Siatkówka - Reprezentacje Polski - REPREZENTACJA.NET aktualności, historia siatkówki, wywiady, sylwetki zawodników i trenerow, zdjęcia, relacje LIVE

Nasi Partnerzy:


 

Ranking siatkarzy

  1. Brazylia
  2. USA
  3. Rosja 
  4. Bułgaria
  5. Serbia
  6. Włochy
  7. Polska
  8. Hiszpania
  9. Portoryko
  10. Chiny

Ranking siatkarek

     1.   Brazylia
     2.   Włochy
     3.   USA
     4.   Kuba
     5.   Chiny
     6.   Serbia
     7.   Japonia
     8.   Rosja
     9.   Polska
   10.   Korea
  

AGATA MRÓZ
Galeria Kibica

Agata Mróz - Olszewska - Galeria Kibica
zobacz także:
Sylwetka Agaty

AREK GOŁAŚ
Galeria Kibica

Arek Gołaś - Galeria Kibica
zobacz także:
Sylwetka Arka

Siatkówka


Sylwetki Siatkarek: Anna Barańska

seniorki 15.02.2008 07:00:15

seniorki - Sylwetki Siatkarek: Anna Barańska
Anna Barańska długo się buntowała i szukała innego sposobu na życie niż siatkówka. W końcu jednak uwierzyła, że może warto wykorzystać szansę, którą podsuwa jej los? Za poświęcenie i ciężką pracę siatkówka odwdzięczyła jej się tym, co dla sportowca najważniejsze – sukcesami na największych światowych imprezach. A przecież tak naprawdę wszystko jeszcze przed nią…

 

Trudne początki

 

         Anna Barańska pochodzi z rodziny o sportowych tradycjach. Oboje rodzice czynnie uprawiali sport: mama lekką atletykę, a tata – siatkówkę. Początkowo mała Ania wykazywała raczej skłonności do pójścia w ślady mamy, ponieważ z dużym powodzeniem biegała oraz skakała w dal, jednak na szczęście ktoś dostrzegł jej potencjał siatkarski. – Na zawodach, bodajże w czwartej klasie szkoły podstawowej wypatrzył mnie pan Zbigniew Sorbian, trener i jednocześnie znajomy mojego taty – wspomina Barańska. – Zauważył, że jestem szczupła, bardzo sprawna fizycznie, do tego urosnę i będę miała doskonałe warunki do pójścia w ślady taty i trenowania siatkówki. Byłam temu początkowo zdecydowanie przeciwna. Na szczęście moi rodzice dużo ze mną rozmawiali i pomogli mi podjąć słuszną decyzję. Ta decyzja wiązała się ze zmianą szkoły, na którą Ania zdecydowała się w ostatnim momencie. Wybrała Szkołę Podstawową nr 3 w Świdnicy i klasę o profilu siatkarskim, w której były same dziewczyny. – Na szczęście pozostałe klasy miały lepsze proporcje, więc się nie nudziłyśmy – śmieje się Barańska. – Na początku nie działo się nic specjalnego: zwykłe odbijanie piłki w ramach lekcji wychowania fizycznego. Dopiero w siódmej klasie rozpoczęły się rozgrywki młodziczek czy kadetek i w związku z tym zaczęło się poważniejsze granie. Był to jednak dla mnie czas dużego kryzysu, ponieważ przed każdym treningiem szukałam wymówki, żeby na niego nie pójść. Ciągle mnie coś bolało: ręka, noga, głowa, brzuch. Tylko dzięki rodzicom wytrwałam i jestem im za to bardzo wdzięczna – podsumowuje Ania.

Bardzo szybko trafiła do drugoligowego zespołu Polonia Świdnica pod skrzydła pani Elżbiety Gaszyńskiej. Wtedy już postanowiła związać swoje życie z siatkówką, jednak ze Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Sosnowcu zrezygnowała. – Dwukrotnie miałam propozycję przejścia do SMS-u, ale nie odpowiadały mi warunki, jakie tam panowały. Z tego, co słyszałam, wiedziałam, że jest tam tzw. „zakon” i zdawałam sobie sprawę, że ja ze swoim charakterem zupełnie się tam nie nadaję – śmieje się Barańska. Zamiast tego wybrała technikum ekonomiczne, które rozpoczęła w Świdnicy, a dokończyła już we Wrocławiu po przenosinach do tamtejszego klubu.

