1. Brazylia
2. Włochy
3. USA
4. Kuba
5. Chiny
6. Serbia
7. Japonia
8. Rosja
9. Polska
10. Korea
seniorzy 29.02.2008 08:16:22

Opór, jaki początkowo stawiał Marcin, nie wynikał bynajmniej z braku zainteresowania sportem. - Byłem wtedy jeszcze dzieckiem, nie miałem więc ściśle sprecyzowanych planów na życie – wyjaśnia. - Wiedziałem jedno: zostanę sportowcem, ale nie byłem pewien, jakiej dyscyplinie chcę się poświęcić. Trener długo mnie namawiał, powtarzał, że widzi we mnie duże predyspozycje do uprawiania siatkówki. Pomyślałem wtedy, że chyba coś musi w tym być i jak się okazuje żaden z nas się nie mylił – mówi z uśmiechem Wika. - Chociaż warto wspomnieć o tym, że po roku grania w siatkówkę zapragnąłem zmiany i zacząłem trenować piłkę nożną (śmiech). Ale mój zapał w tym kierunku był bardzo krótkotrwały i wróciłem do siatkówki.
Dalej wszystko potoczyło się samo. Pierwsze kroki w kierunku profesjonalnej gry Marcin stawiał w rodzinnym Pucku. - Do siedemnastego roku życia tam rozwijałem swój warsztat pod okiem trenera Ireneusza Stacheckiego. Później trafiłem pod skrzydła Piotra Kozakiewicza i można powiedzieć, że to właśnie on mnie wypromował – wspomina początki swojego „profesjonalnego grania” Wika.
- Marcin zrobił w tym roku bardzo duże postępy – mówi o swoim zawodniku trener Radosław Panas. - To jest pierwszy jego sezon, gdzie gra praktycznie wszystkie mecze od początku do końca. Docenili go również trenerzy reprezentacji, co widać po ostatnich powołaniach do kadry.
- To zawodnik, którego nie trzeba namawiać do pracy – charakteryzuje kolegę z zespołu Krzysztof Gierczyński. – On wie, czego potrzebuje. Jest młodym zawodnikiem, ale na tyle doświadczonym, że wie o tym, że trzeba pracować i ile tej pracy potrzeba, żeby osiągnąć jakieś efekty. Dysponuje wyśmienitą techniką. Jest bardzo perspektywicznym zawodnikiem. Już w tej chwili śmiało można o nim powiedzieć, że jest nową siłą w polskiej lidze.
Pukając do... reprezentacji
Z orzełkiem na piersi Marcin zaczął grać już w kadrze młodzieżowej. Nie ma jednak zbyt wielu osiągnięć z tamtego okresu, gdyż, jak sam wspomina, był skazany na ławkę rezerwowych. – Niestety, trener Grzegorz Ryś na mnie nie postawił – opowiada Wika. - Pełniłem rolę takiego „głębokiego rezerwowego”, byłem dopiero czwartym przyjmującym, bo wtedy na przyjęciu grali głównie Michał Winiarski i Michał Ruciak, więc konkurencja była spora. Łapałem się do dwunastki, byłem na przykład na mistrzostwach Europy w 2001 roku, ale nie odgrywałem żadnej znaczącej roli, nie wchodziłem nawet na boisko.
Mimo pierwszych niepowodzeń Marcin nie poddawał się. Ciężko trenował w klubie, a poza sezonem dla utrzymania formy grał na plaży. - Sezon ligowy kończył się w maju, potem były właściwie trzy miesiące przerwy w rozgrywkach, a ja nie chciałem tracić kontaktu z siatkówką, dlatego zacząłem grywać w plażówkę – wspomina. – Przy okazji zdobyłem trzy brązowe medale, dwa razy w kategorii kadeta, raz w kategorii juniora oraz mistrzostwo Polski juniorów w plażówce.
