Na pierwszy trening zaprowadziła ją mama, która marzyła, by córce udało się osiągnąć to, czego ona nie zdołała. Agata nie miała więc innego wyjścia jak odnieść sukces. I choć te największe są jeszcze zapewne przed nią, już zdążyła osiągnąć to,
o czym większość sportowców w jej wieku może tylko marzyć.
Rodzinne predyspozycje
Miłość do siatkówki Agata Sawicka odziedziczyła prawdopodobnie w genetycznym spadku. Jej mama, siatkarka występująca w barwach ŁKS-u Łódź, nie wyobrażała sobie innej drogi dla swojej córki jak tylko siatkówka. To właśnie ona zaprowadziła małą Agatę na pierwszy trening i zaszczepiła w niej miłość do tego sportu. -
To dzięki niej trafiłam do UKS-u 9 Łódź, mojego pierwszego poważnego klubu – wspomina Agata –
Pierwszą moją trenerką była Anna Wolska. Pamiętam ją do tej pory, bo chyba dzięki niej mam takie mocne palce. Jej również zawdzięczam to, że jestem bardzo rozciągnięta, ponieważ od początku kładła na ten element duży nacisk.
To był tylko początek przygody młodziutkiej siatkarki. Po kilku latach gry w barwach UKS-u trafiła do swojego pierwszego profesjonalnego klubu. Nikogo nie zdziwiło, że znowu poszła w ślady mamy i zaczęła reprezentować ŁKS Łódź. -
W tej drużynie grałam do piętnastego roku życia, czyli do czasu pójścia do SMS-u Sosnowiec. Wcześnie zaczęłam swoją przygodę z profesjonalną grą w siatkówkę, co na pewno zaprocentowało w późniejszym okresie.
Z czasów występów w barwach ŁKS-u pochodzi pseudonim Agaty „Qulka”. -
Wymyślił to trener Zdun, który był znany z tego, że każdej zawodniczce wymyślał jakieś przezwisko. Pierwotna wersja brzmiała „Kulawa” i powstała podczas któregoś z obozów, kiedy skręciłam kostkę. Potem od „Kulawej” powstał skrót i tak zostałam Qulką – wspomina sama zainteresowana, która ze swoim przezwiskiem jest bardzo związana.
Agata Sawicka na Pucharze Świata (fot. Archiwum)
Kolejnym etapem rozwoju Agaty Sawickiej była nauka w SMS-ie Sosnowiec. Sama mówi, że lata tam spędzone nauczyły ją życia. -
Zaczynając w Sosnowcu byłam praktycznie dzieckiem, a musiałam zostawić rodziców i żyć już samodzielnie. Moją drugą rodziną stały się koleżanki ze szkoły, ponieważ bardzo się zżyłyśmy. Było nas ok. 30 dziewczyn w całej szkole, a poza nami tylko trenerzy i kucharz. Ale dziś wiem, że warto było. Wtedy było naprawdę ciężko, czułyśmy się jakbyśmy były tam za karę, często myślałyśmy: Za co? Dlaczego? Nasi rówieśnicy chodzili na imprezy, do kina, rozmawiali ze sobą o wszystkim poza sportem, a u nas była tylko siatkówka i siatkówka. Miałyśmy bardzo mało wolnego czasu, czasem tylko po godzinie dziennie, a nam brakowało życia towarzyskiego. Ale te trzy lata przeminęły bardzo szybko i teraz z perspektywy czasu wiem, że to był bardzo pożyteczny okres w moim życiu.
Pobyt w SMS-ie Sosnowiec sprawił, że Agata w znaczącym stopniu rozwinęła swój warsztat siatkarski.