 

 

Klubowe granie

 

         Pierwsze szlify młoda zawodniczka zdobywała w Polonii Świdnica, z którą sięgnęła po srebrny medal mistrzostw Polski juniorek.
Tak naprawdę dopiero się wtedy uczyłam tej prawdziwej siatkówki – komentuje Barańska. – Ale granie na wyższym poziomie rozpoczęło się odkąd przeszłam do Wrocławia, tam mogłam pokazać, ile jestem warta. W 2001 roku bowiem młoda przyjmująca wyjechała z rodzinnej Świdnicy, by reprezentować barwy Gwardii Wrocław. Robiła to zresztą z dużym powodzeniem, zdobywając z tym zespołem dwukrotnie drugie miejsce w Pucharze Polski oraz złoty medal mistrzostw Polski kadetek i brązowy mistrzostw Polski juniorek. – Sporo się tam nauczyłam – ocenia dziś Ania Barańska. – To był mój pierwszy klub pierwszoligowy, tam stawiałam swoje pierwsze kroki w profesjonalnej siatkówce, więc czuję do niego duży sentyment. Na początku moim trenerem był pan Jacek Grabowski, później przejął mnie pan Rafał Błaszczyk i wiele się nauczyłam pod ich okiem, czego wynikiem było bardzo dużo propozycji przejścia do innych klubów nie tylko w Polsce, ale również za granicą. Nie ukrywam, że bywały ciężkie momenty jak wszędzie, ale miło wspominam zarówno klub jak i Wrocław jako miasto, do którego pozostał mi bardzo duży sentyment

Kwalifikacje IO w Halle (fot. CEV)

 

W 2005 roku Anna Barańska zdecydowała się jednak na zmianę barw klubowych i z Wrocławia przeniosła się do Kalisza, by reprezentować barwy miejscowych Winiar. – Szczerze mówiąc o mały włos nie wylądowałam wtedy w Turcji, bo byłam o krok od podpisania kontraktu. Zostałam ze względów osobistych, jednak długo się wahałam, jaki klub wybrać. Na pewno mogłam wybierać wśród czołowych klubów polskiej ligi. Pamiętam, że obudziłam się któregoś ranka z myślą, że wybieram Kalisz. Zadzwoniłam do swojego ówczesnego menadżera Andrzeja Grzyba i przekazałam mu swoją decyzję. W ten sposób znalazłam się w Winiarach – wspomina Ania. Czas spędzony dotychczas w tym zespole potwierdza jedynie, że Barańska podjęła słuszną decyzję. Z drużyną Winiar Kalisz wywalczyła w poprzednim sezonie mistrzostwo Polski i zdobyła tytuł najskuteczniejszej zawodniczki sezonu. – Kalisz to klub z tradycjami. Bez względu na nazwę zawsze plasował się w czołówce LSK i uważam, że podjęłam słuszną decyzję – ocenia przyjmująca Winiar. – Przeniosłam się do jednego z najlepszych klubów, gdzie mogę grać, nabierać doświadczenia, szlifować swoje umiejętności, a to bardzo istotne. Poza tym z Kalisza stosunkowo niedaleko jest do rodzinnej Świdnicy, co również jest dla niej bardzo ważne.

