1. Brazylia
2. Włochy
3. USA
4. Kuba
5. Chiny
6. Serbia
7. Japonia
8. Rosja
9. Polska
10. Korea
seniorzy, plusliga 21.11.2008 08:18:56

- Jest przywódcą. To on ustawia grę, jemu nikt nie dyktuje warunków, przeciwnie - to on je narzuca. Tymi słowami kolegę klubowego z PZU AZS Olsztyn a także z reprezentacji Polski seniorów, opisuje Wojtek Grzyb. Kim jest Paweł Zagumny?
To jeden z najlepszych polskich rozgrywających w historii. Najlepszy zawodnik na tej pozycji na świecie w 2006 roku. - Faktycznie nikt raczej nie stara się podważać mojego autorytetu... – mówi o sobie popularny „Guma”.
|
CV: Paweł Zagumny Data urodzenia: 18 października 1977r.
Miejsce urodzenia: Jasło
Specjalność: Rozgrywający
Wzrost: 200 cm
Zasięg w bloku: 317 cm
Zasięg w ataku: 336 cm
Pseudonim: Guma
Znak zodiaku: Waga
Stan cywilny: Żona Oliwia
Dzieci: Córka Wiktoria, ur. 2004r.
Kluby:
- MKS MDK Warszawa, Politechnika Warszawa,
- Czarni Radom (1995-1997),
- Bosman Morze Szczecin (1998-2000),
- Edilbasso Padwa, (2000-2003),
- AZS Olsztyn (od 2003)
Sukcesy klubowe:
- II miejsce mistrzostw Polski z PZU AZS Olsztyn (2004, 2005),
- III miejsce mistrzostw Polski PZU AZS Olsztyn (2006, 2007, 2008);
Sukcesy reprezentacyjne:
- II miejsce mistrzostw świata (2006);
- reprezentant Polski na olimpiadach w Atlancie,
Atenach, Pekinie(1996,2004, 2008);
- I miejsce mistrzostw świata juniorów (1997);
- I miejsce mistrzostw Europy juniorów (1996).
|
Słuchając opinii na temat Pawła i tego, co sam o sobie mówi, można odnieść wrażenie, że to człowiek o dwóch twarzach. Ta pierwsza - zawodowa, z siatkarskich parkietów i ta druga - prywatna, znana tylko rodzinie i przyjaciołom. Z jednej strony małomówny, zdecydowany, prowadzący kolegów do walki przywódca a z drugiej miły, lubiący spotkania przy grillu i skory do rozmów dobry kolega.
- Na Pawle mogę polegać, mogę chyba określić go mianem przyjaciela. Krąży stereotyp, że jest małomówny, i cóż, może i tak jest, ale tylko na boisku. Prywatnie to wygadany facet. Może nie jest gadułą, ale milczkiem też nie – twierdzi Wojtek Grzyb. Trochę tajemniczy, poważny, zdecydowany, jaki jeszcze...?
Siatkówka – od zawsze, na zawsze
W przypadku Pawła można powiedzieć, że to nie on wybrał siatkówkę – to raczej ona wybrała jego. Nigdy nie stawiał sobie pytań: kim będę? Czym się zajmę w przyszłości? Już jako dziecko wiedział. - Mój ojciec grał w siatkówkę, mama również. Oboje byli trenerami. Właściwie nie miałem wielkiego wyboru. Od najmłodszych lat w moim życiu była tylko siatkówka. W zasadzie nie miałem żadnych wątpliwości, już na początku wiedziałem, że siatkówką zajmę się na poważnie.
Od pierwszych dni swojej siatkarskiej kariery ustawiany był na pozycji rozgrywającego, dlatego też jednym z idoli z tamtych czasów był wieloletni gracz AZS Olsztyn, Mariusz Szyszko. - Myślę, że wtedy nie było w Polsce lepszego – wspomina Zagumny. Z siatkarzy zza granicy podziwia włoskiego „wystawiacza” Tofoliego. - Ze światową czołówką nie mieliśmy większego kontaktu, tylko czasami przewijała się jakaś kaseta i wtedy bardzo podobała mi się gra włoskiego rozgrywającego.
