- Już dziś muszę przyznać, że priorytetem dla mnie w tym turnieju jest - obok kwalifikacji - zdrowie zawodniczek. Są zmęczone, potrzebują psychicznego odpoczynku. - mówi w wywiadzie dla "Przeglądu Sportowego", tuz przed pierwszym meczem olimpijskiego turnieju kwalifikacyjnego w Tokio Marco Bonitta.
Przegląd Sportowy:
Pańska ekipa miała już dwie okazje, by awansować o igrzysk, ale obie - w Pucharze świata i kwalifikacjach europejskich w Halle - zaprzepaściła.
Marco Bonitta:
- Puchar świata był rozgrywany w najtrudniejszym momencie dla tej drużyny. Nigdy wcześniej się do tego nie przyznawałem, ale podczas listopadowego meczu z Japonkami, który przegraliśmy, prowadziłem zespół, ale przez cały czas myślami byłem daleko, przy mojej chorej żonie we Włoszech. To pierwszy raz w mojej trenerskiej karierze, kiedy aż tak straciłem koncentrację. Po meczu powiedziałem dziewczynom, że muszę lecieć do Italii. Zrozumiały, nikt nie miał pretensji. To był dla mnie trudny moment, ale takie zachowania są przecież ludzkie. Przegraliśmy Puchar świata, bo odbywał się miesiąc po nieudanych dla nas mistrzostwach Europy. Liczyliśmy w nich na finał, a nie udało się nawet wskoczyć na podium. W Halle zagraliśmy bardzo dobrze, ale nie awansowaliśmy, to prawda. (...)
Cztery lata temu awansował pan do igrzysk w Atenach z ekipą Italii również dopiero w maju, podczas światowych kwalifikacji. Czy teraz historia się powtórzy?
- Wtedy zagraliśmy w Japonii bardzo słabo. Wyszliśmy z trzeciego miejsca, z czwartego na olimpiadę awansowała Rosja. Pierwszą i drugą lokatę zajęły odpowiednio Japonia i Korea. W porównaniu do tamtej Italii dziś prowadzę drużynę mocniejszą psychicznie, pewniejszą siebie. Włoszki były wtedy zawiedzione, że musiały przyjeżdżać w maju na jeszcze jedne kwalifikacje. Polki mają dziś wielką radość z gry i są w pełni zmobilizowane.
Marco Bonitta (fot. reprezentacja.net)
Trudno sobie wyobrazić, byśmy nie awansowali do Pekinu. Czy zamierza pan w Tokio do końca grać podstawowym składem?
- Zaczekajmy jeszcze tydzień. Już dziś muszę jednak przyznać, że priorytetem dla mnie w tym turnieju jest - obok kwalifikacji - zdrowie zawodniczek. Są zmęczone, potrzebują psychicznego odpoczynku. Nie chcę ich narażać na kontuzje. Oczywiście, nawet w razie awansu nie zmienię pod koniec turnieju całej szóstki, bo to wyglądałoby brzydko. Ale przemeblowania składu mogą być. (...)
Coraz częściej można odnieść wrażenie, że chce pan zostać w Polsce na dłużej.
- Nie poczyniłem jeszcze ku temu żadnych konkretnych kroków. Kontrakt kończy mi się od razu po igrzyskach....
* Rozmawiał Rafał Bała - Przegląd Sportowy
Więcej w Przeglądzie Sportowym
źródło: Przegląd Sportowy
autor: Anna Puch