1. Brazylia
2. Włochy
3. USA
4. Kuba
5. Chiny
6. Serbia
7. Japonia
8. Rosja
9. Polska
10. Korea
seniorzy 30.11.2007 13:18:39

W wypowiedziach znawców siatkarskiego rzemiosła oraz dziennikarzy od wczoraj przewija się temat stylu, w jakim Polacy pokonali Danię. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że wczorajszym zwycięstwem polscy siatkarze przerwali fatalną passę sześciu porażek, styl ich gry nie wydaje się być kwestią aż tak istotną. Wszak nie od dziś wiadomo, że gra się po to, żeby wygrać, a pięknie przegrywających nikt nie otacza chwałą. Ponadto im przeciwnik wyższy rangą tym mobilizacja jest większa, a co za tym idzie i walka bardziej zacięta.
O tym, jak ważny jest dla dalszej gry przebieg pierwszego spotkania w turnieju, mogliśmy się przekonać obserwując tegoroczne Mistrzostwa Europy. Dlatego mimo, że Dania do siatkarskich potęg nie należy, waga tego spotkania była duża i oczekiwaliśmy na nie z nie mały niepokojem. Atmosfera wokół kadry bezpośrednio przed rozpoczęciem prekwalifikacji w Szombathley nie była najlepsza. Wypowiedzi trenerów i działaczy, fachowców i dziennikarzy nie nastrajały optymizmem. Pierwszym sprawdzianem dyspozycji Polaków miały być sparingi rozegrane z Czechami. Mimo, że po ich niepomyślnym zakończeniu starano się zmniejszyć ich rangę, trudno było oprzeć się wrażeniu, że robi się to niejako po to, by uspokoić opinię publiczną. Presja spoczywająca więc na siatkarzach była duża i zdawała się rosnąć z dnia na dzień. Reprezentacyjny libero, Krzysztof Ignaczak, sam wspominał, że przed rozpoczęciem turnieju obaw było wiele, do tego stopnia, że wręcz „trzęsły mu się ręce”. Rankingi, które w normalnych okolicznościach mogłyby pełnić funkcję uspakajającą, obecnie działały raczej drażniąco.
Dziś wiemy już, że zwycięstwo z Danią daje nam udział w półfinałach, ale na najgroźniejszego przeciwnika, faworyzowaną Finlandię trafić możemy dopiero ostatniego dnia rozgrywek. Zdaniem Waldemara Wspaniałego, to jednak wcale nie siatkarze ze Skandynawii mogą okazać się naszym najtrudniejszym rywalem, bo już dziś, Polacy rozegrają mecz z Belgią, która postawi im o wiele wyższą poprzeczkę niż Dania. Pokonanie belgijskich graczy ma duże znaczenie, bo nosić będzie znamiona rewanżu za przegraną przez Polaków potyczkę w Moskwie. Byłoby też skutecznym sposobem na to, by uzyskać komfort psychiczny i nie doprowadzić do wytworzenia „kompleksu belgijskiego”, który do nie dawna dość trwale tkwił w głowach i statystykach polskich piłkarzy.
Trudno nie zgodzić się z komentatorami, że wczorajszy mecz nie był meczem najwyższych lotów, ale tym, co liczy się najbardziej jest wynik. Poza tym momentami gra polskich siatkarzy, szczególnie blokiem, nawiązywała do tej, jaką prezentowali rok temu w Japonii. Cieszy to z tego względu, że skuteczny blok od zawsze jest groźną bronią, wyraźnie deprymującą przeciwnika i bezlitośnie sprowadza nawet najlepszego z atakujących na ziemię. Obserwując przebieg wczorajszego spotkania, można było zauważyć także inny element, tak dawno nie widziany już u naszych reprezentantów, mianowicie uśmiech. Niby to rzecz z pozoru prozaiczna, ale radość z wygranej akcji, wspólne zbieganie się po niej do środka boiska integruje zespół, ma więc duże znaczenie psychologiczne.
Miejmy więc nadzieję, że kolejne mecze będą dostarczały zarówno kibicom jak i siatkarzom co raz więcej powodów do radości.
źródło: reprezentacja.net
autor: Anna Puch
Do wiadomości napisano 10 komentarzy