Kluby
Pierwszym klubem Gumy był MKS MDK Warszawa. Mając 13 lat swoje pierwsze kroki stawiał pod okiem trenera Andrzeja Marcinkowskiego. Później jego kariera stale się rozwijała a Pawłem zainteresowane były coraz to lepsze kluby nie tylko z Polski, ale też z zagranicy. Kolejno reprezentował barwy Politechniki Warszawa, Czarnych Radom, Morza Szczecin oraz AZS-u Olsztyn. Jak można się było spodziewać pojawiła się również propozycja z Włoch. Zaraz potem Zagumny wyjechał do Padwy.
- Moja decyzja o tym czy jechać, mogła być tylko jedna. Tak, jechać! Takich okazji się nie odrzuca, musiałem ją przyjąć. Jak sam często podkreśla dokonany przed laty wybór, teraz tylko pomaga. Paweł przypomina, że jeszcze 7 lat temu różnica klas pomiędzy rozgrywkami w Polsce a na Półwyspie Apenińskim była ogromna. Jego opinię potwierdzają również inni polscy zawodnicy, którzy zdecydowali się na grę w Italii. - Teraz decyzja o nauce w Serie A procentuje. Różnica między ligą polską a włoską jest nadal, a kiedy ja wyjeżdżałem, była ona jeszcze większa. Nasz poziom z roku na rok poprawia się, różnice się zacierają, ale jednak chyba jeszcze nie można tych dwóch lig w żaden sposób porównywać. Patrząc kilka sezonów wstecz można powiedzieć, że mieliśmy bodajże dwie drużyny, które ewentualnie mogłyby nawiązać równorzędną walkę z klubami z Półwyspu Apenińskiego. Teraz tych zespołów jest więcej, niemniej jednak liga włoska nadal pozostaje najsilniejszą ligą na świecie. Mamy tam 10, 11 ekip bardzo wyrównanych, które mogą walczyć o mistrzostwo.
W Italii
Zmiana otoczenia, która wiązała się z wyjazdem do Włoch, nie sprawiła Zagumnemu wielkiego kłopotu: - Z barierą językową poradziłem sobie szybko. Nie miałem z tym problemów. Samo życie we Włoszech na pewno jest inne niż w Polsce. Na pewno jest cieplej... Mieszkałem w bardzo ładnym mieście, w Padwie, stare włoskie miasto, ciekawe zabudowania, fajny klimat. Przestawienie się na grę z najlepszymi zawodnikami na świecie było dla mnie trudne. Szybko okazało się jednak, że to tylko chwilowy problem, z którym zmierzyć się muszą wszyscy zawodnicy tuż po zmianie klubu.
- Aklimatyzacja w zespole przebiegała bez większych kłopotów. Miałem dobrych, starszych ode mnie kolegów, którzy mi pomogli. Najpierw rozmawialiśmy po angielsku, później już po włosku. Dla Pawła trzy lata spędzone we Włoszech to przede wszystkim ciężka praca, treningi, mecze, wyjazdy, a po zakończeniu sezonu szybki powrót do domu. - Byłem w paru miejscach, ale w trakcie sezonu nie miałem dużo czasu na zwiedzanie. Po lidze chciałem jak najszybciej wrócić do domu, do rodziny, z którą dawno się nie widziałem. Byłem w Wenecji trzy razy gdyż mieszkaliśmy stosunkowo blisko. Podoba mi się to miasto – dodaje najlepszy „rozgrywacz” świata.
