- To super sprawa, że tu jestem. Staram się podpatrzeć tak dużo, jak się da, bo sporo rzeczy jest dla mnie nowych. Muszę przyznać, że ten pobyt w Spale sprawia mi dużą przyjemność- trener siatkarzy Mlekpolu AZS Mariusz Sordyl, który od tygodnia jest na zgrupowaniu reprezentacji w Spale, dokąd zaprosił go trener Raul Lozano.
Czytał Pan niedawną rozmowę z Pawłem Zagumnym zamieszczoną na jego oficjalnej stronie?
- Tak, czytałem.
Na pytanie, gdzie zagra w przyszłym sezonie, Paweł Zagumny miał odpowiedzieć m.in. tak: "W tej chwili jeszcze nie wiem. Mam jeszcze ważny kontrakt w Olsztynie. W wielu krajach nie pokończyły się jeszcze rozgrywki ligowe. Myślę, że jakieś konkretne ruchy zaczną się po 10 maja". No i co Pan na to?
- Mogę tylko skomentować to tak: wszystko zależy od tego, w jaki sposób Paweł ma sformułowany kontrakt. Czyli czy ta umowa dopuszcza zmianę barw klubowych już w tym roku. Bo co nie jest zabronione, to jest dozwolone. W każdym razie ja jestem bardzo za tym, żeby Paweł nadal grał w Olsztynie. To oczywiste, że on odgrywa znaczącą rolę w moich planach jako trenera AZS.
Jakie wrażenia po pierwszym tygodniu zgrupowania w Spale?
- Jak najbardziej pozytywne i to od początku do końca. To super sprawa, że tu jestem. Staram się podpatrzeć tak dużo, jak się da, bo sporo rzeczy jest dla mnie nowych. Muszę przyznać, że ten pobyt w Spale sprawia mi dużą przyjemność. Raz, że czuje się tu autentyczną atmosferę pracy, a dwa, że to duża korzyść dla mnie jako trenera.
- W trakcie treningów jest Pan pomocnikiem czy raczej obserwatorem?
- Pomocnikiem. Jako że pracuje się na kilku boiskach, więc dość często przydaje się moja ręka. Tak jak i Krzyśka Stelmacha, bo obaj trafiliśmy tu na takich samych zasadach. Mam co robić i na pewno nie czuję, że stoję na uboczu.
- Pracuje Pan bezpośrednio z trójką swoich zawodników z Mlekpolu AZS (Paweł Zagumny, Wojciech Grzyb, Marcin Możdżonek)?
- Nie, bo tu się nie stosuje jakichś indywidualnych przyporządkowań. Nie ma takiego podziału, że jak ja jestem z Olsztyna, to pracuję z zawodnikami z Olsztyna. Wszyscy intensywnie pracują na jeden cel: igrzyska olimpijskie. Bez żadnych podziałów.
- W jakim języku porozumiewa się Pan z Raulem Lozano?
- Obowiązuje włoski, więc językowo to ja mam najdalej (Mariusz Sordyl przez lata grał na Zachodzie, tyle że we Francji - red.). Jest to jakieś ograniczenie, ale to nie problem, bo korzystam z pomocy Alojzego Świderka, Krzyśka Stelmacha czy Piotra Borucha (odpowiednio: drugi trener kadry, asystent Raula Lozano i kierownik reprezentacji - red.). Tak, że z przepływem informacji kłopotów nie mam żadnych.
Rozmawiał Piotr Sucharzewski
źródło: Gazeta Olsztyńska
autor: Katarzyna Biernacka