seniorzy 14.12.2007 07:10:10
Tak właśnie było z reprezentacyjnym środkowym bloku Wojtkiem Jurkiewiczem. Mimo że zaczął późno, to dziś należy do wyróżniających się zawodników na tej pozycji. - Swoją przygodę ze sportem zacząłem od piłki ręcznej. W liceum uczęszczałem na zajęcia, jednak musiałem przerwać treningi ze względu na problemy zdrowotne. Moja siatkarska kariera jest bardzo nietypowa. Zacząłem grać w siatkówkę na drugim roku studiów. Początek był amatorski i dość późny jak na siatkarza. Ktoś mnie zobaczył i ze względu na wzrost zaproponował przyjście na trening. Uczyłem się wtedy w Legnicy, gdzie grała drugoligowa drużyna Ikar Legnica. Tak się wszystko zaczęło, dość niewinnie. Nigdy wcześniej nie wiązałem swojej przyszłości ze sportem czy z siatkówką. Nie pochodzę również z rodziny szczególnie usportowionej, mama i tata grali wprawdzie kiedyś w siatkówkę, ale wyłącznie rekreacyjnie.
Przypadek sprawił, że zetknął się z siatkówką i jak pokazała przyszłość, więź okazała się bardzo silna.
Sam przyznaje, że początki bywały trudne. - Do Ikara trafiłem w 1998 roku i muszę przyznać, że byłem zupełnie zielony. Musiałem wszystkiego się nauczyć, tak więc treningi rozpocząłem od podstaw.
Teraz to brzmi śmiesznie, ale zaczynałem od nauki poprawnego odbicia piłki. Miałem dużo szczęścia, że trafiałem zawsze na dobrych szkoleniowców i w miarę szybko robiłem postępy. W Legnicy spędziłem dwa lata, a w międzyczasie skończyłem studia licencjackie na kierunku germanistyka.
Dla Wojtka gra w Legnicy była zabawą i okazją do sprawdzenia siebie samego. Później trafił do Morza Szczecin i rozpoczęło się jego prawdziwe granie. Zaczął przecież grę w pierwszoligowym zespole.
Angaż w szczecińskim klubie otrzymał dzięki trenerowi Andrzejowi
Urbańskiemu i szczęściu... - Po ukończeniu szkoły wiedziałem już, że z Legnicy będę musiał wyjechać, ponieważ dalej chciałem się uczyć. Tam po prostu nie było szkoły, w której mógłbym kontynuować naukę. W związku z tym zrobiłem rozeznanie, w których miastach są uczelnie, gdzie będę mógł uczęszczać
na uzupełniające studia magisterskie. Pamiętam, że wybrałem Wrocław, Warszawę i Szczecin. Chciałem dalej grać w siatkówkę, wysłałem więc „listy motywacyjne” do klubów z tych miast z pytaniem, czy potrzebują zawodników. Siatkówka była dla mnie wtedy fajnym dodatkiem, sprawiała mi satysfakcję, jednak priorytetem była nauka. Jako jedyni z konkretną propozycją odezwali się wtedy trenerzy i działacze ze Szczecina. Jeszcze w trakcie pobytu w Legnicy zaprosili mnie do siebie. Pojechałem na kilkudniowe testy i się spodobałem. Miałem wtedy dużo szczęścia. Los jak widać jest dla mnie dość łaskawy – wspomina Wojtek.
- Teraz z perspektywy czasu wiem, że nic lepszego nie mogło mnie spotkać. Gdyby nie trener Urbański, nie wiem co bym teraz robił, na pewno nie miałbym nic wspólnego ze sportem.
Z Częstochowy do Jastrzębia
Kolejnym przystankiem na sportowej drodze Wojtka był częstochowski AZS, w którym grał przez trzy sezony.
W barwach akademików sięgnął dwukrotnie po brązowy medal mistrzostw Polski w 2004 i 2005 roku.
Przed sezonem 2006/2007 Wojtek podjął decyzję o zmianie klubu. Wybór padł na Warszawską Politechnikę.