-
Bardzo dużo się wtedy nauczyłam. Miałam wspaniałych trenerów, między innymi Andrzeja Pecia i Mariusza Pieczonka, z którym mam szczęście nadal współpracować. Jestem bardzo zadowolona ze swojego pobytu w Sosnowcu, ponieważ wyszłam ze szkoły silniejsza, o wiele mocniejsza psychiczne. Być może miał na to wpływ fakt, że brałam w tym czasie udział we wszystkich ME i MŚ kadetek i juniorek, co pozwoliło mi wejść na światowy i mistrzowski poziom. Reasumując jestem bardzo zadowolona ze swojego pobytu w tej szkole.
-
Pierwszy kontakt z Agatą miałem podczas Turnieju Nadziei Olimpijskich, który odbywał się wtedy jeszcze w Cetniewie. Grała w barwach „Łódzkiego”, ale od razu było widać jej ogromną wolę walki i chęć gry – wspomina trener
Andrzej Peć. -
Od razu rzucał się też w oczy jej wojowniczy charakter, ponieważ gdy inne dziewczyny się poddawały, ona „ciągnęła” cały zespół, pobudzała koleżanki i niejako dyrygowała grą.
To właśnie trener
Peć odkrył w młodej zawodniczce predyspozycje do gry na pozycji libero.
Na turnieju w Cetniewie grała jako przyjmująca z atakiem, jednak kiedy spotkaliśmy się na pierwszej konsultacji w czasie zgrupowania, od razu zapytałem czy nie chciałaby spróbować swoich sił jako libero. A ona po chwili zdecydowanie powiedziała, że tak. Zapytana o to, dlaczego tak szybko podjęła decyzje, odpowiedziała, że zawodniczka libero gra praktycznie cały czas na boisku i jej to odpowiada. Od tego czasu zaczęliśmy pracować z Agatą właśnie na tej pozycji. Bardzo dobrze czuła się w tej roli. Agata się nakręcała z każdą kolejną obronioną piłka, z każdą akcją. Nie widziała na boisku praktycznie nic poza sobą i piłką, tak potrafiła się skoncentrować. To było bardzo pozytywne – ocenia pierwszy szkoleniowiec Sawickiej.
Profesjonalne granie
Po zakończeniu nauki w SMS-ie Sosnowiec przyszedł czas na pierwszy poważny kontrakt. Od początku Agata miała szczęście do wielkopolskich klubów. Z różnych propozycji, jakie wówczas otrzymała, wybrała AWF Poznań, w którym spędziła trzy lata. -
Tak naprawdę nie wiedziałam wtedy jeszcze jak się to odbywa, jak się podpisuje kontrakty, więc pomagali i doradzali mi rodzice – wspomina Sawicka –
Jednak lata spędzone w Poznaniu wspominam nienajlepiej. Był to bardzo ciężki czas dla mnie. Szkołę w Sosnowcu opuściłam w trzeciej klasie i maturę musiałam już zdawać w Poznaniu. To był bardzo duży przeskok, ponieważ w Sosnowcu na pierwszym miejscu był jednak sport, natomiast tutaj chodziłam do normalnej szkoły, gdzie zwracano o wiele większą uwagę na naukę. To było życie na najwyższych obrotach, ponieważ i w szkole i w klubie nie miałam żadnej taryfy ulgowej.
Poznań to również pierwsza poważna kontuzja Sawickiej, która mogła zaważyć na całej jej dalszej sportowej karierze. -
Miałam zerwane więzadła w stawie skokowym i konieczna była operacja, żeby przywrócić mi pełną sprawność. Bardzo dużo zawdzięczam Panu Markowi Bykowskiemu, ponieważ to właśnie on sfinansował moje leczenie. Dzięki niemu wszystko się powiodło i mogłam wrócić na parkiet. Do problemów zdrowotnych doszły jeszcze kłopoty finansowe w klubie. Wszystko to razem sprawiło, że były to dla mnie bardzo trudne trzy lata.
Poza problemami zdrowotnymi, Agata musiała pogodzić się z tym, że nie zawsze miała możliwość występować w pierwszym składzie, a jeśli już, to często nie na swojej pozycji. Zdarzało się, że grała na przyjęciu z atakiem.
