Musisz wierzyć
Bosek był mistrzem świata i olimpijskim - stawał na podium mistrzostw Europy. Z Płomieniem Milowice sięgał po Puchar Europy Mistrzów. Ale nigdy się nie zmienił. Otwarty i serdeczny dla kibiców, zawsze chętnie rozmawiał z dziennikarzami. Nie inaczej jest teraz. Niestety, nie może zbyt wiele mówić.
- Miałem zaatakowane węzły chłonne, ślinianki - opowiada cicho z lekką chrypką. - Dlatego trudno jest mi teraz mówić. Miałem to usuwane. Teraz jest to czyszczone. Niby wszystko dobrze, ale czekam...
Chemia, naświetlenia, zabiegi - facet, który jeszcze nie tak dawno jako trener szalał przy linii bocznej boiska, teraz musi poddać się rygorom lekarzy.
- Najgorsze byłoby poddanie się - uważa. - To jest jak mecz. Musisz wierzyć, że wygrasz i walczyć do końca. Nie można wmówić sobie, że to nie ma sensu, że już przegrałem.
Nie piszcie, że umieram
Nie ukrywa, że informacja o tym, że jest się chorym na raka, jest trudna do zniesienia. To może zwalić z nóg...
- Raptem się dowiadujesz, że "TO" masz i musisz się z "TYM" zmierzyć - wzdycha. - Wiadomo, że rywal ma nad tobą przewagę. Działa z zaskoczenia. Ale ja się nie poddaję... Wiem, że muszę pokonać to gów...
Mimo że leży w szpitalu, doskonale wie, co dzieje się w siatkarskim światku.
- W pokoju mam telewizor i laptopa - pokazuje. - Na dole jest kiosk z gazetami, to zawsze sobie przyniosę świeżą prasę. Najwięcej oglądam i czytam w nocy. Śpię w dzień.
Jak długo będzie tu leżał? Ma nadzieję, że już w tym tygodniu wyjdzie do domu.
- W czwartek, może w piątek mnie wypuszczą. Tylko nie piszcie, że umieram - uśmiecha się. - Jakoś się trzymam...