1. Brazylia
2. Włochy
3. USA
4. Kuba
5. Chiny
6. Serbia
7. Japonia
8. Rosja
9. Polska
10. Korea
seniorzy 17.04.2008 11:01:59

- Niestety nie wyszło, choć robiliśmy wszystko, co w naszej mocy, żeby wygrać ten jeden mecz i doprowadzić do czwartego spotkania – twierdzi Krzysztof Gierczyński. - Polegliśmy w trzech potyczkach. Wczoraj byliśmy słabsi od Bełchatowa zaledwie o kilka punktów, ale w sumie byliśmy słabsi o trzy mecze mecze.
Jeszcze przed pojedynkiem mówiło się, że częstochowianie mają niewielką szansę na zwycięstwo. Sami zainteresowanie deklarowali, że postarają się zmienić niekorzystny po dwóch meczach wizerunek zespołu. - Po części udało się nam ładnie pożegnać z rozgrywkami. W sporcie jest tak, że każdy chce wygrać, my również. Wczoraj przegraliśmy, ale to była ładna porażka. Mimo wszystko mam nadzieję, że zmazaliśmy w jakimś stopniu plamę pozostałą po przegranych dwóch meczach w Bełchatowie – komentuje ostatni mecz ze Skrą Bełchatów kapitan akademików.
- Mało brakowało, a wygralibyśmy ten mecz. Mimo wszystko potrafiliśmy się zmobilizować i stworzyliśmy piękne widowisko, które mogło się podobać – pozytywnie wypowiada się na temat postawy swojego zespołu Krzysztof Gierczyński. - Nie zmienia to stanu finałowej rywalizacji, przegranej do zera. Musimy uznać wyższość Skry, ale nie tylko my. Także wszystkie pozostałe polskie zespoły, a nawet niektóre czołowe kluby europejskie. Nie przegraliśmy z byle kim, więc nie ma się czego wstydzić. Walczyliśmy i to była piękna porażka. Chcieliśmy pokazać się przed swoimi kibicami i to się udało.
Mistrzem kraju ostatecznie została Skra, która, zdaniem reprezentanta Polski, jest poza zasięgiem krajowej konkurencji. - Grając na takim poziomie z każdą inną drużyną, wygralibyśmy, ale na Bełchatów to wczoraj nie wystarczyło. Gdyby nie kilka sytuacji, cały mecz mógł potoczyć się po naszej myśli – spekuluje „Gierek”. – Bełchatów jest bardzo doświadczony, a poza tym, gdy mają jakiś „pożar”, piłki są wystawiane do Mariusza Wlazłego, który gdy jest w dobrej dyspozycji, zazwyczaj kończy ataki – twierdzi zawodnik spod Jasnej góry.
Nie odbiera on jednak atutów swojej drużynie - Szkoda, bo była szansa, choć już sama obecność w finale, jest dla nas olbrzymim sukcesem. Wywalczyliśmy medal, choć przed sezonem nikt na nas nie stawiał. A my zdobyliśmy przecież Puchar Polski i srebrne medale mistrzostw kraju – wylicza siatkarz.
Mimo świadomości wyższości Skry, Gierczyński czuje żal. - Na pewno jest mały niedosyt. Przegraliśmy w trzech meczach i trzeba sobie powiedzieć, że Bełchatów był od nas lepszy, mimo walki we wczorajszym meczu. Po drugiej stronie siatki nie stoją amatorzy tylko profesjonalni zawodnicy, którzy mieli nas dobrze rozpracowanych taktycznie – zaznaczył zawodnik. - Ale w końcu to był finał całej ligi, w której zasłużyliśmy na drugie miejsce. To mimo wszystko jest ogromny sukces całego klubu.
Radość Krzysztofa Gierczyńkiego jest tym bardziej uzasadniona, że to pierwsze srebro dla jego zespołu od pięciu sezonów. - Cieszymy się. Nikt na nas nie stawiał, a my w tym sezonie zrobiliśmy psikusa wygrywając Puchar Polski i zdobyliśmy srebrne medale mistrzostw Polski i o mały włos nie awansowaliśmy do finału Pucharu CEV. Niedosyt pozostał, ale nie przegraliśmy z byle kim.
Zmagania Gierczyńskiego oraz przebywających na parkiecie reprezentantów Polski obserwował szkoleniowiec kadry, Raul Lozano. Czy gra wytypowanych do reprezentacji zawodników mogła mu się podobać? - Myślę, że na pewno był bardziej zadowolony niż po dwóch pierwszych meczach, które nam po prostu nie wyszły. Wczoraj był mecz walki, podczas którego żadna bezpańska piłka nie wpadała w boisko, a każdy dawał z siebie maksimum. Zapewne Raul Lozano, jako wytrawny trener, również to dostrzegł – twierdzi kapitan AZS-u.
Szybka przegrana w rywalizacji o tytuł mistrza Polski ze Skrą ma również swoje dobre strony, gdyż kadrowiczom zapewni więcej wytchnienia przed zgrupowaniem reprezentacji. - Teraz przed nami kilka dni wolnego. Jeśli gralibyśmy do czterech zwycięstw, nie wiem, czy ktoś byłby to w stanie przetrzymać. Tym bardziej, że cały sezon był napięty. Do finałów podeszliśmy bowiem praktycznie z marszu. A niedługo przecież reprezentacja, kwalifikacje olimpijskie…
Do tych wydarzeń pozostało jednak jeszcze trochę czasu. Zanim jednak siatkarze zjawią się na zgrupowaniu reprezentacji, najpierw musieli uczcić wicemistrzostwo Polski. - Po meczu spotkaliśmy się w gronie drużyny. Nazwałbym to małym bankiecikiem (śmiech) – zakończył kapitan akademików.
* Rozmawiała Barbara Kuziemska - Reprezentacja.net
źródło: reprezentacja.net
opracowanie: Barbara Kuziemska
Do wiadomości napisano 77 komentarzy