Agata Sawicka na Pucharze Świata (fot. Archiwum)
Po trzech trudnych latach Agata Sawicka zmieniła barwy klubowe. Podpisany w 2006 roku kontrakt z klubem Winiary Kalisz sprawił, że kariera zawodniczki nabrała tempa. -
Ciężko było wspiąć się na wyżyny w Poznaniu. Być może wynikało to z faktu, że nie jest to zbyt silny klub. Od kiedy trafiłam do Kalisza miałam szansę trenować z bardziej doświadczonymi zawodniczkami pod okiem doskonałej kadry trenerskiej i naprawdę czuję, że się podniosłam. Tym bardziej cieszę się, że zauważono mnie w tym klubie i zaproszono do współpracy.
Zawodniczka na stałe zadomowiła się w pierwszym składzie mistrzyń Polski i dała się poznać jako świetna libero. Swój pierwszy kaliski sezon wspomina jednak jako bardzo trudny: -
Pierwszy rok w Kaliszu był dla mnie niełatwy z wielu powodów. Przede wszystkim po raz pierwszy grałam w tak dobrym klubie. To była spora presja i chęć pokazania się z jak najlepszej strony. Do tego był to pierwszy sezon, który w całości rozegrałam w wyjściowym składzie, w dodatku cały czas na swojej nominalnej pozycji. Ale wszystko to wynagradza poczucie zadowolenia, ponieważ chyba jeszcze nigdy dotąd nie czułam się tak spełniona jak w tym roku. Mam nadzieję, że w kolejnym sezonie będzie podobnie.
Do sezonu 2007/2008 kaliski zespół przystępuje w roli faworyta. -
Nie spoczniemy na laurach z myślą, że już jesteśmy najlepsze, więc kolejny sukces na pewno sam przyjdzie – zapowiada libero mistrzyń Polski -
Cały czas pracujemy nad naszą grą, szlifujemy formę i podnosimy własny warsztat. Do każdego meczu podchodzimy tak samo skupione, przygotowujemy się w identyczny sposób. Bez względu na to czy gramy z beniaminkiem z Dąbrowy Górniczej czy też z Farmutilem Piłą. Zamierzamy walczyć z każdym przeciwnikiem o zwycięstwo.
Nasza młodziutka libero nie myśli na razie nad zmianą barw klubowych czy też nad wyjazdem za granicę, choć nie wyklucza takiej możliwości w przyszłości. -
Szczerze mówiąc w tej chwili nie myślę nad wyjazdem za granicę, może kiedyś. Pewnie dlatego, że tak naprawdę jest to dopiero mój drugi sezon na najwyższym poziomie. Natomiast po tegorocznych rozgrywkach kończy się mój kontrakt z klubem Winiary Kalisz i będę czekała na propozycje. Mam nadzieję, że rozgrywki będą równie udane jak poprzednie, ale zobaczymy, co przyniesie los. Na pewno bardzo pomaga nam występ w Lidze Mistrzyń, ponieważ dzięki dobrym spotkaniom możemy zostać zauważone na arenie międzynarodowej.
Młoda reprezentantka
Swoją przygodę z reprezentacją Polski Agata rozpoczęła od kadetek. To właśnie z drużyną prowadzoną przez trenera
Andrzeja Pecia i
Mariusza Pieczonkę wyjechała na swoje pierwsze mistrzostwa Europy w 2001 roku w Czechach i od razu wróciła stamtąd ze srebrnym medalem. Turniej ten wspomina z uśmiechem, ponieważ był to jej pierwszy duży sukces na arenie międzynarodowej. Pozostał wprawdzie pewien niedosyt, ponieważ złoto było w zasięgu ręki, jednak ciężka praca została wynagrodzona tytułem wicemistrzyń Europy i z tego cieszyła się wtedy najbardziej.
