Reprezentacja.net:
Co zadecydowało o wygranej Verony w niedzielnym meczu? W całym spotkaniu zdecydowaną przewagę rywale mieli w bloku.
Sebastian Świderski:
- Rzeczywiście, siatkarze z Verony zagrali bardzo dobrze w tym elemencie. My natomiast niestety mieliśmy zbyt wiele chęci skończenia piłki w pierwszym uderzeniu, nie graliśmy jak to się mówi „z głową”. Często należało wręcz zagrać lekko o blok, żeby po chwili wyprowadzić drugi atak. Trochę spieszyliśmy się i skończyło się jak się skończyło. Odczuwalny był na pewno brak Igora Omrcena, naszego podstawowego atakującego, który miał problemy z łydką. Nasz sztab szkoleniowy nie chciał ryzykować – we środę gramy już mecz 1/8 Pucharu Włoch z Vibo Valentia. Staff zadecydował więc, że Igor obejrzy ten mecz z trybun, nie trenował przez dwa dni i wczoraj dopiero zaczął się lekko ruszać. Cóż, Verona jest rewelacją rozgrywek i już niejednego, teoretycznie lepszego rywala pokonała, trafiło także na nas.
Udział Omrcena w meczu z Valentią jest już pewny?
- Raczej tak, jeśli nie wydarzy się nic nieoczekiwanego. Igor wczoraj miał robione USG łydki, które niczego nie wykazało, więc na tę chwilę można powiedzieć, że zagra w środę.
Na problemy z kolanem ostatnio narzekał także Mirko Corsano...
- Tak, ale Mirko ma już stałe problemy i dolegliwości kolana, które odzywają się co jakiś czas. Jest już do tego przyzwyczajony. Raz boli go bardziej, raz mniej, ale jest to człowiek, który w tych najważniejszych momentach zaciska zęby i gra mimo bólu. Podejrzewam więc, że w środę też wystąpi.
Nie wyobrażacie sobie chyba innego scenariusza niż wygrana?
- Każdy bardzo liczy na zwycięstwo i awans do czwórki, do półfinału. Jesteśmy obrońcami trofeum i bardzo chcielibyśmy zagrać w wielkim finale – wypadałoby, żeby obrońca zaszedł tak daleko. Natomiast teraz nie wybiegamy w przyszłość, ale koncentrujemy się na następnym przeciwniku. Wczoraj obserwowaliśmy i analizowaliśmy rywala – Vibo grało w poniedziałek mecz z Perugią. Można więc powiedzieć, że już od wczorajszego wieczoru przygotowywaliśmy się do spotkania z Valentią.
Wywalczyliście awans z pierwszego miejsca w grupie Ligi Mistrzów i w 1/8 finału zagracie z Fenerbahce. Jak ocenia Pan wyniki losowania?
- Wyszliśmy z pierwszej pozycji, ale patrząc z perspektywy czasu, gdybyśmy wiedzieli przed tym meczem, na kogo możemy trafić, nie chcielibyśmy wyjść z pierwszego miejsca. Friedrichshafen, Roeselare, Iraklis i Victoria – to chyba najsłabsza w tym momencie część drabinki. Nie trafiliśmy źle, bo mogliśmy wylosować Bełchatów jak drużyna rosyjska, natomiast trafił się nam pierwszy, teoretycznie słabszy rywal. Widziałem część meczu Częstochowy z Fenerbahce, wygrali dosyć łatwo. Jesteśmy pełni optymizmu, mierzymy wysoko i będziemy walczyć. Jest to, zresztą jak każdy zespół, rywal do pokonania. Wierzymy, że w następnej rundzie będziemy mogli zmierzyć się z kolejnym przeciwnikiem – prawdopodobnie rosyjskim Kazaniem.
17. stycznia ogłoszono nazwisko nowego trenera. Czy sądzi Pan, że Daniel Castellani będzie w stanie porwać was do czegoś wielkiego? Czy ma na tyle charyzmy, by osiągnąć sukces?