Poza tytułem najskuteczniejszej zawodniczki Ania ma na koncie inne nagrody indywidualne, między innymi: tytuły „Odkrycie Roku” oraz „Najlepszej Atakującej” przyznane jej przez SuperVolley. – To są bardzo ważne momenty w karierze każdego sportowca, kiedy ktoś, bez względu na to czy są to fachowcy czy kibice, oceni go pozytywnie. Są to bardzo sympatyczne wyróżnienia, które na pewno na długo pozostają w pamięci, choć niestety szybko trzeba wracać do codzienności i do pracy na najwyższych obrotach. W moim domu rodzinnym mój tata ma specjalną półkę, gdzie znajduje się kolekcja tych nagród. Kiedy jadę do domu zerkam na nią i myślę, że fajnie wtedy było i trzeba to powtórzyć – ze śmiechem komentuje Barańska. Czy powtórzy to w barwach Winiar trudno na razie powiedzieć, ponieważ nawet sama zainteresowana przyznaje, że rozważa różnorakie opcje. – Analizuję każdą otrzymaną propozycję pod względem korzyści i strat. Trudno mi w tej chwili powiedzieć, czy wyjadę za granicę czy zostanę w Polsce. Na takie rozważania przyjdzie czas po zakończeniu sezonu. Zresztą nie wykluczam również tego, że zostanę w Kaliszu. Naprawdę na razie nic nie jest przesądzone – wyjaśnia przyjmująca Winiar Kalisz.

 

 

Historia reprezentacyjna

 

         Anna Barańska przeszła przez wszystkie szczeble reprezentacyjnego grania: od kadetek do seniorek. Pierwsze powołanie do kadry kadetek otrzymała od duetu trenerskiego Andrzej Peć – Mariusz Pieczonka. – Zgodziłam się oczywiście od razu. Pojawił się jednak warunek, że, aby grać w reprezentacji, muszę przenieść się do SMS-u Sosnowiec. W tej kwestii kategorycznie odmówiłam, a trenerzy okazali się na tyle elastyczni, że przystali na moją prośbę. Umówiliśmy się, że będę grała w Świdnicy czy później już we Wrocławiu i dojeżdżała na zgrupowania. W zależności od mojej dyspozycji albo znajdzie się dla mnie miejsce w kadrze albo nie – relacjonuje Barańska. Miejsce się znalazło, a cztery lata spędzone w reprezentacjach młodzieżowych były dla Anny Barańskiej bardzo udane. Przypieczętowała je kilkoma sporymi sukcesami – zdobyła srebro ME i brąz MŚ w 2001 roku z kadetkami oraz złoto ME (2002 r.) i brąz MŚ (2003 r.) z juniorkami. – Wspominam te lata bardzo pozytywnie. Byłyśmy zgraną grupą, a w zespole panowała fajna atmosfera. Do tego potrafiłyśmy dawać z siebie wszystko w ważnych meczach o najwyższą stawkę. Bywało tak, że na turniejach towarzyskich przegrywałyśmy z różnymi zespołami, by później gładko z nimi wygrywać w mistrzostwach Europy czy też świata. Świadomość tego, o co walczymy, dodawała nam skrzydeł – wspomina Ania Barańska.

Anna Barańska na meczu towarzyskim z USA w Chicago (fot. chicago.com.pl)

         - Mieliśmy okazję widzieć Anię na boisku w Świdnicy i bardzo nam się podobało to, co prezentowała – wspomina czas współpracy z Barańską trener Andrzej Peć. – Była dynamiczna, zdecydowana, do tego dysponowała dobrym przyjęciem. Te wszystkie cechy sprawiły, że mimo stosunkowo niskiego wzrostu znalazła się w kręgu naszych zainteresowań. Podczas pierwszego kontaktu w czasie zgrupowania reprezentacyjnego doszło do „zgrzytu” między trenerem a zawodniczką. Zwróciłem jej uwagę, bo wykazywała brak zaangażowania w wykonywane ćwiczenia i okazało się, że musimy ustalić kilka rzeczy. Wyjaśniłem, że takie spotkania reprezentacyjne służą opracowywaniu taktyki, wyeliminowaniu błędów, a gra jest już tylko dodatkiem do całości. Po tej rozmowie Ania stała się jednym z największych pracusiów w kadrze. Pracowała ciężko i sumiennie i nie było już żadnych problemów z jej zaangażowaniem. Stała się jedną z podstawowych zawodniczek naszej reprezentacji. Grała świetnie w przyjęciu i obronie, a do tego, mimo niskiego wzrostu, bardzo dobrze radziła sobie z wysokimi przeciwniczkami takimi jak Rosjanki czy Brazylijki. Taki wysoki blok rywalek mijała bijąc piłkę „po kierunku”. Pamiętam, że przez dłuższy czas pracowaliśmy nad uderzeniem po skosie, ale kiedy już Ania się tego nauczyła była właściwie nie do zatrzymania.

