Największe gwiazdy europejskiej siatkówki doceniają bełchatowian, ale nikt się ich nie boi. To może być prawdziwy szok dla polskich kibiców i dla PGE Skry.
W najważniejszym turnieju w historii klubu może zabraknąć
Mariusza Wlazłego, który obudził się w czwartek z bólem mięśni grzbietu.
-
To nie jest poważna kontuzja, ale... trwa najczęściej kilka dni i wyklucza z gry. U nas nie wiadomo co będzie. Nie mogę powiedzieć na sto procent, że Mariusz zagra albo nie zagra - mówi prezes gospodarza Final Four Ligi Mistrzów
Konrad Piechocki.
Dumni Rosjanie z Kazania z głodnymi sukcesu amerykańskimi gwiazdami, dwa najlepsze włoskie kluby, naszpikowane zawodnikami, dla których nawet złote medale mistrzostw świata i Europy stały się codziennością oraz PGE Skra Bełchatów - oto bohaterowie siatkarskiego turnieju finałowego Ligi Mistrzów, który dziś rozpocznie się w Łodzi. Teoretycznie mistrz Polski ma najmniej szans, ale będzie też miał za sobą ponad 9 tysięcy kibiców. -
Znamy ich, potrafią ponieść każdą drużynę - mówi kapitan Dynama
Siergiej Tietiuchin.
Skra zmierzy się z Dynamem już w pierwszym spotkaniu turnieju, potem w łódzkiej hali dojdzie do meczu mistrza i wicemistrza Włoch. -
Takie derby naszego kraju to zawsze fajne przeżycie. Gwarantujące, że przynajmniej jedna z tych drużyn zagra w finale - śmiał się
Angelo Lorenzetti, trener Copry Piacenza. Był wczoraj w znakomitym humorze, podczas oficjalnej konferencji prasowej cały czas się uśmiechał: -
Znaleźliśmy się w gronie czterech najlepszych drużyn Europy, co dla całej społeczności naszego miasta jest dużym osiągnięciem. Oczywiście chcemy osiągnąć więcej i pobić tych gości co siedzą obok nas, ale łatwo nie będzie - mówił
Vigor Bovolenta, reprezentacyjny włoski środkowy i kapitan Copry, wskazując na brazylijskiego trenera
Renana dal Zotto i fenomenalnego włoskiego przyjmującego
Samuele Papiego. ...
*
Więcej w Przeglądzie Sportowymźródło: Przegląd Sportowy
opracowanie: Anna Puch