To był miesiąc Sebastiana Świderskiego! Reprezentant Polski wywalczył z Lube Banca Macerata Puchar Włoch i trzy razy był wybierany najlepszym graczem meczu. A jeszcze niedawno leczył kontuzję barku.
Od 26 grudnia 2007 roku do 9 marca zespół z Maceraty odniósł w rozgrywkach ligowych i Pucharze Włoch 11 kolejnych zwycięstw, a polski przyjmujący grał jak w swoim najlepszym sezonie na Półwyspie Apenińskim, gdy w 2005 roku wywalczył z RPA Perugia wicemistrzostwo Włoch. Wspaniałą passę przerwał „Świdrowi” i spółce dopiero Itas Diatec Trentino. 9 marca zespół
Michała Winiarskiego i Jakuba Bednaruka pokonał Lube Banca Macerata 3:1 w 21. kolejce Serie A1.
Super Volley:
Został pan wybrany najlepszym graczem meczu półfinałowego przeciwko Cuneo, ale nagroda dla MVP turnieju finałowego przypadła Valerio Vermiglio. Nie było trochę żal?
Sebastian Świderski:
-
Absolutnie nie. Valerio zasłużył na ten tytuł, bo rozgrywał piłki wspaniale. Dość powiedzieć, że byliśmy najrzadziej blokowanym zespołem turnieju. Poza tym, ja nie lubię występować w świetle jupiterów i udzielać wywiadów po włosku. A Valerio musiał po finale wykonać ciężką pracę. Wywiady, wizyty w zakładach pracy, jakieś akcje promocyjne. Dobrze, że udało mi się tego uniknąć (śmiech)
.
Skoro mowa o wywiadach. Po naszej grudniowej rozmowie dla „Przeglądu Sportowego” na pana głowę posypały się gromy. Ogłosił pan wtedy ciszę medialną. Czemu teraz została przerwana?
-
Wygrałem Puchar Włoch i chciałem się swoją radością podzielić z innymi. Uświadomiłem sobie też, że takie milczenie nie do końca było w porządku w stosunku do dziennikarzy i przede wszystkich kibiców, którzy chcieliby poczytać o mnie i moim sukcesie. Wywiady to część mojej pracy, część profesjonalizmu, do którego się poczuwam. Dlatego, po dłuższej przerwie znowu jestem do dyspozycji dziennikarzy. Choć, to co mnie spotkało po tamtym wywiadzie, czegoś mnie nauczyło. Już nie będę taki szczery i wylewny.
Mówił pan wtedy szczerze o chwilach słabości. Pokazał pan oblicze normalnego człowieka, który czasami ma wszystkiego dość, który czuje się zmęczony i zniechęcony. Czemu zostało to tak źle przyjęte?
-
Sam się nad tym długo zastanawiałem. Widocznie w Polsce sportowcy nie mają prawa do chwili słabości, widocznie musimy być jak roboty zawsze gotowe do pracy na najwyższych obrotach. Szczerość w naszym kraju nie popłaca. Niektóre media szukają taniej sensacji, wykorzystują każdą okazję żeby pognębić kogoś, kto przyznał się do chwili słabości. Siatkówka jest w naszym kraju bardzo popularna i każde nasze słowo jest rozbierane na części, analizowane. Niektórzy doszukują się drugiego dna i źle interpretują nasze wypowiedzi. To jest czasami bardzo przykre.
* Więcej w papierowym wydaniu „Magazynu Super Volley”
źródło: Super Volley
opracowanie: Anna Puch