         Pierwsze seniorskie powołanie przyjmująca Winiar Kalisz otrzymała w 2006 roku z rąk trenera Andrzeja Niemczyka. Jednak trudno mówić nawet o pierwszych wspomnieniach czy wrażeniach z tego kontaktu z reprezentacją, ponieważ Barańska znalazła się jedynie w szerokiej kadrze i na zgrupowaniu spędziła zaledwie półtora tygodnia. – Usłyszałam wtedy od trenera Niemczyka, że jestem za niska, następnym razem, że jestem zbyt jednostronna, dopiero przy trzecim podejściu ocenił, że coś może jednak ze mnie będzie. Cały czas grały jednak dużo bardziej doświadczone zawodniczki ode mnie i trudno było mi się przebić do podstawowej szóstki.

         - To zawodniczka o bardzo wrażliwym charakterze – wspomina Barańską trener Andrzej Niemczyk. – Stawia sama sobie bardzo wysokie wymagania i czasem zbyt wiele od siebie wymaga. Natomiast kiedy gra na pełnym luzie jest bardzo dobra. I do tego trzeba ją doprowadzić. Ania musi się jeszcze wiele nauczyć, przede wszystkim jeśli chodzi o nastawienie psychiczne. Takie wahania w psychice zawodniczki zawsze są ściśle związane z techniką danej siatkarki. Jeśli bowiem jestem pewny czegoś, co wykonuję, to wykonuję to dobrze. Jeżeli nie jestem pewny, to wykonuję to raz dobrze, raz źle. Na pewno musi ustabilizować zagrywkę, bo w tym elemencie Barańska ma jeszcze duże wahania formy.

         Barańska zadebiutowała w kadrze 26 maja 2006 roku w meczu towarzyskim z drużyną USA. – Tak naprawdę mój udział w tym spotkaniu ograniczył się do siedzenia na ławce rezerwowych – ocenia Ania.  – Jednak kiedy dostałam szansę wejścia na parkiet pomyślałam, że to moje pięć minut i muszę je jak najlepiej wykorzystać.

Tego samego roku na turnieju w Montreux Anna Barańska pojawiała się już w podstawowym składzie reprezentacji Polski. Kiedy więc wydawało się, że kariera reprezentacyjna młodej przyjmującej zaczyna nabierać rozpędu, pojawiły się problemy zdrowotne, które spowodowały jej długi rozbrat z kadrą Polski.

Skomplikowane powroty

 

Anna Barańska z siostrą (fot. zbiory prywatne)

         - Cała sytuacja była związana z moimi chorobami gardła, a konkretnie migdałkami – wyjaśnia Anna Barańska. – Chorowałam praktycznie co miesiąc, dostawałam 10-15 zastrzyków miesięcznie, co wycieńczało mój organizm. Miałam ropniaka na gardle, 39 stopni temperatury, nie mogłam mówić i musiałam grać, bo nie było nikogo innego. Jednak po turnieju w Montreux wspólnie z trenerem Niemczykiem zadecydowaliśmy, że muszę się zająć swoim zdrowiem i zoperować migdałki. Postanowiliśmy, że ten sezon reprezentacyjny jest dla mnie zakończony. Zabieg usunięcia migdałków wydaje się z pozoru prosty i niewinny, a jednak dochodziłam po nim do siebie przez półtora miesiąca, a w czasie rekonwalescencji schudłam 7 kg w ciągu 5 dni.

