- Finał skończy się w pięciu meczach, a większość argumentów przemawia za tym, że mistrzem będzie Muszynianka - uważa Andrzej Niemczyk, były selekcjoner reprezentacji Polski. W środę i w czwartek Muszynianka Fakro gra w Pile z Farmutilem. W finale LSK jest 1:1.Kto będzie mistrzem Polski?
- Piła albo Muszyna (śmiech). Farmutil cały czas mnie zaskakuje. Z meczu na mecz gra coraz lepiej, a duża zasługa w tym Jurka Matlaka. Za to Muszynianka długi okres radziła sobie nie najlepiej, ale na play-off się przebudziła.
A jak porównałby Pan siły obu zespołów?
- Muszyna gra atrakcyjniej, a dzięki Marioli Zenik lepiej w obronie. Za to Piła nieźle sobie radzi w ataku. W tej sytuacji decydujący może być blok.
Finalistki czymś Pana zaskoczyły w pierwszych spotkaniach?
- Niczym. Choć myślałem, że w sobotę wygra Muszynianka. Uważam jednak, że żaden zespół nie zwycięży dwa razy z rzędu.
Czyli nikt nie wykorzysta atutu własnej hali?
- Na tym poziomie nie ma różnicy, gdzie się gra. Decydująca może być podróż, bo oba miasta są daleko od siebie położone.
Dlatego Muszynianka wyjechała do Piły już w poniedziałek i noc spędziła w Kaliszu.
- Wszyscy próbują jakoś rozkładać tę podróż, bo po kilkunastu godzinach w autokarze zawodniczki wychodzą z opuchniętymi nogami, a do tego tracą dzień treningu.
Czy obaj szkoleniowcy mogą się czymś zaskoczyć?
- Raczej nie. Jednak najważniejsze jest to, że bardzo dobrze znają się zawodniczki. Trenerzy mogą im coś podpowiedzieć, trochę skorygować taktykę. Jednak te zespoły bardzo często ze sobą grają, a do tego analizują materiały wideo.
W drugim meczu Bogdan Serwiński, trener Muszynianki, postawił na Izabelę Bełcik. To był chyba strzał w dziesiątkę.
- Ale ona i tak nie jest jeszcze w najwyższej formie. Dopiero dochodzi do siebie po kontuzji i słabszym początku sezonu. Iza na pewno potrafi grać lepiej, jednak jej wystawa z wyskoku mocno komplikuje grę rywalkom. Nie wiem, czemu Marco Bonitta wziął zamiast niej do reprezentacji Magdalenę Godos.
Po słabym pierwszym meczu Muszynianka zmieniła się nie do poznania i w niedzielę zagrała o niebo lepiej. Jak Pan motywował swoje zawodniczki po takich klęskach?
- Nieraz miałem takie sytuacje. Kiedyś moje zawodniczki były mocno naładowane przed meczem Grand Prix z Niemkami. I co? Przegrały szybko 0:3. Wtedy wziąłem je na rozmowę, gadaliśmy chyba do północy. Po spotkaniu powiedziałem tylko: plastry na gęby i do spania. Na drugi dzień wygraliśmy z Holandią (śmiech). Jakby nie poszły spać, tylko rozpamiętywały porażkę, to mogłoby się skończyć katastrofą.
To może teraz da się Pan namówić na wytypowanie nowego mistrza Polski?
- Mam swój typ. Wszystko przemawia za Muszyną, mimo że teraz gra dwa mecze w Pile. Jednak ma ona trochę więcej atutów i bardziej doświadczone zawodniczki.
* Rozmawiał
Piotr Jawor - Gazeta wyborcza Kraków
źródło: Gazeta wyborcza Kraków
autor: Anna Bajorek