Dla Agaty ten turniej miał podwójne znaczenie. -
Najbardziej pamiętam niestety przegrany mecz finałowy z Włoszkami, gdyż dla mnie był on szczególnie ważny. Od zawsze rywalizowałam z libero drużyny włoskiej Moaną Ballarini. Przez cały ten turniej zajmowałyśmy ex equo pierwszą pozycję w rankingu najlepiej przyjmującej, więc o wszystkim miało zadecydować ostatnie spotkanie. Bardzo mi zależało na indywidualnej nagrodzie, dlatego chciałam zagrać jak najlepiej, w efekcie czego mecz mi kompletnie nie wyszedł, a nagroda przypadła Włoszce. To było dla mnie duże rozczarowanie. Spotkanie z Italią wspominam jako najtrudniejsze ze wszystkich zagranych w reprezentacjach młodzieżowych.
W tym samym roku drużyna kadetek wystąpiła także w mistrzostwach świata w Chorwacji, gdzie zajęła trzecie miejsce. Między Agatą Sawicką a
Moaną Ballarini znów doszło do ostrej rywalizacji o tytuł najlepszej, która niestety po raz kolejny rozstrzygnęła się na niekorzyść polskiej zawodniczki. -
W każdym meczu chciałam pokazać, że ja jestem lepsza. To mnie trochę gubiło i znowu przegrałam z Włoszką. Była to jednak ostatnia porażka naszej zawodniczki w tym starciu.
Agata Sawicka (fot. Zbiory prywatne Agaty Sawickiej)
Po przenosinach do juniorek Sawicka pojechała na mistrzostwa Starego Kontynentu do Chorwacji w 2002 roku, gdzie po raz kolejny konkurowała z włoską libero. -
Przed tą imprezą powiedziałam sobie, że zrobię wszystko, żeby zdobyć nagrodę dla najlepiej przyjmującej. Zarówno podczas mistrzostw Europy, jak i na mistrzostwach świata. Doszłam do wniosku, że ponieważ tak ciężko pracuję i tak bardzo mi zależy na tej nagrodzie, to w końcu musi się do mnie uśmiechnąć szczęście. I udało się! Pamiętam finał tych mistrzostw Europy i moment, kiedy wyczytali moje nazwisko jako najlepiej przyjmującej - rozpłakałam się jak dziecko. To był chyba jeden z najlepszych momentów w całej mojej karierze. Byłam bardzo szczęśliwa. Inne dziewczyny odbierały nagrody z uśmiechami na ustach, a ja we łzach, ale to były łzy szczęścia.
Rok później na mistrzostwach świata w 2003 roku w Tajlandii Agata zdobyła brązowy medal oraz dwie nagrody indywidualne dla najlepiej przyjmującej i najlepiej broniącej.
Ten turniej był najważniejszy w jej młodzieżowej karierze, ponieważ dopiero tam poczuła, że jest to już granie na najwyższym światowym poziomie. –
W tamtym okresie były to moje ogromne sukcesy. Byłam wtedy bardzo szczęśliwa. Cały czas wspierali mnie też moi rodzice, szczególnie moja mama była ze mnie bardzo dumna. Pamiętam, że już po powrocie usiadłyśmy z mamą i płakałyśmy ze szczęścia. Ona czuła to samo co ja, ponieważ najlepiej wiedziała jak bardzo mi na tych nagrodach zależało, jakie to dla mnie ważne.
Ogranie i doświadczenie, jakie zawodniczka wyniosła z faktu uczestnictwa w wielkich turniejach juniorskich trudno jest przecenić. Młoda siatkarka miała możliwość uczenia się od przeciwniczek z najwyższej półki. -
Zespołem, który zrobił na mnie bardzo duże wrażenie była niezaprzeczalnie Brazylia. Pamiętam te dziewczyny, ponieważ kilka z nich gra teraz w reprezentacji seniorskiej i znowu stajemy po przeciwnych stronach siatki. Zrobiły na mnie wrażenie swoim poziomem zgrania. Zdobyły wtedy mistrzostwo świata, a na boisku rozumiały się wręcz telepatycznie. Drugim zespołem, który zapadł mi mocno w pamięć były Chinki, z którymi Brazylijki rywalizowały o złoty medal. Drużyna chińska imponowała mi doskonałą obroną i szybką grą na siatce. Bardzo miło wspominam też zespół francuski, z którym polubiłyśmy się mimo tego, że czasem musiałyśmy komunikować się na migi.