- Powstawała tam bardzo ciekawa drużyna. W sumie dość doświadczona, ale wymagająca reorganizacji – uzasadnia swój wybór Jurkiewicz - Była to dość kusząca propozycja. Nie do końca później to sprawdziło się w grze. Były duże aspiracje, a skończyło się na walce o utrzymanie w lidze i na ósmym miejscu. To na pewno nikogo, ani zarządu, ani sponsora, zawodników czy kibiców nie satysfakcjonowało. Były także zawirowania kadrowe. Najpierw zmiana trenera, następnie powrót do współpracy z trenerem Skorkiem. To, w moim mniemaniu, był dla zespołu bardzo dobry moment. Przez dłuższy okres współpracowałem z trenerem Skorkiem i znałem go bardzo dobrze. Wiedziałem, że to będzie dobry człowiek na to miejsce po rezygnacji trenera Felczaka. Wyszło jak wyszło. Ten okres wspominam jednak bardzo sympatycznie. W zespole, pomimo tak słabych wyników, panowała bardzo dobra atmosfera, nie było żadnych nieporozumień między nami czy nerwowych sytuacji. Moje wspomnienia pozasportowe z pobytu w Warszawie są też bardzo pozytywne, choć obraz ten trochę psują wyniki, które uzyskiwaliśmy w zeszłym roku – wspomina Wojtek.
– Kontrakt z Politechniką rozwiązałem z przyczyn sportowych. Były sygnały, że wielu zawodników odchodzi. Z drugiej strony nie było planowanych żadnych wzmocnień. Troszkę zaważyła na mojej decyzji również sytuacja ze sponsorem, który przez długi okres nie mógł się zdecydować, czy będzie chciał nadal współpracować czy nie. W momencie, gdy ja odchodziłem, nie były też znane do końca losy trenera, który również nie miał podpisanego kontraktu. Było zatem dużo znaków zapytania. W tej właśnie sytuacji pojawiła się propozycja z Jastrzębia. W dość krótkim czasie zdecydowałem się na zmianę klubu. To była decyzja podjęta w ciągu dnia lub dwóch. Rozwiązałem stary kontrakt i podpisałem umowę z Jastrzębiem.
Co o tym zadecydowało? - Miałem różne propozycje, ale to były propozycje z klubów, które byłyby skazane na walkę o utrzymanie bądź jakiś tam środek tabeli. Nie były to drużyny z tego szczytu PLS-u – tłumaczy. - W tym momencie mając ważny kontrakt z Warszawą nie brałem tego pod uwagę. Natomiast tutaj przyszła bardzo interesująca i ciekawa propozycja właśnie z Jastrzębia, z klubu o wieloletniej tradycji, który w każdym kolejnym sezonie walczy o mistrzostwo Polski. Do tego dochodziła jeszcze gra w tym sezonie w Lidze Mistrzów. Skonsultowałem tą decyzję z żoną i teraz jesteśmy tutaj, na południu, z czego - powiem szczerze – w tym momencie się cieszę, bo wydaje mi się, że to był dobry krok.
Debiut w reprezentacji u boku Lozano
Mimo, że powołanie do kadry narodowej otrzymał już pięć lat temu, ze względów zdrowotnych nie zadebiutował wtedy w barwach biało-czerwonych.
Nabawił się kontuzji i musiał poddać się błyskawicznie operacji, a potem czekała go długa rehabilitacja. W związku z tym debiut musiał przełożyć na inny termin.
Ale szansa na grę w kadrze nie przepadła, gdyż Raul Lozano, po tym, jak objął ster męskiej reprezentacji narodowej, również zwrócił uwagę na wysokiego środkowego i powołał go do szerokiej kadry zawodników.
- Pierwszy raz zostałem powołany do kadry narodowej, gdy selekcjonerem był Waldemar Wspaniały. Było to w 2002 roku. Niestety, zerwałem wtedy ścięgno Achillesa i nie uczestniczyłem nawet w zgrupowaniach. W reprezentacji byłem jedynie na papierze. Zadebiutowałem w 2005 roku u boku trenera Lozano w wieku 28 lat - mówi środkowy bloku Jastrzębskiego Węgla. Jurkiewicz zadebiutował w meczu kontrolnym ze Słowacją rozgrywanym w maju 2005 roku w Kędzierzynie. Później znalazł się w „12” na łódzkie mecze Ligi Światowej z Grecją. W połowie czerwca dołączył do przygotowującej się do występu na Uniwersjadzie kadry B.