Olsztyn
Od 2003 roku Paweł Zagumny reprezentuje barwy AZS-u Olsztyn. Jest zawodnikiem z niemal największym stażem w drużynie. W barwach tego zespołu zapisał na swoim koncie największe klubowe sukcesy: wicemistrzostwo Polski w 2004 i 2005 roku oraz brązowy medal w 2006, 2007, 2008 roku. Od pięciu lat najlepszy polski rozgrywający nie schodzi z podium mistrzostw kraju. Dlatego też nie myślał do tej pory o zmianie barw klubowych: - Być może po tym sezonie będę czegoś szukał. Dotąd mieliśmy tutaj bardzo dobrą drużynę, klub walczący cały czas o medale mistrzostw Polski, wiec nie widziałem sensu, żeby zmieniać barwy klubowe – podkreśla zawodnik.
Początek sezonu 2007/2008 nie był już jednak tak pomyślny dla olsztyńskiego zespołu. Dotychczasowy sponsor postanowił zrezygnować z wspierania brązowego medalisty mistrzostw Polski. Klub został bez wsparcia finansowego, jednak nie bez czołowych zawodników. Nadal barw AZS-u bronią Wojciech Grzyb, Grzegorz Szymański i Paweł Zagumny. Ten ostatni podkreśla, że nie należy teraz rozważać odejścia z klubu: - W tym roku wieści o kłopotach finansowych dotarły do mnie już po „okienku” transferowym. Na razie działacze robią wszystko co mogą, żeby było dobrze. Tragedii nie ma, czekamy na nowego sponsora.
Pierwsze występy z Orłem na piersi
W kadrze kadetów Paweł Zagumny grał od 1993 roku. Nie był to jednak czas, który może zaliczyć do udanych. Występy w zespole kadetów przyniosły porażki i rozczarowanie. Pawłowi tamten okres kojarzy się raczej z niepowodzeniem, niewiele pozytywnych rzeczy pamięta, mało też o tym opowiada.
Pierwsze powołanie do seniorskiej drużyny przyszło trzy lata później. Polaków prowadził wówczas Wiktor Krebok. – Powołanie było dla mnie dużym zaskoczeniem. W tym czasie było dużo innych dobrych zawodników. Cieszyłem się, że trener postawił na mnie. Oczywiście nie byłem pierwszoplanową postacią, tylko drugim czy trzecim rozgrywającym. To normalna kolej rzeczy.
Paweł z rozbrajającą szczerością przyznaje, że sam dokładnie nie pamięta meczu, który mógłby uznać za swój prawdziwy debiut. – To było przed kwalifikacjami do Igrzysk w 1996 roku w Atlancie. Turniej w Patras. Nie potrafię jednak dokładnie określić momentu, który mógłby być czymś w rodzaju prawdziwego debiutu.
Na sukcesy w „dorosłej” siatkówce musiał jednak poczekać. Znacznie szybciej zaczął zdobywać złote medale mistrzostw Europy i świata w kategorii juniorów. Pierwsze trofeum przywiózł z Izraela w roku 1996, po raz pierwszy w został wtedy mistrzem Starego Kontynentu. Rok później, w Bahrajnie, wywalczył wspólnie z kolegami z kadry złoty medal mistrzostw Świata.
W ciągu wielu lat gry w siatkówkę miał okazję współpracować z wieloma trenerami. Jednak trudno mu było nie wyróżnić szczególnych zasług Raula Lozano w rozwoju polskiej siatkówki. - Jeśli chodzi o trenerów to myślę, że od każdego można coś ciekawego dla siebie wyciągnąć. Najwięcej jak do tej pory osiągnęliśmy pod wodzą Raula Lozano, który prezentuje podobne spojrzenie na grę jak większość szkoleniowców włoskich. A mnie ten styl prowadzenia drużyny bardzo pasuje. Jego ogólne podejście do treningów, poszczególnych ćwiczeń. Raul jest konsekwentny w tym, co robi, czasami trochę uparty. W zasadzie są to cechy, którymi mógłbym opisać samego siebie.
