seniorzy 29.02.2008 08:16:22
Dalej wszystko potoczyło się samo. Pierwsze kroki w kierunku profesjonalnej gry Marcin stawiał w rodzinnym Pucku. - Do siedemnastego roku życia tam rozwijałem swój warsztat pod okiem trenera Ireneusza Stacheckiego. Później trafiłem pod skrzydła Piotra Kozakiewicza i można powiedzieć, że to właśnie on mnie wypromował – wspomina początki swojego „profesjonalnego grania” Wika.
- Marcin zrobił w tym roku bardzo duże postępy – mówi o swoim zawodniku trener Radosław Panas. - To jest pierwszy jego sezon, gdzie gra praktycznie wszystkie mecze od początku do końca. Docenili go również trenerzy reprezentacji, co widać po ostatnich powołaniach do kadry.
- To zawodnik, którego nie trzeba namawiać do pracy – charakteryzuje kolegę z zespołu Krzysztof Gierczyński. – On wie, czego potrzebuje. Jest młodym zawodnikiem, ale na tyle doświadczonym, że wie o tym, że trzeba pracować i ile tej pracy potrzeba, żeby osiągnąć jakieś efekty. Dysponuje wyśmienitą techniką. Jest bardzo perspektywicznym zawodnikiem. Już w tej chwili śmiało można o nim powiedzieć, że jest nową siłą w polskiej lidze.
Pukając do... reprezentacji
Z orzełkiem na piersi Marcin zaczął grać już w kadrze młodzieżowej. Nie ma jednak zbyt wielu osiągnięć z tamtego okresu, gdyż, jak sam wspomina, był skazany na ławkę rezerwowych. – Niestety, trener Grzegorz Ryś na mnie nie postawił – opowiada Wika. - Pełniłem rolę takiego „głębokiego rezerwowego”, byłem dopiero czwartym przyjmującym, bo wtedy na przyjęciu grali głównie Michał Winiarski i Michał Ruciak, więc konkurencja była spora. Łapałem się do dwunastki, byłem na przykład na mistrzostwach Europy w 2001 roku, ale nie odgrywałem żadnej znaczącej roli, nie wchodziłem nawet na boisko.
Mimo pierwszych niepowodzeń Marcin nie poddawał się. Ciężko trenował w klubie, a poza sezonem dla utrzymania formy grał na plaży. - Sezon ligowy kończył się w maju, potem były właściwie trzy miesiące przerwy w rozgrywkach, a ja nie chciałem tracić kontaktu z siatkówką, dlatego zacząłem grywać w plażówkę – wspomina. – Przy okazji zdobyłem trzy brązowe medale, dwa razy w kategorii kadeta, raz w kategorii juniora oraz mistrzostwo Polski juniorów w plażówce.
Po kilku latach przerwy Marcin znów pojawił się w reprezentacji. Ponownie otrzymał powołanie z rąk trenera Grzegorza Rysia, który w 2005 roku przygotowywał kadrę B seniorów na Uniwersjadę. - Szkoda tylko, że nie udało nam się osiągnąć żadnego większego sukcesu, bo zajęliśmy w Turcji piąte miejsce – mówi. Same zawody wspomina z ożywieniem. - Było to dla mnie duże przeżycie, pierwsza tak duża i tak poważna impreza. To są takie „małe Igrzyska”, niesamowita atmosfera i niezapomniane przeżycia – opowiada. - Utkwił mi w pamięci szczególnie mecz z Turkami – dodaje po chwili zastanowienia Marcin. - Głównie z tego względu, że mieliśmy naprawdę wielką szansę awansować do półfinałów, ale niestety pozbawili nas jej sędziowie – dodaje ze smutkiem. - Mieliśmy taki moment w trakcie meczu, że chcieliśmy zwyczajnie, w ramach protestu, zejść z boiska. Bo to, co sędziowie wyczyniali w tym meczu, przechodziło ludzkie pojęcie. Trener jednak kazał nam zostać i grać dalej. Mimo naszych starań przegraliśmy to spotkanie i tak zakończyła się nasza przygoda z Uniwersjadą.
