Reprezentacja.net:
W sobotnim meczu nie zobaczyliśmy Pana w wyjściowej "szóstce"- komentatorzy wspominali o urazie. Czy rzeczywiście coś jest na rzeczy?
Sebastian Świderski:
- Tak. Mam problem z mięśniami międzyżebrowymi i jest to dosyć dokuczliwe. Stało się to w piątek. W poprzednim spotkaniu w ogóle nie wystąpiłem, ostatnio również nie powinienem grać - zacząłem odbijać piłkę dopiero w przeddzień sobotniego spotkania. Trener zaryzykował wpuszczając mnie na boisko a ja, jak każdy, chciałem dać tyle, ile mogłem. Niestety, nie dałem za dużo, bo to spotkanie przegraliśmy (Świderski mimo gorszej dyspozycji fizycznej zagrał bardzo dobrze - za występ otrzymał najwyższą w zespole notę - przyp.red.). To kolejny mecz przegrany na południu kraju – mamy przykre wspomnienia z pojedynków z zespołami z tamtych rejonów.
Czy w takim razie zobaczymy Pana na boisku w dzisiejszym spotkaniu?
- Na tę chwilę trudno powiedzieć. Jestem na środkach przeciwbólowych i mięśnie międzyżebrowe dosyć mocno mi dokuczają, zobaczymy jak to będzie. Jestem umówiony na konsultację medyczną i od tego będzie wiele zależało. Jeżeli będę mógł pomóc drużynie, na pewno będę chciał zagrać. Jeżeli trenerzy czy sztab medyczny zadecydują, że powinienem się do końca wykurować, po raz kolejny obejrzę mecz z ławki. Nie robię jednak z tego powodu tragedii – celem nie jest najbliższy mecz, ale bardziej odległe wyzwania. Potrzeba trochę czasu na regenerację i dojście do siebie.
Wróćmy do spotkania z Martina Franca. W pierwszych dwóch partiach zawodziły blok i przyjęcie przy dobrze serwujących rywalach, mieliście także ogromne problemy z wykończeniem akcji...
- Rzeczywiście, ale nie tylko zespół Martina Franca grając z nami stawia na bardzo mocną zagrywkę starając się tym elementem wyrządzić nam duże szkody. W pierwszych dwóch setach nie mogliśmy sobie poradzić i dobrze przyjąć. Mieliśmy ogromne problemy z wyprowadzeniem akcji i później ze skończeniem ataku. To nas jednak nie usprawiedliwia, bo wcześniej nawet ze złym przyjęciem potrafiliśmy wygrywać, wyprowadzać cztery ataki w jednej akcji grając z głową. Zabrakło cierpliwości i trzeźwości umysłu – chcieliśmy za szybko skończyć piłkę i to się mściło. Zespół Stamplastu nie walczy o mistrzostwo, ale o play-offy – zrobią wszystko, by ten cel uzyskać. My nie powinniśmy zagrać tak jak w sobotę.
W trzecim secie to, co wcześniej zawodziło zaczęło świetnie funkcjonować - wygraliście partię do 7. Wydawało się, że niemoc została przełamana, ale nie udało się tego utrzymać w czwartej partii. Dlaczego?
- Nie ma jednego wytłumaczenia, na pewno w trzecim secie wyszła z nas sportowa, męska złość, która spowodowała, że zaczęliśmy grać coraz lepiej. Z drugiej strony rywal chyba za szybko uwierzył w sukces, trener Stamplastu zaczął wprowadzać zmiany, które nie przyniosły efektu i set skończył się naszym wysokim zwycięstwem. W czwartej partii rywale zaczęli grać ponownie swoją siatkówkę, a my żadnym elementem nie potrafiliśmy się temu przeciwstawić. W dodatku sędzia popełnił dwa błędy i nagle zrobiło się 20:14. Ciężko się w takim momencie uspokoić i odrobić straty.
W zespole rywala liderami w ataku byli środkowi Mastrangelo i Corsini. Być może to rozwiązanie taktyczne was zaskoczyło?