Olimpiada - niesamowite przeżycie, ale bez sukcesów
Możliwość udziału w Igrzyskach Olimpijskich jest marzeniem każdego sportowca. Pawłowi Zagumnemu udało się to marzenie zrealizować aż trzy razy. Był członkiem ekipy olimpijskiej w 1996 w Atlancie, w 2004 roku w Atenach i w 2008 roku w Pekinie. Największym przeżyciem był dla niego zdecydowanie rok 1996 i debiut olimpijski. - Atlanta to moja pierwsza Olimpiada. Niesamowite przeżycie. Mało tam grałem, ale ten wyjazd z pewnością się opłacił. Nieco inaczej było w Atenach, nie było już zachwytu towarzyszącego debiutowi na Igrzyskach, nie było też niestety i wymarzonego wyniku, czyli podium. - Igrzyska Olimpijskie w Atenach odebrałem już nieco inaczej. Chociaż podobnie jak cztery lata wcześniej przeszły jakby obok mnie, bo niewiele razy pojawiałem się wówczas na parkiecie. Ale dużo się tam działo, nasz zespół momentami grał dobrze. Pojechaliśmy tam również z innymi celami – twierdzi.
Za najlepsze Paweł Zagumny uważa ostatnie igrzyska w Pekinie. - Myślę, że pod względem organizacji na pierwszym miejscu postawiłbym Igrzyska w Chinach. Chyba były również najlepsze dla mnie. Zagrałem na nich najlepiej i najwięcej. W Atenach czy Atlancie pojawiałem się na boisku sporadycznie i nie grałem zbyt wiele. Podkreśla jednak, że po raz kolejny nie udało się osiągnąć tego najważniejszego, wymarzonego przez wszystkich celu. – Nie zdołaliśmy tylko oczywiście postawić „kropki nad i”, czyli zdobyć medalu. Do strefy medalowej zabrakło nam bardzo niewiele. Myślę, że i gra była na tych ostatnich igrzyskach najlepsza i poziom organizacyjny także.
Igrzyska Olimpijskie to wielkie przeżycie nie tylko ze względu na niespotykane gdzie indziej emocje sportowe. Równie ważne są aspekty wybiegające nieco poza siatkarskie boisko. Jednym z nich jest możliwość spotkania się z najlepszymi sportowcami na globie zgromadzonymi przez te trzy tygodnie w jednym miejscu, czyli w wiosce olimpijskiej. Czy rozgrywający polskiej kadry, podobnie jak olimpijscy debiutanci, emocjonował się możliwością takich spotkań? - Byłem już trzeci raz na Igrzyskach, więc nie zaprzątałem sobie głowy takimi rzeczami. Oczywiście ci, którzy pojechali pierwszy raz, na pewno byli w głębokim szoku, ale za trzecim razem już troszkę inaczej się na wszystko patrzy. Przyznaję jednak, że w Atlancie chodziłem oczywiście z otwartą buzią, widząc na każdym kroku sportowców, których dotąd oglądałem tylko w telewizji – stwierdza.
Ciemniejsza strona sportu
W zawodowym sporcie kontuzje są wpisane w życie każdego zawodnika. W przypadku Pawła można śmiało powiedzieć, iż los nie był dla niego przychylny a kontuzje zdarzały się bardzo często i jak to zwykle bywa - w najmniej odpowiednich momentach. - Tak, najgorsze są właśnie kontuzje, które w trakcie kariery mnie nie omijały. Sam powrót do gry już po wyleczeniu również nie należy do najłatwiejszych. Mnie przeważnie te urazy przytrafiały się w okresie reprezentacyjnym. W czasie ligi praktycznie nic się groźnego nie działo, poza drobnymi kontuzjami, kiedy to opuszczałem maksymalnie jeden, może dwa mecze.
Grzegorz Szymański jest zdania, że gdyby nie kontuzje Paweł już dawno znalazłby się na tym poziomie, który obecnie prezentuje. - Szkoda, że przez kilka lat trapiły go kontuzje, np. miał duże kłopoty z kręgosłupem. Mógłby w tym czasie osiągnąć sporo sukcesów, bo potencjał ma naprawdę wielki – uważa Grzegorz.