Po kilku latach przerwy Marcin znów pojawił się w reprezentacji. Ponownie otrzymał powołanie z rąk trenera Grzegorza Rysia, który w 2005 roku przygotowywał kadrę B seniorów na Uniwersjadę. - Szkoda tylko, że nie udało nam się osiągnąć żadnego większego sukcesu, bo zajęliśmy w Turcji piąte miejsce – mówi. Same zawody wspomina z ożywieniem. - Było to dla mnie duże przeżycie, pierwsza tak duża i tak poważna impreza. To są takie „małe Igrzyska”, niesamowita atmosfera i niezapomniane przeżycia – opowiada. - Utkwił mi w pamięci szczególnie mecz z Turkami – dodaje po chwili zastanowienia Marcin. - Głównie z tego względu, że mieliśmy naprawdę wielką szansę awansować do półfinałów, ale niestety pozbawili nas jej sędziowie – dodaje ze smutkiem. - Mieliśmy taki moment w trakcie meczu, że chcieliśmy zwyczajnie, w ramach protestu, zejść z boiska. Bo to, co sędziowie wyczyniali w tym meczu, przechodziło ludzkie pojęcie. Trener jednak kazał nam zostać i grać dalej. Mimo naszych starań przegraliśmy to spotkanie i tak zakończyła się nasza przygoda z Uniwersjadą.
Dwa lata później kadra B pod wodzą Krzysztofa Felczaka jechała na Uniwersjadę do Bangkoku z nadziejami na medal. Młodzi, zdolni, z perspektywami na przyszłość, Bangkok miał należeć do nich. - Pod względem sportowym bardzo liczyliśmy na medal – przyznaje Marcin Wika. - Mieliśmy naprawdę bardzo dobry skład, ciężko pracowaliśmy na zgrupowaniach i... niestety, Uniwersjada w Bangkoku zakończyła się dla nas wielką katastrofą, gdyż zajęliśmy dopiero 11. miejsce.
Po powrocie do Polski kadrowiczom nie pozostało nic innego jak otrząsnąć się i wrócić do przygotowań ligowych. Dobrą postawą w rozgrywkach Polskiej Ligi Siatkówki Marcin zapracował sobie na kolejne powołanie do kadry, tym razem jednak, wreszcie upomnieli się o niego szkoleniowcy pierwszej reprezentacji. Wika trafił do Spały przed prekwalifikacjami do Igrzysk Olimpijskich. - Do kadry A trafiłem z Kadry B, gdyż nasz trener był w stałym kontakcie z trenerem Lozano, przekazywał wszystkie informacje na bieżąco, kto jak się prezentuje, w jakiej jest formie. Ci, którzy spisywali się najlepiej mieli pojechać na zgrupowanie z kadrą A, tak było właśnie między innymi w moim przypadku – opowiada. Niestety, do Szombathely Marcin nie pojechał. Na drugą szansę nie musiał jednak czekać długo. Na początku stycznia z powodu kontuzji skład „biało – czerwonych” został mocno przetasowany. W ostatniej chwili do reprezentacji wskoczył więc Wika, który wraz z kadrą poleciał do Izmiru, gdzie reprezentacja Polski walczyć miała o olimpijską kwalifikacje. - Do Izmiru zostałem powołany w trybie awaryjnym – wspomina. - Szkoda, że tak wyszło. Wolałbym wywalczyć sobie to miejsce w dwunastce sam, trafić tam wygrywając sportową rywalizację – mówi z odrobiną żalu. - Dużej szansy pokazania się nie miałem, bo wchodziłem na boisko z konkretnym zadaniem, zazwyczaj na zagrywkę. Nie spędziłem więc jakiegoś długiego czasu na boisku. Ale będę robił wszystko, żeby trafić do reprezentacji, bo marzeniem każdego sportowca jest możliwość grania z orzełkiem na piersi – deklaruje.
Kolejna szansa już niebawem. W tym sezonie bowiem reprezentację Polski czeka cały szereg imprez. Wika będzie miał więc niejedną szansę, żeby potwierdzić swoją wartość dla kadry narodowej i przekonać do siebie trenerów. Podobnego zdania jest Radosław Panas, klubowy szkoleniowiec Wiki. - Marcin jest młodym zawodnikiem i wydaje mi się, że jeszcze nastąpi jego czas w reprezentacji – podkreśla. Zwłaszcza, że ambitny przyjmujący posiada całą gamę umiejętności, przydatnych w dalszym rozwoju kariery. - Dysponuje przede wszystkim bardzo mocną zagrywką, co potwierdził niedawno w meczu z Noliko, gdzie zagrywką zdobył pięć punktów – wylicza trener Panas. - Jest też dobry w innych elementach: w obronie, w bloku, nieźle atakuje. Największe rezerwy ma jeszcze w przyjęciu zagrywki i nad tym elementem musi trochę popracować.