W czerwcu 2005 roku w Mławie zagrał z kadrą B w dwóch meczach sparingowych z Kanadą. Na początku sierpnia wystąpił w meczu z drużyną Norwegii rozgrywanym w ramach olsztyńskiego Memoriału im. Huberta Wagnera.
Jak się debiutuje u Lozano?
– Wiadomo, że dla każdego zawodnika jest to niezwykłe wyróżnienie, że może grać z orzełkiem na piersi. Jednak debiut nie był aż tak strasznie stresujący, być może z racji tego, że mam już swoje lata i różne doświadczenia za sobą.
Wspominam to bardzo dobrze. I znowu szczęście mi dopisało. Coś w tym jest, że los jest szczodry dla mnie. Praca z Raulem Lozano zmieniła nieco mój pogląd na siatkówkę. Ma on zupełnie inne podejście, inną metodologię pracy. Współpraca z nim była dla mnie rozwijającym doświadczeniem. Mam nadzieję, że i w przyszłym sezonie trafię do kadry - mówił pod koniec 2005 roku.
Kadra Lozano – drugie podejście
Na kolejne powołanie do kadry Wojtek musiał jednak czekać aż dwa lata. O środkowym Jastrzębskiego Węgla sztab szkoleniowy reprezentacji przypomniał sobie dopiero przed turniejem prekwalifiacyjnym do Igrzysk Olimpijskich, który rozgrywanym miał być w węgierskim Szombathely.
- Muszę przyznać, że to powołanie było dla mnie zaskoczeniem, bo po 2005 roku miałem przerwę w grze w reprezentacji. W Warszawie nie liczyłem na powołanie, jednak grając w takim zespole jak Jastrzębie, zawodnik na pewno jest pod większą obserwacją niż występując w zespołach z niższej pozycji w tabeli. Na pewno zależy to od formy zawodnika, a nie od występu w jednym czy dwóch meczach. Po prostu trzeba grać równo przez większą część sezonu. Wydaje mi się, że przez pierwszą rundę grałem dość równo, bez większych wahań formy. Myślę, że to było tym decydującym elementem, na który zwrócił uwagę trener Lozano i powołał mnie do szerokiej kadry. Cieszę się z tego bardzo, bo wiadomo, że jest to wyróżnienie dla każdego zawodnika, a także dodatkowa mobilizacja i chęć osiągania coraz lepszych wyników.
Decyzja o tym, że to Wojtek jako trzeci środkowy pojedzie na turniej w Szombathely zapadła w ostatniej chwili. Jurkiewicz zastąpił w składzie kontuzjowanego Marcina Możdżonka.
- Dla mnie to była pierwsza taka impreza. Do tej pory miałem możliwość występów jedynie w meczach sparingowych czy w Lidze Światowej, gdzie w dwumeczu z Grekami byłem w dwunastce. Turniej w Szombathely był ważnym turniejem. Mieliśmy presję wyniku. Osobiście na dużo nie liczyłem, bo wiadomo było że jedynie jakaś katastrofa w formie dwóch zawodników – Wojciecha Grzyba czy Daniela Plińskiego - spowodowałaby to, że wszedłbym do szóstki. Po cichu cały czas liczę jednak na szanse i będę się starał ją wykorzystać, jeżeli tylko ją dostanę.
Jako sportowiec...
Wojtek Jurkiewicz jest ambitny, wciąż chce doskonalić swoje umiejętności. Pytany o najlepsze i najsłabsze elementy siatkarskiego rzemiosła, odpowiada: - W zasadzie to każdy z nich jest do poprawienia. Powiedzmy, że najmocniejszym moim punktem jest blok, a zdecydowanie najsłabszym zagrywka. Właśnie nad nią pracuje najciężej.
Wierzy, że mecz życia ciągle jeszcze jest przed nim. Jest silny psychicznie, nie boi się wyzwań. Idoli nie ma, nie podpala się na boisku.
