- Przede wszystkim złość i to taką, że jak w środę wyjdziemy na decydujący mecz z Piacenzą, to chyba będziemy chcieli ich roznieść. Strasznie byliśmy wściekli wracając po spotkaniu do Trento z poczuciem zmarnowanej szansy. Przecież do szczęścia zabrakło dwóch punktów! - opowiada o uczuciach po meczu finałowym Michał Winiarski.
Przegląd Sportowy:
U siebie w play-off Itas Diatec Trentino nie stracił jeszcze nawet seta. Podtrzymacie tę serię?
Michał Winiarski:
- Przed meczem w Piacenzie byłem przekonany, że podtrzymamy też passę zwycięstw i zakończymy ten finał wynikiem 2:0. Było blisko. Gdy udało mi się zablokować atak Bovolenty i wyrównaliśmy na 14:14 myślałem, że rywal jest nasz. Niestety, w kolejnej akcji sędzia odgwizdał mój błąd. Uznał, że przełożyłem ręce nad siatkę.
A przełożył pan?
- Kłóciłbym się, po której stronie siatki była piłka, gdy ją dotknąłem. Trochę szkoda, że bardziej zdecydowanie nie zaatakowałem... Nie ma jednak co do tego wracać.
Michał Winiarski (fot. Reprezentacja.net)
Trener Raul Lozano dał do zrozumienia, że nie będzie miał pan wakacji, tylko zaraz po ostatnim meczu finału trafi na obóz do Spały. Rozmawiał pan z selekcjonerem?
- Przed pierwszym meczem. Teraz mamy się skontaktować po ostatnim. Ale jeśli Raul twierdzi, że lepsza dla mnie będzie siłownia niż plaża, nie mogę z tym polemizować. Teraz przede mną najważniejszy miesiąc w roku, potem kolejne. Skoro tyle wytrzymałem, dam radę i tym razem, w Spale. Dla medalu olimpijskiego wytrzymam wszystko, zacisnę zęby i będę znów trenował na maksa.
* Rozmawiał Żelisław Żyżyński - Przegląd Sportowy
źródło: Przegląd Sportowy
opracowanie: Karolina Kosek