Komplet publiczności przyglądał się przez dwa dni poczynaniom czwórki finalistów turnieju Plus Cup 2009. Już w sobotę w drugim półfinale akademicy z Olsztyna sprawili niespodziankę wygrywając z faworyzowaną ekipą trenera Krzysztofa Stelmacha i stanęli przed szansą rewanżu za porażkę w finale PP dwa lata temu. Początek spotkania zwiastował wielkie widowisko, olsztynianie stawili czoła mistrzom kraju, wyszli do spotkania z podniesionymi głowami i przez większość meczu grali jak równy z równym, jednak klasę zespołu poznaje się po tym jak rozgrywa końcówki setów, a w tym Skra była wczoraj bezbłędna. Siatkarze z Bełchatowa „przyciskali” swoich rywali w najbardziej odpowiednich momentach. Po niespełna dwóch godzinach na boisku to oni odtańczyli taniec zwycięzców i wznieśli do góry upragnione trofeum. Pierwszy krok z trzech zaplanowanych na ten sezon został poczyniony ...
Mariusz Wlazły wyjeżdża z Kielc szczęśliwy w trójnasób. Jego zespół po raz czwarty zdobył Puchar Polski, a sam zawodnik został najlepszym atakującym turnieju. Na dokładkę prestiżowy tytuł najbardziej wartościowego zawodnika turnieju także wpadł w jego ręce. – Cieszę się, nawet bardzo, że zostałem najlepszym zawodnikiem. To naprawdę dla mnie ogromne wyróżnienie. Cały zespół zagrał na miarę oczekiwań. Moi koledzy także zostali indywidualnie nagrodzeni i mają podwójne powody do radości. Wszyscy jesteśmy bardzo szczęśliwi, te dwa dni pełne były pozytywnych chwil – nie krył swojego zadowolenia Mariusz.
To nie pierwsza taka nagroda naszego reprezentanta. Podczas całej swojej siatkarskiej kariery „Mario” uzbierał już pokaźną kolekcję statuetek . – Czy mam specjalne miejsce na swoje nagrody MVP? Przecież dostałem tylko jedną (śmiech). Nie mam jeszcze miejsca, gdzie mógłbym je przechowywać. Najbardziej cieszę się z tego, że swoją grą mogę pomóc drużynie – dodaje z uśmiechem Mariusz.
Atmosfera na trybunach jak zawsze przy okazji takiego święta siatkówki była wspaniała. Do kieleckiej hali sportowej przybyli kibice wszystkich czterech finalistów, a także miejscowi fani. Wszyscy razem stworzyli niezapomniany spektakl, a siatkarze niesieni dopingiem z przyjemnością rozgrywali swoje spotkania. Mariusz Wlazły przyznaje, że niegasnąca popularność siatkówki w Polsce bardzo go cieszy. – W naszym kraju na meczach zawsze jest fantastyczna atmosfera. Czy gra reprezentacja, czy podczas rozgrywek PlusLigi, czy także teraz w Kielcach. Kibice wszędzie potrafią się bawić oglądając nasze pojedynki. W tym mieście są dyscypliny sportu bardziej popularne od siatkówki jednak nie przeszkodziło to w wypełnieniu hali po brzegi. Przyjechali także kibice z innych miast. Mam nadzieję, że wspólnie spędzili czas bardzo miło.
W zeszłym roku w Poznaniu Skrze nie udało się stanąć na najwyższym stopniu podium. Zostali wyeliminowani przez świetnie grający wtedy Jastrzębski Węgiel. Być może Kielce są szczęśliwym miastem dla bełchatowskich siatkarzy, w końcu dwa lata temu także tutaj świętowali swoje zwycięstwo. – Szczerze mówiąc, w zeszłym roku nie trafiliśmy z formą na ten turniej. Byliśmy trochę rozbici i przeniosło się to na naszą formę na boisku. Jastrzębie zagrało wtedy rewelacyjnie. Historia co prawda lubi się powtarzać, ale nie tym razem. Najważniejsze jest to, co stało się wczoraj. Wracamy do Bełchatowa z pucharem – mówi Mariusz.
Podczas finałowego turnieju Plus Cup po raz pierwszy w Polsce siatkarze mieli możliwość zakwestionowania decyzji sędziego. Mogli zgłaszać swoje zastrzeżenia w pięciu przypadkach: podczas kontaktu zawodnika z siatką, dotknięcia antenki, przejścia linii ataku, miejsca upadku piłki oraz upadku piłki na boisko przed odbiciem przez zawodnika. Ułatwiały to powtórki z kamer umieszczonych na boisku. – Myślę, że ten pomysł z dodatkowymi kamerami na parkiecie jest dobry, aczkolwiek wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Moim zdaniem powinno znaleźć się dużo więcej elementów, które można zakwestionować. Widać, że to wszystko jest na razie na etapie testowania. Na pewno nie powinno być tak, że trzej sędziowie siedzą obok siebie i uzgadniają, czy była siatka, czy też jej nie było. Każdy z nich powinien podjąć decyzję sam, bez konsultacji z kolegami. Jeśli byłaby jednogłośna, wtedy można ją zmienić. Sędziowie oglądają materiał wspólnie, dyskutują, jeden może mieć wątpliwości, drugi nie i efekt końcowy może nie być zadowalający – mówi Wlazły. – Uważam, że pomysł naprawdę jest dobry, ale nie wiem, czy sprawdzi się w siatkówce.
Emocje weekendowe powoli opadają, jednak dla bełchatowian to dopiero początek drogi do sukcesu. Już za kilka dni staną przed wielką szansą wyeliminowania rosyjskiej Iskry i zagrania w Final Four w Pradze. Mariusz nie ukrywa, że zespół już myśli o swoim następnym przeciwniku w Lidze Mistrzów. – Przyjechaliśmy tutaj po zwycięstwo, udało się, teraz musimy skupić się na innych rzeczach. Już od jutra zaczniemy delikatnie przygotowywać się do rewanżu z Odincovem. Za wcześnie jeszcze mówić o jakichś konkretach, ale na pewno nie będziemy świętować długo, tylko zajmiemy się pracą pod kątem tego jakże ważnego spotkania z Iskrą – podkreśla atakujący Skry.
Czy bełchatowianie myślą o potrójnej koronie w tym sezonie? – Za wcześnie jest mówić o tym, co uda nam się jeszcze wygrać w tym roku. Pierwszy krok już zrobiliśmy, ale trochę czasu musi upłynąć żebyśmy mogli powiedzieć, że poczyniliśmy drugi... Przed nami jeszcze bardzo dużo pracy, dogrywania pewnych elementów. Nasza karta wciąż nie jest zapisana, sezon trwa, więc musimy poczekać co los przyniesie nam na sam koniec.
* Rozmawiała Monika Buzor - Reprezentacja.net
źródło: Reprezentacja.net
opracowanie: Monika Buzor
Do wiadomości napisano 23 komentarze