"Guma" wspomina także swoje jak do tej pory największe rozczarowanie związane z grą w biało-czerwonych barwach. - Wracałem po kontuzji a trener Ryszard Bosek nie wziął mnie na finał Ligi Światowej, który był wtedy rozgrywany w Katowicach. Myślę, że byłem na tyle zdolny do gry, aby być może nie pierwszym, ale drugim rozgrywającym. Bardzo mnie to wtedy dotknęło.
W kolejnych latach Paweł już na stałe zagościł w podstawowym składzie, ale drużynie nadal nie udawało się potwierdzić swoich ogromnych możliwości. Sukcesy juniorskie nie przekładały się na wyniki „w seniorach”. Rozczarowani byli i siatkarze i kibice. Aż w końcu…
Srebrne czasy polskiej siatkówki
…aż w końcu nadszedł przełom. Zatrudniono nowego trenera z Argentyny – Raula Lozano i wreszcie z ważnej imprezy biało – czerwoni przywieźli medal. – Nasz występ w Japonii to najprzyjemniejszy moment w mojej karierze. Na pewno srebrny medal, a wcześniej dwa złote krążki w juniorach będę zawsze mile wspominał. Choć zdobyte na zupełnie innych poziomach, w zupełnie innym czasie to przyjemność z ich wywalczania jest podobna.
Trudno było także nie wspomnieć o meczu przeciwko Rosjanom. Nikogo nie powinno dziwić, że Paweł właśnie to spotkanie wymienia jako najbardziej emocjonujące ze wszystkich, w jakich do tej porty miał okazję zagrać. - Mecz z Rosją z ostatnich mistrzostw, bardzo zacięty, ale wygrany. Pamiętam też finały, w których grałem w reprezentacji – i w juniorach i seniorach. A przegrane? – z Serbami, których gry nie mogliśmy długo przełamać, aż w końcu udało się w Japonii.
Dla każdego z wicemistrzów świata wynik listopadowego mundialu to tylko kolejny powód do tego, aby w przyszłości jeszcze bardziej zaangażować się w treningi i dalej ciężko pracować. Mówili o tym już na lotnisku ze srebrnymi medalami na piersi, powtarza to również Paweł. - Teraz chcemy walczyć o następne medale. Będziemy dalej trenować, bo takie chwile jak w Japonii należą do najprzyjemniejszych w życiu sportowca. Kiedy się zdobywa medal. Wiadomo, że niczego nie da się zaplanować. To w końcu sport, wszystko się może zdarzyć. Inni również trenują. Ale będziemy się starać.
Nieudany rok 2007
Przyszedł jednak pechowy dla polskich siatkarzy rok 2007, podczas którego blask japońskiego srebra miał nieco zblednąć.. - Na pewno będziemy chcieli się pokazać w meczach u siebie. Liga Światowa to duże wydarzenie - stwierdził jeszcze przed sezonem reprezentacyjnym Paweł Zagumny - Nie byłem zaskoczony tym, że przyznano nam organizację finału. Organizacyjnie zawsze stawaliśmy na wysokości zadania, pod względem sportowym podnieśliśmy swój poziom, mam nadzieję, że przed własną publicznością staniemy na podium...
Stało się jednak inaczej. Magia katowickiego Spodka, który przez pięć dni był stolicą światowej siatkówki, nie zadziałała. Wszystko zaczęło się jednak bardzo pomyślnie dla „biało – czerwonych”. Zwycięstwa nad Francją i USA pozwoliły im awansować do półfinału, w którym natknęli się na niepokonanych Canarinhos, przed którymi Polacy zawsze czuli pewien respekt. – Graliśmy z bardzo silnymi drużynami. W półfinale przegraliśmy z Brazylią, której nigdy nie udało nam się pokonać za kadencji Raula Lozano. Myślę, że zagraliśmy dwa albo trzy sety dobre, jeden dość dobry. W meczu o brązowy medal ponieśliśmy porażkę ze Stanami Zjednoczonymi. Wydaje mi się, że na tym turnieju zabrakło nam zdrowia. I w tym można by upatrywać największej porażki – podkreśla główny reżyser gry polskiej reprezentacji.