Normalny chłopak
Na boisku jest ambitny i waleczny. Wszędzie go pełno - Marcin jest bardzo żywiołowy, to taki „fighter”, który walczy zawsze o każdą piłkę, nie poddaje się – mówi o swoim podopiecznym trener Panas. A jaki jest prywatnie? - Poza boiskiem jest bardzo wesoły, potrafi pożartować, pośmiać się. Ma bardzo przyjazny charakter.
- Prywatnie jest bardzo koleżeński, pomocny, taki normalny chłopak – wyjaśnia z uśmiechem Krzysztof Gierczyński.
- Przede wszystkim jest bardzo dobrym kolegą – podkreśla Paweł Rusek. - Zawsze można na niego liczyć, jest chętny do pomocy. Mieliśmy okazję grać razem w Górniku Radlin, potem w Jastrzębiu. Graliśmy też razem w plażówkę, zdobywając mistrzostwo Polski na plaży – wspomina Rusek. - To, że uprawiamy ten sam sport i ciągle obracamy się w tych samych kręgach scala naszą przyjaźń.
- Przede wszystkim to bardzo dobry kumpel. Bardzo wesoły gościu, zawsze uśmiechnięty – mówi o koledze z zespołu Paweł Woicki. - Spotykamy się nie tylko na treningach w klubie czy wcześniej w kadrze B, lubimy również jeździć razem na wakacje wspólnie ze swoimi narzeczonymi, spędzać razem czas wolny. Z nim nie można się nudzić.
Treningi z częstochowskimi akademikami Wika stara się pogodzić z nauką. - Studiuję zarządzanie i marketing na Politechnice Częstochowskiej – mówi. - Nie jest to proste zadanie pogodzić sport z nauką, tym bardziej, kiedy uprawia się go zawodowo. Na szczęście profesorzy na uczelni są wyrozumiali i w niektórych przypadkach przymykają oko.
W wolnych chwilach... odpoczywa. - Przez cały tydzień trenujemy, więc w każdej wolnej chwili po prostu odpoczywam i regeneruję siły – mówi z uśmiechem. – Poza tym bardzo lubię słuchać muzyki, oglądać filmy. Nie chodzę do kina, bo nie mam na to czasu, ale często bierzemy jakiś dobry tytuł z wypożyczalni i robimy sobie takie małe kino domowe z najbliższymi.
Resztę wolnego czasu Marcin spędza z psem. Bokser Kalif jest oczkiem w głowie swojego pana. – Lubię spacerować z moją narzeczoną i psem. Bardzo często w niedzielne popołudnia robimy sobie takie długie przechadzki.
Plany na przyszłość? - Mam mieszkanie w Częstochowie, chciałbym w niedalekiej przyszłości wziąć ślub z moją narzeczoną i założyć rodzinę. Ale kiedy to będzie, ciężko mi powiedzieć. Moja dziewczyna również jest siatkarką, oboje gramy zawodowo i ze spłodzeniem syna musimy jeszcze zaczekać – ze śmiechem opowiada Marcin.
Sportowe marzenia realizuje małymi kroczkami. – Wcześniej, gdy byłem rezerwowym, marzyłem o tym, by grać w podstawowej szóstce – mówi. – Potem, kiedy już zacząłem wychodzić na boisko w pierwszym składzie, zacząłem marzyć o grze w reprezentacji, a teraz moim największym marzeniem są Igrzyska Olimpijskie.
Jak do tej pory wszystkie marzenia udawało mu się spełnić. Jak będzie tym razem?
Autor tekstu:
Natalia Starosta, Reprezentacja.net, (luty 2008)
--------------------
*Niniejszy tekst w rozszerzonej, uzupełniony o materiały fotograficzne, dostępny jest w formacie *.pdf (Acrobat Reader) w prawym menu naszej strony, w dziale Sylwetki. Znaleźć tam można również sylwetki innych zawodników, zawodniczek i trenerów.
źródło: reprezenacja.net
opracowanie: Natalia Starosta
Do wiadomości napisano 24 komentarze