takiej wyspie chciałaby widzieć, Magda odpowiada:
-
No to ze mną jest chyba coś nie tak (śmiech), bo jak mam dzień wolny, albo wakacje, bo zdarzyło się tak, że między zgrupowaniem miałam kilka dni wolnego, to z córką brałyśmy piłkę i odbijałyśmy w ogrodzie. To mnie relaksuje.
Koniec kariery
-
Kiedyś mówiłam, że skończę karierę, kiedy zagram ze swoją córką. Ponieważ ten moment może nastąpić szybciej, niż się spodziewałam, odwołuję tą wersję (śmiech). Dopóki siatkówka będzie mnie bawić, tak jak mnie bawi, i dopóki będzie mi sprawiała przyjemność tak, jak mi sprawiała i sprawia – będę jeszcze grać. No i przede wszystkim musi być zdrowie. Jeżeli w którymś momencie moje kości odmówią, to znaczy, że to będzie chyba czas na to, żeby skończyć grę, ale ja chęci dalej mam i nie wiem, kiedy mi to przejdzie.
Magdalena Śliwa z rodziną (fot. zbiory prywatne)
Marzenie?
-
Brakuje mi właśnie tego najważniejszego, tego co mamy szansę wywalczyć za parę tygodni i myślę, że to by było spełnienie marzeń. Moich i myślę, że nie tylko moich. Ta wymarzona olimpiada, na której nasza reprezentacja nie była od lat, to jest takie marzenie do spełnienia jak najszybciej (uśmiech). I bardzo bym chciała, żeby na Pucharze Świata udało nam się wywalczyć awans do IO. Wierzę w to, że jesteśmy w stanie wiele osiągnąć. Potrzeba nam tylko do tego trochę szczęścia.
Autor: Natalia Ciesek,
Aktualizacja: Katarzyna Biernacka, październik 2007
--------------------
*Niniejszy tekst w rozszerzonej, uzupełniony o materiały fotograficzne, dostępny jest w formacie *.pdf (Acrobat Reader) w prawym menu naszej strony, w dziale Sylwetki. Znaleźć tam można również sylwetki innych zawodników, zawodniczek i trenerów.
źródło: reprezentacja.net
autor: Katarzyna Biernacka