Dwa lata później kadra B pod wodzą Krzysztofa Felczaka jechała na Uniwersjadę do Bangkoku z nadziejami na medal. Młodzi, zdolni, z perspektywami na przyszłość, Bangkok miał należeć do nich. - Pod względem sportowym bardzo liczyliśmy na medal – przyznaje Marcin Wika. - Mieliśmy naprawdę bardzo dobry skład, ciężko pracowaliśmy na zgrupowaniach i... niestety, Uniwersjada w Bangkoku zakończyła się dla nas wielką katastrofą, gdyż zajęliśmy dopiero 11. miejsce.
Po powrocie do Polski kadrowiczom nie pozostało nic innego jak otrząsnąć się i wrócić do przygotowań ligowych. Dobrą postawą w rozgrywkach Polskiej Ligi Siatkówki Marcin zapracował sobie na kolejne powołanie do kadry, tym razem jednak, wreszcie upomnieli się o niego szkoleniowcy pierwszej reprezentacji. Wika trafił do Spały przed prekwalifikacjami do Igrzysk Olimpijskich. - Do kadry A trafiłem z Kadry B, gdyż nasz trener był w stałym kontakcie z trenerem Lozano, przekazywał wszystkie informacje na bieżąco, kto jak się prezentuje, w jakiej jest formie. Ci, którzy spisywali się najlepiej mieli pojechać na zgrupowanie z kadrą A, tak było właśnie między innymi w moim przypadku – opowiada. Niestety, do Szombathely Marcin nie pojechał. Na drugą szansę nie musiał jednak czekać długo. Na początku stycznia z powodu kontuzji skład „biało – czerwonych” został mocno przetasowany. W ostatniej chwili do reprezentacji wskoczył więc Wika, który wraz z kadrą poleciał do Izmiru, gdzie reprezentacja Polski walczyć miała o olimpijską kwalifikacje. - Do Izmiru zostałem powołany w trybie awaryjnym – wspomina. - Szkoda, że tak wyszło. Wolałbym wywalczyć sobie to miejsce w dwunastce sam, trafić tam wygrywając sportową rywalizację – mówi z odrobiną żalu. - Dużej szansy pokazania się nie miałem, bo wchodziłem na boisko z konkretnym zadaniem, zazwyczaj na zagrywkę. Nie spędziłem więc jakiegoś długiego czasu na boisku. Ale będę robił wszystko, żeby trafić do reprezentacji, bo marzeniem każdego sportowca jest możliwość grania z orzełkiem na piersi – deklaruje.
Kolejna szansa już niebawem. W tym sezonie bowiem reprezentację Polski czeka cały szereg imprez. Wika będzie miał więc niejedną szansę, żeby potwierdzić swoją wartość dla kadry narodowej i przekonać do siebie trenerów. Podobnego zdania jest Radosław Panas, klubowy szkoleniowiec Wiki. - Marcin jest młodym zawodnikiem i wydaje mi się, że jeszcze nastąpi jego czas w reprezentacji – podkreśla. Zwłaszcza, że ambitny przyjmujący posiada całą gamę umiejętności, przydatnych w dalszym rozwoju kariery. - Dysponuje przede wszystkim bardzo mocną zagrywką, co potwierdził niedawno w meczu z Noliko, gdzie zagrywką zdobył pięć punktów – wylicza trener Panas. - Jest też dobry w innych elementach: w obronie, w bloku, nieźle atakuje. Największe rezerwy ma jeszcze w przyjęciu zagrywki i nad tym elementem musi trochę popracować.