Kiedy Barańska wróciła już do pełni zdrowia Andrzeja Niemczyka na miejscu pierwszego szkoleniowca kadry zastąpił Marco Bonitta, który bardzo chciał mieć przyjmującą Winiar Kalisz w swojej reprezentacji. – Z powołaniem od trenera Bonitty sytuacja wyglądała następująco. Zadzwonił do mnie ówczesny menadżer zespołu Marek Brandt z pytaniem, czy nie zechciałabym wystąpić w kadrze. Dostałam ok. 5 godzin czasu do namysłu, ale w natłoku zajęć nie znalazłam czasu na przemyślenie tej propozycji. Następnego dnia oddzwoniłam do pana Marka i odmówiłam występów w reprezentacji. Dzień później ponownie zadzwonił pan Marek Brandt z informacją, że zarówno trener Bonitta jak i PZPS znają już moją decyzję i zgodzili się ją uszanować. Później jednak z wielkim zdziwieniem odkryłam swoje nazwisko na liście Pekin 2008. Wydawało mi się, że sprawa była załatwiona, jednak byłam w błędzie.

Dla Anny Barańskiej był to bardzo trudny moment w karierze, ponieważ spora część środowiska siatkarskiego potępiła jej zachowanie nie znając szczegółów decyzji, którą podjęła. Niewiele osób chciało poznać wersję wydarzeń zawodniczki.
Starałam się wtedy odizolować od tego wszystkiego, od całego medialnego zgiełku, choć nie było to łatwe. Przede wszystkim media podgrzewały atmosferę. Dziennikarze dzwonili, prosili o komentarze, a później ukazywały się fragmenty moich wypowiedzi, wyrwane z kontekstu i błędnie zinterpretowane. To nie były miłe sytuacje. Przeżywałam wówczas naprawdę ciężkie chwile. Poradziłam sobie dzięki wsparciu najbliższych mi osób: przyjaciół i rodziny. Było mi bardzo przykro, że PZPS nigdy nie zwracał się bezpośrednio do mnie. Wszystkiego dowiadywałam się z mediów albo od osób postronnych, a Związek nie chciał słuchać moich wyjaśnień. Ale najważniejsze, że to wszystko jest już za mną – kończy Barańska.

         W styczniu 2008 roku Ania Barańska przyjęła zaproszenie trenera Marco Bonitty i uzupełniła skład jego drużyny. Wiadomo, że toczyły się zakulisowe rozmowy pomiędzy zawodniczką a trenerem reprezentacji, jednak ich szczegółów Barańska nie chce zdradzić. – To była bardzo szczera i bardzo osobista rozmowa między mną a trenerem Bonittą. Poza nami uczestniczył w niej tylko mój klubowy trener Igor Prielożny. Przedstawiłam Marco Bonicie moje stanowisko i motywy mojej decyzji, wszystko sobie wyjaśniliśmy. On jednak nie dał za wygraną i pojawił się po raz drugi na moim meczu klubowym tylko po to, żeby jeszcze raz ze mną porozmawiać. Mogę zdradzić, że tak naprawdę zdecydował wtedy za mnie los, bo ja wcale nie byłam przekonana, czy będę występować w kadrze – ucina temat Ania. Nie ukrywa jednak tego, że trener Bonitta zrobił na niej bardzo pozytywne wrażenie. – Szczerze mówiąc zaskoczył mnie pozytywnie, ponieważ słyszałam wcześniej, że jest katem, że wiele zawodniczek nie chciało z nim współpracować, natomiast poznałam przesympatycznego uśmiechniętego człowieka. Rozmowa z nim toczy się po włosku, angielsku i po polsku. Jest pełen zrozumienia i dobrego nastawienia. Moja dotychczasowa współpraca z nim to naprawdę fajne dwa tygodnie – podsumowuje Barańska. Podkreśla jednak, że jej występ w Halle nie pokazał jeszcze maksimum jej możliwości. Potwierdza to trener Andrzej Peć, który doskonale zna Anię Barańską z reprezentacji młodzieżowych. 
Widziałem wszystkie mecze rozegrane w Halle. Ania zaprezentowała się nieźle, ale stać ją na lepszą grę. Myślę, że popełnione przez nią błędy mogą być wynikiem zdenerwowania czy stresu spowodowanego powrotem do kadry. Sądzę jednak, że z czasem reprezentacja będzie miała z niej duży pożytek – kończy trener Peć. Okazją, aby się o tym przekonać będzie zbliżający się majowy turniej kwalifikacyjny.

