Po zwycięstwie nad Skrą Bełchatów, zawodnicy Dynama Kazań zostali pierwszymi finalistami siatkarskiej Ligi Mistrzów. Choć zespół rosyjski był zdecydowanym faworytem spotkania, to jednak w dwóch partiach musiał uznać wyższość mistrzów Polski, a o tym, kto zejdzie z parkietu zwycięsko, zadecydował dopiero tie-break.

- W
trzecim i czwartym secie Skra grała po prostu lepiej od nas, byli skuteczni w każdym elemencie i nie mogliśmy nic zrobić. Dlatego przegraliśmy. Na szczęście w tie-breaku nasza przewaga była wyraźna i to my zagramy w finale - powiedział rozgrywający Dynama,
Lloy Ball.
Jeżeli chodzi o drugi półfinał, Lloy Ball nie chciał typować zwycięzcy tego pojedynku. -
Zarówno Sisley jak i Copra to bardzo silne zespoły, więc trudno powiedzieć, kto wygra to spotkanie. Na pewno żadnej z tych drużyn nie można lekceważyć, w końcu to mistrzowie i wicemistrzowie Serie A. Przyznam, że jest nam zupełnie obojętne, z którym z tych zespołów spotkamy się w finale, bo i tak będziemy grać swoje. Naszym celem jest przecież wygranie Ligi Mistrzów, więc nie oglądamy się na przeciwników - przyznał Ball.
Amerykanin grajacy w Dynamu Kazań był pod wrażeniem atmosfery, jaka panowała na hali podczas spotkania ze
Skrą Bełchatów. -
Macie naprawdę wspaniałych kibiców, których wypada wam tylko zazdrościć. Miło grać, gdy drużynie towarzyszy taki doping. Zarówno polskie zespoły klubowe jak i reprezentacja powinny być dumne z takich kibiców. - podkreślił Amerykanin.
źródło: pls.pl
opracowanie: Natalia Lasoń