Porażkę, bo tak trzeba nazwać czwarte miejsce zajęte w Katowicach, wielu obserwatorów postrzegało jako „początek końca” drużyny prowadzonej przez Raula Lozano. Czy wpłynęła ona w jakiś sposób na psychikę zawodników? - Nie sądzę, że porażka w Lidze Światowej odbiła się na naszej psychice – podkreśla popularny „Guma”.
Jednak czwarta pozycja w Lidze Światowej była dopiero początkiem prawdziwych kłopotów siatkarzy z orzełkiem na piersi. Mistrzostwa Europy w Rosji miały przypieczętować wielką formę „biało – czerwonych”. Skończyło się jednak na dotkliwej porażce i dalekiej, jedenastej pozycji. W oczach Zagumnego był to upadek polskiej ekipy. - Myślę, że nie było to spowodowane Ligą Światową. Były tam inne czynniki, które przeszkodziły nam w grze. Co zatem zdaniem olsztyńskiego rozgrywającego było przyczyną tak słabego występu Polaków na imprezie, która miała być dla nich potwierdzeniem wielkości? - Być może absencja Mariusza Wlazłego spowodowała to, że morale w drużynie było dość niskie i po pierwszym potknięciu nie potrafiliśmy się podnieść i grać tak jak wcześniej.
Najlepszy „rozgrywacz” świata!
Paweł Zagumny należy do jednych z bardziej doświadczonych zawodników w naszej kadrze. - Podobnie jak trener Lozano jestem uparty w dążeniu do celu, bywam nerwowy. Powiedziałbym, że to są i wady i zalety. W sporcie te cechy pomagają, w życiu osobistym przeszkadzają. Na pewno mam w sobie jakieś cechy przywódcze. Koledzy na boisku słuchają mnie, liczą się z moim zdaniem. Raczej nikt nie stara się podważać mojego autorytetu. Znajomi podkreślają jednak, że umie się bawić, ma świetne poczucie humoru.
- Chociaż na boisku jest inny niż w kontaktach prywatnych – spokojny, stateczny. Facet światowego formatu – mówi Wojtek Grzyb.
- Można z nim szczerze porozmawiać, jeśli są problemy to wszystko można z nim szybko wyjaśnić, tak aby nie zostały żadne niedomówienia – dodaje Piotr Gruszka. - Ma dobrze poukładane w głowie, świetnie mi się z nim współpracuje. Pierwszy „rozgrywacz” świata – to wiele mówi.
- Fajny kumpel, można z nim konie kraść – to z kolei opinia Grzegorza Szymańskiego. - Jest inteligentnym facetem, a czasem krótkie i mądre wypowiedzi są bardzo, bardzo cenne i trafne.
Nasuwa się tu od razu pewna anegdota, jak to pewien dziennikarz zapytał bohatera niniejszej sylwetki „jaka jest Twoja zagrywka? Mocna czy lekka? - Przyjdź i sam spróbuj odebrać – skwitował Paweł.
O Zagumnym w samych superlatywach mówi też asystent Raula Lozano, Alojzy Świderek.
- W tej chwili to najlepszy polski rozgrywający. Pod względem doświadczenia, dojrzałości zawodniczej nabytej w ciągu długich lat występów. To, w jaki sposób teraz gra, to w mojej opinii kwintesencja całej jego kariery. To, co od samego początku chciał osiągnąć, a nie zawsze mu się to udawało. W jego grze widzi się, co mnie bardzo cieszy, radość z tego, co robi. Z tego jak dobrze zagra, jak piłka jest skończona dobrze przez atakującego. Cieszy się z udanych akcji, z tego, że oszukał przeciwnika, że mu wyszło. Widać, że siatkówka z powrotem zaczęła mu sprawiać przyjemność.