 

 

Anna Barańska poza parkietem

 

         Na pytanie o to, jaka jest prywatnie odpowiada ze śmiechem
To zależy od tego, jaki mecz zagraliśmy. Poważnie dodaje, że jest otwarta, spontaniczna, szczera. – Jako zawodniczka jest bardzo odpowiedzialna – dodaje jej klubowa i reprezentacyjna koleżanka Lena Dziękiewicz. – Można jej zaufać na boisku i przez to dobrze się z nią gra w jednej drużynie. Do tego jest jeszcze młoda, ciągle się uczy, rozwija i ma na pewno jeszcze wiele przed sobą. Poza boiskiem jest radosną, spontaniczną dziewczyną z ogromnym poczuciem humoru. 

Anna Barańska (fot. zbiory prywatne)


Ania Barańska lubi się śmiać, tańczyć i spotykać z przyjaciółmi. – Dobry film, kolacja z bliskimi mi ludźmi - to jest to, co mnie odpręża – mówi Barańska. – Poza tym uwielbiam robić zakupy. Nie lubię wielogodzinnego chodzenia po sklepach. Raczej wpadam do sklepu, przymierzam, jeśli mi pasuje i do tego podoba się – kupuję. Maksymalny czas trwania zakupów to dla mnie godzina, półtorej. Później szukam już miejsca, gdzie można usiąść, zjeść obiad albo jakiś deserek.

Nie ukrywa, że ma inną wielką słabość – sen. – Jestem okropnym śpiochem. Biję chyba rekordy świata w popołudniowych drzemkach. Potrafię tak spać 4 godziny w ciągu dnia. Generalnie lubię wylegiwać się w łóżku – kończy ze śmiechem Ania.

         W ludziach ceni szczerość, otwartość i poczucie humoru, nie akceptuje natomiast kłamstwa i dwulicowości.

         Pytana o marzenia sportowe odpowiada właściwie bez zastanowienia: - Olimpiada, bo co może być ważniejszego dla sportowca. W mówieniu o marzeniach prywatnych jest bardziej powściągliwa – Przede wszystkim zdrowie dla mnie i moich najbliższych. O reszcie nie powiem, bo się wtedy mogą nie spełnić – śmieje się Barańska.

Jednak patrząc na siłę charakteru tej młodej zawodniczki oraz jej dotychczasowe osiągnięcia trudno uwierzyć, że coś może się jej nie udać.

 

 

Zdjęcia:

- Reprezentacja.net, www.cev.lu,www.chicago.com.pl

- Archiwum

- Prywatne zbiory Anny Barańskiej 

--------------------
*Niniejszy tekst w rozszerzonej, uzupełniony o materiały fotograficzne, dostępny jest w formacie *.pdf (Acrobat Reader) w prawym menu naszej strony, w dziale Sylwetki. Znaleźć tam można również sylwetki innych zawodników, zawodniczek i trenerów.

 

źródło: reprezentacja.net

opracowanie: Joanna Majtyka

Do wiadomości napisano 68 komentarzy

Powrót
Dodaj nowy komentarz
Zarejestruj swojego nicka.
Redakcja serwisu Reprezentacja.net nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy umieszczanych przez internautów.