-
Jestem zachwycona wszystkimi imprezami młodzieżowymi, w których miałam przyjemność wystąpić. Wspominam je wszystkie bardzo dobrze, bardzo pozytywnie. Myślę, że poniekąd to zadecydowało o moim pozytywnym nastawieniu do gry w reprezentacji seniorskiej. Jak dotąd były to najlepsze, najpiękniejsze pod względem siatkarskim lata w moim życiu.
Sukcesy w reprezentacjach młodzieżowych Agata dzieliła z innymi obecnymi reprezentantkami Polski
Mileną Sadurek i
Anią Podolec. Najwcześniej z nich do seniorek dołączyła
Podolec, ale szybką i błyskotliwą karierę wywróżyła jej właśnie Sawicka. -
Zawsze wiedziałam, że Anka się wybije, gdyż jest bardzo zdolną i pracowitą dziewczyną. Nie czułam zazdrości, kiedy dostała powołanie do seniorek. Być może dlatego, że nie gramy na tych samych pozycjach. Zresztą zawsze życzyłam wszystkim jak najlepiej i cieszyłam się z ich sukcesów.
Po sukcesach młodzieżowych Agata znalazła się w szerokim składzie kadry B przygotowującym się do Uniwersjady. -
O Agacie mogę mówić tylko dobrze – wspomina młodą zawodniczkę trener
Leszek Piasecki, szkoleniowiec kadry B –
Ona jest takim dobrym duchem każdego zespołu, a do tego ma usposobienie wojownika. Gdy ma się taką zawodniczkę w zespole żaden przeciwnik nie jest straszny. Sportowo też sporo umie. Kiedyś odbicie dolne u niej to był duży problem, bo zagrywki przyjmowała tylko górą, ale w tej chwili zrobiła spory postęp i już nie ma z tym większego kłopotu. W obronie też sobie doskonale radzi. Po prostu z kontaktów z nią mam tylko pozytywne odczucia. To bardzo fajna dziewczyna.
Ostatecznie Sawicka na Uniwersjadę nie pojechała, mimo że miała realne szanse znaleźć się w „12” na ten turniej. -
Zakładaliśmy, że pojedzie zarówno Mariola Barszcz jak i właśnie Agata, ale życie potoczyło się inaczej – mówi trener
Piasecki -
Trener Bonitta widział ją w swoim zespole i Sawicka Uniwersjady „nie zaliczyła”. Było jej smutno, ale to młoda zawodniczka i wszystko jeszcze przed nią – podsumowuje szkoleniowiec.
Zaproszenie Marco Bonitty
Już poprzedni szkoleniowiec naszej reprezentacji,
Andrzej Niemczyk, dostrzegał potencjał Agaty i zapraszał ją na zgrupowania szerokiej kadry. Jednak dopiero
Marco Bonitta postanowił dać jej realną szansę zaistnienia w drużynie i to podczas spotkań z najlepszymi. W 2007 roku Agata jako druga libero polskiej reprezentacji poleciała na Puchar Świata do Japonii. -
Pamiętam pierwsze powołanie od trenera Niemczyka, który chciał zobaczyć jak gram. Było to spełnienie moich marzeń. Prowadziłam wtedy pamiętnik i zapisałam w nim, że to jest najszczęśliwszy dzień w moim życiu.
