Reprezentacja.net:
W ubiegły weekend w dobrym stylu pokonaliście Montichiari, utrzymując się na pozycji lidera. Uda się pokonać jutro Coprę Piacenza i z pierwszego miejsca przystąpić do rywalizacji w play off?
Sebastian Świderski:
- Miejmy nadzieję. W poprzednim meczu z Montichiari zagraliśmy dobre spotkanie, ale też bardzo ciężkie. W pierwszych setach czuliśmy jeszcze w nogach zmęczenie po podróży powrotnej z konfrontacji z Kazaniem. Grało nam się bardzo ciężko, ale jednak dobrze. Kontrolowaliśmy spotkanie. Co do kolejnego meczu, zobaczymy. W ostatnich dniach odbył się pojedynek Cuneo z Sisleyem i wiemy już, na jakiej pozycji jesteśmy przed niedzielnymi meczami. Podejrzewam, że żadna spośród drużyn z pierwszej trójki nie chce trafić na Treviso w pierwszej rundzie play off. Mimo, że grają teraz poniżej swoich oczekiwań, to jednak zawsze jest to ten sam Sisley, który w ostatnich latach w najważniejszych meczach sezonu spisywał się bardzo dobrze. Aczkolwiek nie będziemy kalkulować, chcemy grać i wygrywać nie oglądając się na to, jaka drużyna jest na którym miejscu.
Czyli spośród zespołów, na które możecie trafić w fazie play off, to Sisley najbardziej Wam „nie leży”?
- Nie ma zespołów, które nie leżą, wiele zależy też od dyspozycji dnia. My z tymi trzema zespołami: Vibo, Veroną czy Treviso wygrywaliśmy, więc nie ma żadnego negatywnego nastawienia z naszej strony odnośnie którejkolwiek z tych ekip. Wiadomo, że pierwszy play off będzie bardzo nerwowy, ponieważ wszystkie drużyny będą chciały przejść pierwszą rundę. Na tą chwilę wydaje się, że Valentia jest "na fali", wygrała pięć spotkań do zera. Ale jak powiedziałem: nie kalkulujemy, będziemy walczyć o wygraną, z kim przyjdzie nam grać.
Obecnie skupiacie się na play off, ale w poprzednim tygodniu wywalczyliście awans do praskiego Final Four Ligi Mistrzów. Radość w zespole była duża, czy raczej odhaczyliście kolejny cel jako zrealizowany?
- Może nie osiągnęliśmy jeszcze kolejnego celu, bo tutaj poprzeczka stawiana jest bardzo wysoko - chcemy być zwycięzcą tej edycji Ligi Mistrzów. Zrobiliśmy kolejny krok w drodze do jego realizacji. Udało się pokonać ubiegłorocznego zwycięzcę europejskich rozgrywek, więc awans tym bardziej cieszy. Radość więc oczywiście była, ale jak po każdym wygranym meczu.
W Pradze nie będzie nas reprezentować żadna polska drużyna. Jak oceniłby Pan występ Skry i Częstochowy w Champions League?
- Szkoda, ze żadnej spośród polskich drużyn nie zobaczymy w wielkim finale. Oba zespoły walczyły do końca. Częstochowa była rewelacją, czarnym koniem tych rozgrywek, nie tylko w Polsce ale i w Europie. Dochodziły do mnie takie głosy, szczególnie po wyeliminowaniu Copry Piacenzy. Na pewno była to wielka niespodzianka i ich występ można ocenić na duży plus, nawet pomimo porażki z Trento. Nikt tym młodym chłopakom nie zabierze doświadczeń, które będą procentować w przyszłości.
Co do Bełchatowa, oczekiwania były wyższe, bo zespół ten był budowany pod kątem Final Four Ligi Mistrzów. Trafili na bardzo ciężką, chyba najcięższą drogę do finału. Pierwszy krok udało się zrobić, Skra pokonała Dynamo Moskwa, drugiego niestety już się nie udało. Szkoda, bo bełchatowianie mogli przede wszystkim w pierwszym spotkaniu u siebie, w Łodzi, zwyciężyć 3:1, a wówczas w rewanżu w Odincovie mogłoby być inaczej. Teraz to już jednak tylko „gdybanie” i przypuszczenia. Był to jednak dobry występ Bełchatowa, sukces tej drużyny, ale w moim odczuciu i chyba w odczuciu kibiców pozostał niedosyt.
Rozmawiała Dominika Chorzępa - Reprezentacja.net
źródło: Reprezentacja.net
opracowanie: Dominika Chorzępa
Do wiadomości napisano 18 komentarzy