Na pytanie o to czy długo trzeba było go namawiać na grę w drużynie narodowej po przejęciu jej przez Argentyńczyka, Świderek stwierdził: - Paweł jest zawodnikiem bardzo mądrym. Szybko zrozumiał, że większa praca, jaką trzeba włożyć w trening tylko mu pomoże. Chciałem też podkreślić, że chodzi tu
o mądrą pracę. On miał wiele problemów zdrowotnych, i myśmy tak zaprogramowali tę naszą pracę, uwzględniając jego liczne kłopoty. Paweł trenuje troszkę inaczej niż wszyscy inni. Cały zespół to akceptuje, a on zdaje sobie sprawę, że w niektórych elementach, których jest bardzo niewiele, trenuje inaczej niż reszta. Alojzy Świderek mówi też o roli, jaką Zagumny spełnia w zespole. - Paweł ma bardzo duży wpływ na to jak gra cała drużyna. Jest siatkarzem inteligentnym, dobrze czyta grę. Potrafi z trudnych momentów wychodzić obronną ręką. Często ma się do niego pretensje, jak np. fakt, że w Lidze Światowej dwa lata temu trzy razy rozegrał do Świdra a ten nie zakończył akcji punktem. Dla mnie to nie miało znaczenia, sposób jego rozegrania. Teraz natomiast sądzę, że jego pozycja jest tak silna, że nikt nie będzie mu wytykał jego błędów.. Ma możliwość zrobić teraz kolejny krok do przodu i być jeszcze lepszym. – kończy Świderek.
„Guma” poza parkietem
Paweł Zagumny nie jest tylko siatkarzem, uważanym za najlepszego rozgrywającego na świecie, ale i studentem. - Właśnie piszę pracę magisterską – zdradza Paweł, który już niedługo ukończy stosunki międzynarodowe.
Czas wolny od treningów i gry poświęca rodzinie - Przeważnie spędzam czas wolny w domu, z rodziną. Przy komputerze, książce, czasami obejrzę jakiś dobry film. Oczywiście czasem trzeba też trochę czasu poświęcić na szkołę i naukę – dodaje.
Swoją przyszłą żonę Oliwię poznał w jednym z warszawskich klubów. Czym go urzekła? - Krótko mówiąc musi mieć to „coś”. Coś co ma moja żona. W przypadku państwa Zagumnych idealnie sprawdza się teza o tym, że przeciwieństwa się przyciągają. – Oliwia jest zupełnie inną osobą niż ja. Raczej moje przeciwieństwo. Zawsze pogodna, wesoła, potrafi podtrzymać mnie na duchu, pocieszyć. Świetnie zajmuje się naszym domem, kiedy mnie nie ma. Poza tym jest bardzo ładną, zgrabną kobietą. Ślub wzięli 19 lipca 2003 roku. Ich córka Wiktoria urodziła się tuż po zakończeniu turnieju olimpijskiego w Atenach. – Byłem przy porodzie. Zaraz po moim powrocie z Grecji. Niesamowite przeżycie.
W kuchni – „nie szalejący tradycjonalista”
Z czasów spędzonych we Włoszech Pawłowi pozostało zamiłowanie do tamtejszej kuchni.
- Jeżeli sam coś przyrządzam to dania włoskie, albo jakieś mięso na grillu. Bardzo lubię potrawy z kuchni włoskiej, kiedy grałem we Włoszech przyzwyczaiłem się do tego typu jedzenia. Z polskich? Na pewno mielone i tradycyjny polski schabowy. I jeszcze steki wołowe. W tej dziedzinie nie decyduje się na eksperymenty. - Kiedyś Łukasz Żygadło namówił mnie na sushi, ale jakoś niespecjalnie mi to smakowało. Jeśli chodzi o jedzenie to faktycznie jestem tradycjonalistą, nie szaleję.