Zadebiutowała w czasie Pucharu Świata w meczu z Brazylią i pomyliła się w pierwszej akcji. -
Wiem, że właśnie ten błąd został odebrany jako oznaka tremy i zdenerwowania. Nie będę zaprzeczać, że się nie stresowałam, ale to nie jest tak, że się wychodzi na parkiet i myśli „O Boże, wychodzę na boisko, co teraz będzie?”. Wychodzi się na mecz jak na każdy inny. Starałam się zrobić wszystko jak najlepiej i na pewno nie myślałam, że sobie nie poradzę. Wprawdzie pierwsza piłka mi się nie udała, ale cała reszta była już dobra. Ogólnie jestem z siebie zadowolona, aczkolwiek czuję mały niedosyt. Prawdopodobnie spowodowane jest to faktem, że nie jestem przyzwyczajona do grania jako zmienniczka. W swojej drużynie w Kaliszu jestem sama na tej pozycji i gram cały czas, na dobre i na złe. Może dlatego było mi podwójnie ciężko. Nie jest łatwo wejść z ławki i pomóc zespołowi. Mam nadzieję, że swoje zadanie spełniłam, chociaż w jakimś małym procencie.
-
Weszła do zespołu bardzo odważnie, chociaż była debiutantką. Nie spędziła zbyt wiele czasu z kadrą „A” w okresie przygotowań, bo równocześnie trenowała w kadrze „B”– ocenia swoją młodszą koleżankę rozgrywająca polskiej reprezentacji i jednocześnie drugi trener
Magdalena Śliwa. -
Treningów z nami nie miała więc za dużo, a mimo to wyszła pierwszy raz na boisko tak, jakby była częścią drużyny od lat. To jest jej duży plus. Chciała grać odważnie i uważam, że spisała się bardzo dobrze. Na pewno Agata wypełniła postawione przed nią przez sztab trenerski zadanie. Jeżeli chodzi o przyszłość, to wszystko zależy od tego, czy Agata na stałe zagości na zgrupowaniach kadry. Wspólne treningi są ważne i dużo dają dlatego jeżeli będzie częściej z reprezentacją to może się śmiało bić o pierwszy skład. Na pewno w tym momencie Mariola Zenik jest główną libero naszego zespołu i jest bardzo dobra na swojej pozycji. Natomiast Agata ma duże predyspozycje do tego, żeby stać się taką libero jak Mariola.
Nie da się ukryć, że Agacie przyszło zadebiutować w trudnym i ważnym turnieju, który dodatkowo nie potoczył się do końca po myśli polskiej reprezentacji. -
Największy kryzys dla nas wszystkich przyszedł chyba po meczu z Kubą. Zdecydowanie. Byłyśmy załamane, gdyż mogłyśmy wygrać ten mecz, byłyśmy bardzo blisko zwycięstwa. Podobnie było w spotkaniu z USA. To były mecze, które praktycznie już były w naszym zasięgu. Gdybyśmy wygrały wszystkie te, które przegrałyśmy 2:3, gdybyśmy wygrały te kilka piłek, które o tym zadecydowały, to pewnie stałybyśmy na podium – podsumowuje występ Polek Agata. -
Na pewno atutem drugiej libero naszej reprezentacji jest jej waleczny charakter na boisku. Ona ma duszę przywódcy. Potrafi zmobilizować zespół w najtrudniejszych momentach – charakteryzuje swoją klubową i reprezentacyjną koleżankę
Lena Dziękiewicz.
Agata Sawicka (fot. Zbiory prywatne Agaty Sawickiej)
Przed wyjazdem na PŚ Agata podkreślała, że mimo iż nie ma raczej szans na grę w pierwszej szóstce, chciałaby stać się dobrym duchem zespołu i wspierać resztę zawodniczek w trudnych momentach. Tych trudnych chwil nie zabrakło podczas pobytu w Japonii, jednak młoda zawodniczka nie zawiodła swoich koleżanek. -
W czasie każdej przerwy w grze Agata przybiegała z dobrym słowem i zarażała nas swoją energią, optymizmem i pozytywnym nastawieniem – wspomina
Lena Dziękiewicz.
