Kiedy w tie breaku środowego meczu LSK: Winiary Bakalland - BKS Aluprof zawodniczka gości, Milena Sadurek, lądując po bloku upadła na boisko, cała siatkarska Polska zamarła. Łącznie z trenerem kadry Marco Bonittą, który siedział kilkanaście metrów od miejsca zdarzenia.
Chwilę później pierwszą rozgrywającą reprezentacji zniesiono z boiska. Wyglądało to na skręcenie nogi. Na szczęście okazało się, że
Sadurek poczuła tylko skurcze łydki. -
Zabolało mnie w poprzedniej akcji, a kilkadziesiąt sekund później nie dałam już rady stać - opowiada siatkarka Aluprofu. -
Przez 12 dni nie trenowałam, miałam jedne zajęcia w poniedziałek. Widocznie mięśnie nie są jeszcze przyzwyczajone do takiego wysiłku. Szczerze mówiąc nie byłam zadowolona ze swojej gry. Wyraźnie widać, że miałam sporą przerwę w treningach.
Kilkanaście dni wcześniej Milena rozcięła sobie dłoń zmywając naczynia. Miała założonych 8 szwów. -
To twarda dziewczyna, chciała wystąpić w spotkaniu z Kaliszem - mówi trener Aluprofu
Wiktor Krebok. -
Rana już się zabliźniła, trzeba jednak uważać, żeby uraz się nie odnowił. Przegraliśmy z Winiarami, ale nic się nie stało. Może teraz dziewczyny nie będą już miały ciśnienia, które czuły jako jedyny niepokonany zespół w lidze.
źródło: sports.pl
autor: Natalia Lasoń