Marzenia
Nie ma ich zbyt wiele. Zależy mu przede wszystkim na spokoju i chwili odpoczynku - Chciałbym kiedyś pojechać do Meksyku albo na Kubę, nie byłem też nigdy na Dominikanie. Jak się „nalatam” w sezonie reprezentacyjnym, to później wolałbym pojechać gdzieś bliżej, żeby tego uniknąć. Dodaje także, że marzy mu się wreszcie własny dom, w którym mógłby zamieszkać z żoną i córką.
– Chciałbym posadzić drzewo koło własnego domu w końcu. Móc w nim przede wszystkim wreszcie zamieszkać, chociaż przez chwilę. Buduję go od lat i ciągle to nie jest skończone...
Co dalej?
Po zakończeniu Igrzysk Olimpijskich w Pekinie przyszedł czas na rozstanie z trenerem Raulem Lozano, z którym PZPS postanowił nie przedłużać umowy. Ogłoszony został konkurs na nowego szkoleniowca reprezentacji Polski, a na łamach prasy toczy się dyskusja, czy powinien być to Polak czy obcokrajowiec. Jakie cechy, zdaniem pierwszego rozgrywającego polskiej kadry, powinien mieć trener, by móc osiągnąć sukcesy z reprezentacją Polski? - Nie zastanawiałem się nad tym. Najważniejsze, żeby był otwartym i szczerym człowiekiem i miał dobry warsztat siatkarski. To jest chyba najistotniejsze – podkreśla Paweł Zagumny.
Twierdzi również, że na razie nie myśli o zakończeniu kariery, chciałby pograć jeszcze kilka lat na wysokim poziomie: - Na razie nie wybieram się na emeryturę – mówi. Czy ma zamiar „dyrygować” grą polskiej reprezentacji aż do Igrzysk Olimpijskich w 2012 roku w Londynie? - Nie wybiegam aż tak daleko w przyszłość. Zobaczymy, na co mi zdrowie pozwoli. Jeżeli będę w stanie cały czas pomagać drużynie, a nie przeszkadzać, to na pewno będę chciał być w reprezentacji. Jeżeli stwierdzę, ze już jestem nieprzydatny, to sam zrezygnuję.
Na polskich parkietach pojawiają się „nowe twarze”, również na pozycji rozgrywającego. Konkurencja rośnie, jednak doświadczony zawodnik daleki jest od chwalenia młodych kolegów. Paweł Zagumny podkreśla, że to do nowego trenera należeć będzie wyłanianie młodych talentów. - Tu nie liczy się moje zdanie, tylko zdanie nowego trenera. Myślę, że jemu zostanie powierzone zadanie wyłowienia takiego talentu.
A co z życiem po zakończeniu kariery? Reprezentacyjny rozgrywający nie zaprząta sobie na razie tym głowy: - Staram się te myśli odkładać jak najdalej. Chciałbym pograć jeszcze minimum pięć lat. Oby na jak najwyższym poziomie – kończy z nadzieją.
-------------------
*Hanna Niełacna - Reprezentacja.net,
aktualizacja Natalia Lasoń - Reprezentacja.net listopad 2008
--------------------
*Niniejszy tekst w rozszerzonej wersji, uzupełniony o dodatkowe materiały fotograficzne, dostępny jest w formacie *.pdf (Acrobat Reader) w prawym menu naszej strony, w dziale Sylwetki. Znaleźć tam można również sylwetki innych zawodników, zawodniczek i trenerów.
źródło: Reprezentacja.net
opracowanie: Natalia Lasoń
Do wiadomości napisano 70 komentarzy

Kadetki:
Włochy, Zocca
8-12 stycznia 2009r.
----------------------
Kadeci:
Polska, Rewal
6-10 stycznia 2009r.
Skład kadry
Wyniki