Także pierwszy trener Sawickiej jest zdania, że kariera seniorska stoi przed nią otworem. -
Uważam, że Agata dojrzała do pozycji libero. Jest teraz spokojniejsza, mniej nerwowo reaguje już w przyjęciu i obronie, rozwija się i dlatego sądzę, że będzie szła dalej do przodu – ocenia szanse na dalszą karierę Agaty w reprezentacji trener
Andrzej Peć.
Na razie nasza młoda libero nie myśli o zastąpieniu
Marioli Zenik. Chce się od niej uczyć, a o reszcie zadecyduje w przyszłości trener
Bonitta, lub jego następca. Jedno jest pewne, Agata chce grać w reprezentacji. -
Jeśli trener będzie miał koncepcję zespołu ze mną w składzie, nigdy nie odmówię – deklaruje Agata. –
Mogę powiedzieć z czystym sumieniem, że bardzo bym chciała grać w kadrze i pomagać zespołowi jak tylko potrafię.
Poza parkietem
Prywatnie Agata Sawicka jest dokładnie taka sama jak na boisku: uśmiechnięta, optymistyczna, radosna. -
Jestem bardzo towarzyska, lubię poznawać nowych ludzi. Zazwyczaj jestem uśmiechnięta. Chyba po prostu jestem szczęśliwym człowiekiem.
Taka też jest Agata Sawicka w oczach innych:
-
To bardzo wesoła dziewczyna, której się buzia nie zamyka. Żartuje, śpiewa i rozluźnia atmosferę. Bardzo pozytywna postać – ocenia
Magda Śliwa.
-
Bardzo zdecydowana – dodaje
Lena Dziękiewicz –
Ma wspaniałe poczucie humoru i bardzo często śmiejemy się z tych samych dowcipów. Mimo różnicy wieku znakomicie się rozumiemy, czasem wystarcza jedno spojrzenie i już wiemy, o co chodzi. Myślę, że z Agatą można „konie kraść”. Bardzo szybko nawiązuje kontakt z ludźmi, a inni się przed nią otwierają, bo ona emanuje ciepłem i radością.
Najbliższymi osobami są dla Agaty rodzice. -
Oni zawsze są przy mnie, zawsze mnie wspierają. Są moimi najlepszymi przyjaciółmi. Nigdy mnie nie zawodzą i zawsze mogę na nich liczyć.
Zawodniczka nie narzeka na nadmiar wolnego czasu. Jeśli już się taki zdarzy, spędza go z dobrą książką lub filmem. -
Lubię komedie, bo są w zgodzie z moim usposobieniem. Nie lubię horrorów, ponieważ boję się, że przyśni mi się w nocy to, co zobaczę na ekranie. Poza tym bardzo lubię „wychodzić do ludzi” – pójść do jakieś fajnej knajpki czy pubu albo do kina. Rzadko tęsknię za samotnością. Raczej lubię przebywać wśród ludzi, choć miewam momenty, kiedy potrzebuję pobyć sama ze sobą.
W życiu pragnie być szczęśliwa i nie ranić innych. Są to dwa wyznaczniki, którymi kieruje się w każdej sytuacji.
Marzenie sportowe Agata Sawicka ma podobne jak większość sportowców – Igrzyska Olimpijskie i złoty medal. Być może całkiem niedługo będzie miała okazję je spełnić.
Autor tekstu:
Joanna Majtyka, Reprezentacja.net,
(grudzień 2007)
--------------------
*Niniejszy tekst w rozszerzonej, uzupełniony o materiały fotograficzne, dostępny jest w formacie *.pdf (Acrobat Reader) w prawym menu naszej strony, w dziale Sylwetki. Znaleźć tam można również sylwetki innych zawodników, zawodniczek i trenerów.
źródło: reprezentacja.net
autor: Joanna Majtyka