Nie jestem powoływany do kadry, nikt z Polski nie przyjeżdża mnie oglądać i muszę się z tym pogodzić. Widocznie trener Raul Lozano ma inną koncepcję – mówi ze smutkiem 20-letni siatkarz Halkbanku Ankara, Zbigniew Bartman.Tych, którzy śmieją się, że Bartman trafił do słabej ligi tureckiej, chciałem wyprowadzić z błędu. Znam wiele gwiazdek Polskiej Ligi Siatkówki, które nie dałyby sobie w Turcji rady. A ja jestem podstawowym zawodnikiem lidera ekstraklasy, który był o krok od wyeliminowania słynnej Modeny – mówi 20-letni siatkarz Halkbanku Ankara.
Oprócz godziwego kontraktu
Bartman może liczyć w Ankarze także na premie, choć o dodatkowych gratyfikacjach w umowie akurat nie wspomniano. –
Pod niektórymi względami Turcja to dziwny kraj – śmieje się nasz siatkarz. –
Kiedy w pierwszej rundzie Challenge Cup wyeliminowaliśmy odwiecznego rywala Fenerbahce, do szatni z walizką pełną pieniędzy wpadł nasz prezes. Byłem zdumiony, gdy zaczął nam te pieniądze rozdawać. I wcale nie były to małe kwoty. Nie chodziło o jakieś 100 czy 200 dolarów, ale o sumy idące w tysiące „zielonych” – opowiada warszawianin. –
Ale to jeszcze nic. Naprawdę wielkie pieniądze dostalibyśmy, za sukces w Challenge Cup. Przed rewanżem z Modeną szefowie klubu zaprosili nas do głównej siedziby banku, która mieści się na 38. piętrze okazałego wieżowca. Tam, bliżej nieba, usłyszeliśmy jak będzie wyglądał system premii za osiagnięcie poszczególnych celów w pucharach. Pierwsza premia miała być za wyeliminowanie Modeny, druga za awans do Final Four, a trzecia, największa, za wygranie Challenge Cup. W sumie uzbierałaby się połowa rocznego kontraktu, kwota, za którą każdy z nas mógłby kupić nowy model dobrego niemieckiego samochodu – opowiada Bartman, jeden z wielu obcokrajowców w lidze tureckiej.
Gdy pada pytanie o reprezentację 20-letni siatkarz wyraźnie smutnieje. –
Właściwie nie dostałem szansy od Raula Lozano. Co z tego, że zostałem powołany na zgrupowanie, skoro po kilku dniach podpierania ścian zostałem odesłany do kadry B. Nie chcę komentować tej sytuacji, bo znowu wyjdzie na to, że młody Bartman podnosi głowę. W Polsce jak ktoś myśli w sposób niestandardowy i ma coś do powiedzenia, to szybko jest karcony. Ze mną tak było, już wtedy gdy miałem 16 lat i nie zawsze trzymałem buzię na kłódkę. Potem gdy odchodziłem z Sosnowca, znowu wiele było wokół mojej osoby zamieszania. Straszono mnie sądami, odsądzano od czci i wiary. Może lepiej czasami pewne rzeczy przemilczeć – zastanawia się młody siatkarz i ucina temat reprezentacji: -
Nie jestem powoływany do kadry, nikt z Polski nie przyjeżdża mnie oglądać i muszę się z tym pogodzić. Widocznie trener ma inną koncepcję – mówi siatkarz Halkbanku, ale daje się wyczuć, że nie jest mu łatwo zaakceptować taką sytuację.
*Więcej w papierowym wydaniu „Super Volley’a”źródło: Super Volley
autor: Anna Puch