Pola oznaczone gwiazdką (*) są obowiązkowe do wypełnienia

  1. realistapzps Z tego wywiadu najlepssze są piekne zdjęcia a reszta to są półprawdy i omijanie tematu. Jak na przyklad:
    "Kiedy Barańska wróciła już do pełni zdrowia Andrzeja Niemczyka na miejscu pierwszego szkoleniowca kadry zastąpił Marco Bonitta"
    Zadziwiające uproszczenie tematu.
    Tak jakby wyzdrowiała dopiero po przyjściu Bonitty. Oczywiście w Winiarach w międzyczasie grała cały czas. Ale o tym w artykule wyczytać nie można bo nie pasuje do koncepcji tej opowieści.
    [Zgłoś komentarz do moderacji]
  2. K nie tyle zdjęcia co Ania jest ładna :)
    [Zgłoś komentarz do moderacji]
  3. Andy_58 Skomplikowane powroty..., ja bym dodał ... i niechęć z różnych przyczyn.
    [Zgłoś komentarz do moderacji]
  4. MICHAL85 K.Masz rację.
    [Zgłoś komentarz do moderacji]
  5. Aneta(wcześniejszy nick-szczęśliwa) Mistrzostwo Polski juniorek-Polonia Świdnica, kiedy to było....
    [Zgłoś komentarz do moderacji]
  6. natulcia Anię bardzo lubię,ale tych psów nie znoszę;D
    [Zgłoś komentarz do moderacji]
  7. aaaaaaaaa no widać że panna ma charakterek i wie czego chce.
    [Zgłoś komentarz do moderacji]
  8. MICHAL85 Ania rozpoczynała karierę siatkarską w tym samym klubie co Dorota Świeniewicz,a to dobry znak na dalszą część jej kariery.Życzę jej tego aby Ania zrobiła tak wielką karierę jak Dori.Talent Ania ma ogromny,umiejętności z roku na rok coraz wyższe.Ania ma sporą szansę przebić Dorotę w sukcesach z reprezętacją Polski.Dorota ma wprawdzie dwa złote medale ME,ale Ania ma sporą szansę pojechać na IO i zdobyć dla Polski medal IO.Dorota tej szansy już mieć nie będzie.Niestety.A i medale ME czy MŚ są absolutnie w zasięgu Ani.Życzę Ani tego z całego serca i pozdrawiam.
    [Zgłoś komentarz do moderacji]
  9. Luislo uroda na 1 miejscu
    [Zgłoś komentarz do moderacji]
  10. MICHAL85 Siostra Ani Bogusia też nie grzeszy urodą,ale do Ani jej trochę brakuje.Czyż nie?Chłopaki jakie jest wasz zdanie w tym temacie?
    [Zgłoś komentarz do moderacji]
  11. kojonkoski MICHAL85: nie grzeszyć urodą to delikatnie mówiąc nie być zbyt pięknym (czytaj.być brzydkim). Chyba nie to miałeś na myśli, bo Anka to piękna kobieta.
    [Zgłoś komentarz do moderacji]
  12. MICHAL85 kojonkoski.Sory za pomyłkę.Ale głupio mi się zrobiło.Oczywiście Ania to piękna kobieta.
    [Zgłoś komentarz do moderacji]
  13. Aneta(wcześniejszy nick-szczęśliwa) Michal, aleś to napisał- nie grzeszy urodą, ale do Ani jej trochę brakuje. :D
    Jak ktoś nie grzeszy urodą, tzn. delikatnie mówiąc, że jest brzydki. ;)
    [Zgłoś komentarz do moderacji]
  14. Aneta(wcześniejszy nick-szczęśliwa) O, kojonkoski szybszy. :) Jak pisałam, to jeszcze nie było jego komentarza.
    [Zgłoś komentarz do moderacji]
  15. MICHAL85 Z polskiego pała!!!Ale wstyd.Większość lekcji z polskiego przespałem.
    [Zgłoś komentarz do moderacji]
  16. janis Do Michal85: drogi Michale,zwrot "nie grzeszyć urodą" ma raczej pejoroatywne znaczenie, tzn. że ktos jest po prostu brzydki, a nie oto Ci chyba chodziło...Pozdrawiam:)
    [Zgłoś komentarz do moderacji]
  17. Aneta(wcześniejszy nick-szczęśliwa) Dobra, starczy już! A Ty się nie przejmuj. Zdarza się. ;)
    [Zgłoś komentarz do moderacji]
  18. janis O sorki, też się spóźniłam;) Ale fajnie, że Polacy znają frazeologizmy:) Studentka filologii;)
    [Zgłoś komentarz do moderacji]