- Corsini dopiero dwa tygodnie temu przeszedł do Stamplastu ze względu na problemy innych środkowych. Molto ma zerwane więzadła krzyżowe, był operowany i przez pół roku nie będzie grać w siatkówkę, Stancu pojechał natomiast reprezentować kraj w walce o kwalifikacje mistrzostw świata. Francesco Corsini został ściągnięty z Serie A2, to zawodnik zupełnie nieznany, mieliśmy bardzo mało materiałów na jego temat. Nasza taktyka była prosta - odpuszczać tego zawodnika, koncentrując się na skrzydłowych i jedynie od czasu do czasu próbować go powstrzymać. Niestety: raz że nie udało się go powstrzymać, dwa – nie udało się zatrzymać także pozostałych zawodników. Na pewno w tym meczu był jakiś błąd taktyczny. Zawsze może się to zdarzyć, ale podczas spotkania jest czas na poprawę i zmianę taktyki. Nie zrobiliśmy tego. Rywale natomiast doskonale dostosowywali taktykę do naszych zmian.
Ostatnio wygrane nie przychodzą wam łatwo, najczęściej w pieciu setach, w sobotę porażka... Czy można powiedzieć, że dopadła was "zadyszka" po niemal bezbłędnie rozegranej rundzie zasadniczej?
- Na pewno zaczynamy odczuwać problemy fizyczne. Ciężka praca, jaką wykonaliśmy w pierwszej rundzie, przynosiła efekty do pewnego momentu. Ostatnio zaczyna się to coraz bardziej kumulować: mecze ligowe w tygodniu, dochodzi Liga Mistrzów. Zakładając, że zagramy w finale Pucharu Włoch, w styczniu przyjdzie nam rozegrac 10 spotkań, czyli trzy w tygodniu. Nie możemy jednak traktować tego jako głównego wytłumaczenia. Zaczynamy bardzo długi i trudny okres gry. Nie będzie czasu na dokładne przygotowywanie się do kolejnych meczów. Teraz dopiero zobaczymy prawdziwe oblicze tej drużyny. Trzeba zacisnąć zęby i grać tym, co się ma. Jest wielu zawodników w zespole z większymi i mniejszymi problemami zdrowotnymi, niektórzy grają mimo to, inni nie są w stanie. Zupełnie inaczej zaczynają wyglądać też treningi w tej sytuacji, a zmęczenie wychodzi. Martin Lebl narzeka na kręgosłup, Valerio Vermiglio i Matteo Martino - nie sa w pełni sił. Wszyscy mają swoje problemy.
Martino narzeka na kolano, co dokładnie mu dolega?
- Trudno powiedzieć, bo w każdym tygodniu jest to coś nowego, trochę innego. Na pewno jest to efekt zmęczenia, bo to młody zawodnik, który gra bardzo dużo w reprezentacji i klubie, a dodatkowo wykonuje bardzo ciężką pracę na siłowni. Już dawno nie widziałem zawodnika, który aż tak dużo ćwiczyłby na siłowni, szczególnie na nogi. To zmęczenie się odkłada i kiedyś musi wyjść. W jego przypadku stało się to w ostatnim czasie.
Już dziś kolejny mecz, tym razem rywalem będzie Vibo Valentia. Co może Pan powiedzieć o tym spotkaniu?
- Na pewno jest to kolejny przeciwnik z południa kraju (śmiech). W pierwszej rundzie bardzo dużo kosztowało nas spotkanie z Vibo Valentią – musieliśmy się bardzo „namęczyć” by wygrać. Na pewno Valentia jak każdy zespół, przyjedzie do nas po zwycięstwo. Wierzę, że taki zimny prysznic, jaki zafundowali nam rywale w sobotę, zadziała pozytywnie i we wtorek podniesiemy się po porażce i grając siłami, które mamy wrócimy do swojej gry.
* Rozmawiała Dominika Chorzępa - Reprezentacja.net
źródło: Reprezentacja.net
opracowanie: Dominika Chorzępa
Do wiadomości napisano 44 komentarze