Inni o Wojtku
- Gdy wyjeżdżałem do Rosji to Wojtka praktycznie nie znałem. Parę razy grałem przeciwko niemu w lidze i musze przyznać, że nie był wtedy jakimś wybijającym się środkowym. Raczej był zawodnikiem, który może grać dobrze w bloku a reszta elementów wypadała średnio – mówi o Wojtku kolega klubowy, Robert Prygiel. - Teraz jak jestem z nim w drużynie i widzę, że Wojtek zrobił naprawdę ogromny postęp. Grę w bloku zawsze miał na dobrym poziomie, to tego doszła jeszcze o wiele lepsza dyspozycja w ataku i trudna w odbiorze zagrywka stacjonarna. Wojtek teraz stał się naprawdę wartościowym zawodnikiem i muszę przyznać ze trener Lozano naprawdę dobrze zrobił, że dał mu szanse na grę w kadrze. Myślę, że ma duże szanse na to, żeby na dłużej zagościć w reprezentacji.
- Jego bardzo mocnym punktem jest blok. Wojtek w tym elemencie jest naprawdę jednym z najlepszych zawodników w kraju, ma duże wyczucie w bloku – przyznaje trener Alojzy Świderek. – Myślę, że w elemencie ataku nie wykorzystał jeszcze pełni swoich możliwości i nad tym trzeba by było pracować. Poza tym to bardzo sympatyczny, pomocny i uczynny zawodnik. Ma bardzo dobre kontakty ze wszystkimi w reprezentacji.
Czas wolny
Czas wolny wypełnia mu rodzina. Wojtek jest zapatrzony w swoje największe skarby – córeczkę Aleksandrę i żonę Agnieszkę.
- Wolnego czasu mam bardzo mało i najczęściej spędzam go w gronie rodzinnym. W tym sezonie terminarz jest dosyć napięty, bo sezon reprezentacyjny zaczął się dopiero po lidze. Liga jest przeplatana z reprezentacją, do tego dochodzi Liga Mistrzów, dlatego tego wolnego czasu jest bardzo mało.
Marzenia sportowe i prywatne
- Dla reprezentacji - awans do Igrzysk Olimpijskich, dla mnie - znalezienie się w tej dwunastce, która pojedzie na Igrzyska. To są w tym momencie moje najważniejsze marzenia. Jeśli chodzi o rozgrywki klubowe to marzeniem jest awans do finału Mistrzostw Polski. Jeszcze nigdy nie grałem w finale, więc to byłoby jedno z marzeń. Oczywiście, gdybyśmy już byli w tym finale, to chciałabym zdobyć mistrzostwo...
Prywatnie jak do tej pory nie mogę na nic narzekać i nie mam jakiś takich ogromnych marzeń. Chciałbym, żeby po prostu było zdrowie, a wszystko inne jakoś się poukłada.
Plany na przyszłość...
- Wiadomo, że kiedyś zakończę karierę zawodniczą. I wiem, że nagle siatkówka nie zniknie z mojego życia. Nie ukrywam, że chciałbym mieć dalej z nią coś wspólnego. Na pewno trenerem nie zostanę. Myślę, że się do tego nie nadaje, nie mam predyspozycji ani zmysłu trenerskiego. Natomiast może kiedyś, rola na przykład managera, będzie dla mnie odpowiednia. Choć prawdę mówiąc, gdybym po zakończeniu kariery nie związał swojej przyszłości z siatkówką, też bym sobie poradził. Mam w końcu szczęście w życiu (śmiech).
Autorki tekstu:
Natalia Ciesek, Katarzyna Biernacka (aktualizacja) - Reprezentacja.net,
(grudzień 2007)
--------------------
*Niniejszy tekst w rozszerzonej, uzupełniony o materiały fotograficzne, dostępny jest w formacie *.pdf (Acrobat Reader) w prawym menu naszej strony, w dziale Sylwetki. Znaleźć tam można również sylwetki innych zawodników, zawodniczek i trenerów.
źródło: reprezentacja.net
autor: Katarzyna Biernacka
Do wiadomości napisano 5 komentarzy
Znasz Macromedia Flash?
To ogłoszenie dla Ciebie!