Normalny chłopak
Na boisku jest ambitny i waleczny. Wszędzie go pełno - Marcin jest bardzo żywiołowy, to taki „fighter”, który walczy zawsze o każdą piłkę, nie poddaje się – mówi o swoim podopiecznym trener Panas. A jaki jest prywatnie? - Poza boiskiem jest bardzo wesoły, potrafi pożartować, pośmiać się. Ma bardzo przyjazny charakter.
- Prywatnie jest bardzo koleżeński, pomocny, taki normalny chłopak – wyjaśnia z uśmiechem Krzysztof Gierczyński.
- Przede wszystkim jest bardzo dobrym kolegą – podkreśla Paweł Rusek. - Zawsze można na niego liczyć, jest chętny do pomocy. Mieliśmy okazję grać razem w Górniku Radlin, potem w Jastrzębiu. Graliśmy też razem w plażówkę, zdobywając mistrzostwo Polski na plaży – wspomina Rusek. - To, że uprawiamy ten sam sport i ciągle obracamy się w tych samych kręgach scala naszą przyjaźń.
- Przede wszystkim to bardzo dobry kumpel. Bardzo wesoły gościu, zawsze uśmiechnięty – mówi o koledze z zespołu Paweł Woicki. - Spotykamy się nie tylko na treningach w klubie czy wcześniej w kadrze B, lubimy również jeździć razem na wakacje wspólnie ze swoimi narzeczonymi, spędzać razem czas wolny. Z nim nie można się nudzić.
Treningi z częstochowskimi akademikami Wika stara się pogodzić z nauką. - Studiuję zarządzanie i marketing na Politechnice Częstochowskiej – mówi. - Nie jest to proste zadanie pogodzić sport z nauką, tym bardziej, kiedy uprawia się go zawodowo. Na szczęście profesorzy na uczelni są wyrozumiali i w niektórych przypadkach przymykają oko.
W wolnych chwilach... odpoczywa. - Przez cały tydzień trenujemy, więc w każdej wolnej chwili po prostu odpoczywam i regeneruję siły – mówi z uśmiechem. – Poza tym bardzo lubię słuchać muzyki, oglądać filmy. Nie chodzę do kina, bo nie mam na to czasu, ale często bierzemy jakiś dobry tytuł z wypożyczalni i robimy sobie takie małe kino domowe z najbliższymi.
Resztę wolnego czasu Marcin spędza z psem. Bokser Kalif jest oczkiem w głowie swojego pana. – Lubię spacerować z moją narzeczoną i psem. Bardzo często w niedzielne popołudnia robimy sobie takie długie przechadzki.
Plany na przyszłość? - Mam mieszkanie w Częstochowie, chciałbym w niedalekiej przyszłości wziąć ślub z moją narzeczoną i założyć rodzinę. Ale kiedy to będzie, ciężko mi powiedzieć. Moja dziewczyna również jest siatkarką, oboje gramy zawodowo i ze spłodzeniem syna musimy jeszcze zaczekać – ze śmiechem opowiada Marcin.
Sportowe marzenia realizuje małymi kroczkami. – Wcześniej, gdy byłem rezerwowym, marzyłem o tym, by grać w podstawowej szóstce – mówi. – Potem, kiedy już zacząłem wychodzić na boisko w pierwszym składzie, zacząłem marzyć o grze w reprezentacji, a teraz moim największym marzeniem są Igrzyska Olimpijskie.
Jak do tej pory wszystkie marzenia udawało mu się spełnić. Jak będzie tym razem?
Autor tekstu:
Natalia Starosta, Reprezentacja.net, (luty 2008)
--------------------
*Niniejszy tekst w rozszerzonej, uzupełniony o materiały fotograficzne, dostępny jest w formacie *.pdf (Acrobat Reader) w prawym menu naszej strony, w dziale Sylwetki. Znaleźć tam można również sylwetki innych zawodników, zawodniczek i trenerów.
źródło: reprezenacja.net
autor: Natalia Starosta
Do wiadomości napisano 17 komentarzy
Znasz Macromedia Flash?
To ogłoszenie dla Ciebie!