- Na to pytanie ciężko mi odpowiedzieć, bo ja tego trenera nie znam, nie miałem okazji pracować z Castellanim, nie wiem, jaką szkołę prezentuje. Z doświadczenia jednak wiem, że zawsze nowy szkoleniowiec wyzwala w zawodnikach nowe pokłady sił, że zmiana zawsze pozytywnie wpływa na zespół. Wierzę, że tak będzie z Castellanim. Z tego co wiem, zawodnicy Skry są zadowoleni ze współpracy z nim, mam więc nadzieję i wierzę, że reprezentacja też będzie zadowolona. Oceńmy tego trenera po zakończeniu sezonu reprezentacyjnego i niech wyniki same mówią za siebie. Nie oceniajmy go przed rozpoczęciem sezonu reprezentacyjnego, bo jeszcze nie zaczął pracować.
Castellani zapowiedział już, że w Lidze Światowej będzie chciał ogrywać młodych zawodników. To dobra decyzja?
- Na pewno tak, bo trener nie objął kadry na rok, ale na dłuższy okres. Szkoleniowiec ma powinność i możliwość rozbudowania kadry, sprawdzenia zawodników i przede wszystkim wprowadzenia nowych siatkarzy do reprezentacji, bo wiadomo że IO 2012, MŚ 2014 to taka trochę futurystyczna data dla zawodników starszych, doświadczonych. Oczywiście życzę jak najlepiej każdemu z nas, ale będziemy wówczas mieli już po 37 lat, a to dużo jak na siatkarza. W Polsce panuje też ogromna presja wyniku, więc trener Castellani nie może sobie pozwolić na granie całego sezonu młodzieżą. Wiemy, jakie jest środowisko, jakie są oczekiwania dziennikarzy i kibiców – każdy chce wygrywać. Liga Światowa będzie dobrym poligonem dla młodszych zawodników, a jeśli okażą się lepsi – będą mieli szansę wystąpić na Mistrzostwach Europy. Na pewno będzie to dobre przetarcie dla nich, tym bardziej, że gramy z Brazylią.
Wspomniał Pan niedawno, że widzi miejsce dla siebie w kadrze, nawet jeśli miałby Pan być rezerwowym. Podniosły się głosy, że z takiego zawodnika nie można rezygnować i to nie tylko w kontekście Mistrzostw Europy. Jak się Pan do tego odnosi?
- Miło mi to słyszeć, nie wszystkie takie opinie docierają do mnie. Aczkolwiek trzeba patrzeć na kadrę także pod kątem przyszłości i rozwoju reprezentacji. Należy też pamiętać, że każdy trener ma swoją ideę, widzi zespół inaczej i buduje go pod swoją taktykę. Nie wiem jeszcze, czy będę pasował do koncepcji reprezentacji trenera Castellaniego. Zacznijmy jednak od najważniejszego – na razie nie dostałem powołania, wstrzymajmy się więc z rozmowami do momentu, kiedy będzie już pewne, że znajdę się w składzie kadry.
Nasi szczypiorniści walczą w mistrzostwach świata. Mówi się, że kiedy im się dobrze wiedzie, także siatkarze mają dobry sezon. Kibicuje Pan ręcznym?
- Tak, oczywiście kibicuję. Poznaliśmy się podczas Igrzysk Olimpijskich. Co więcej, podczas ostatniego ich spotkania z Serbią rozpętała się mała wojna w naszym pokoju – ponieważ mieszkam z Marco Podrascaninem, Serbem (śmiech). Bardzo przeżywaliśmy to spotkanie, a że nie mogliśmy oglądać meczu na żywo, śledziliśmy tylko wynik w internecie i było troszeczkę śmiesznie. A mówiąc już poważniej, na pewno im kibicuję. Z tego, co pamiętam wcześniej niż oni zdobyliśmy wicemstrzostwo świata, oni wywalczyli srebrne medale chyba dwa miesiące później. Mam nadzieję, że w tym roku sytuacja się odwróci – oni zdobędą medal, a my pójdziemy w ich ślady.
W natłoku zajęć znajduje Pan czas i śledzi poczynania piłkarzy Bogdana Wenty?
- Może nie oglądam meczów, bo jesteśmy cały czas na wyjeździe w Veronie, gdzie przygotowujemy się do Pucharu Włoch, nie mam tu polskiej telewizji. Śledzę natomiast wszystkie informacje, czytam relacje w internecie, wiadomości. Mam je więc, można powiedzieć, z pierwszej ręki (uśmiech).
* Rozmawiała Dominika Chorzępa - Reprezentacja.net
źródło: Reprezentacja.net
opracowanie: Dominika Chorzępa
Do wiadomości napisano 480 komentarzy











