Po czterech spotkaniach półfinałowych włoskiej serie A, stan rywalizacji pomiędzy Copra Nordmeccanica Piacenza i Lube Banca Macerata Sebastiana Świderskiego wynosi 2:2. O tym który z tych dwóch zespołów zmierzy się w finale z Trentino Michała Winiarskiego i Łukasza Żygadło zdecyduje ostatni, rozpoczynający się dziś o 15:45, piąty mecz.
Reprezentacja.net:
Wygraliście czwarty mecz półfinałowy z Coprą i zostajecie w grze o finał. Dzięki czemu udało się wygrać teoretycznie przegraną trzecią partię?
Sebastian Świderski:
- Na pewno dzięki temu, że nie poddaliśmy się i graliśmy do samego końca. Wiadomo, że drużyna z Piacenzy jest bardzo trudnym przeciwnikiem. Przede wszystkim dysponują bardzo mocną zagrywką. Pomimo tego udało nam się przede wszystkim nie stracić zbyt wielu punktów w przyjęciu i zatrzymać ich atakujących. Może nie powstrzymać w 100%, ale obniżyć ich skuteczność w ataku. W tych najważniejszych momentach to przyniosło pozytywny skutek.
Trener De Giorgi po meczu bardzo chwalił wasze nastawienie do konfrontacji. Była pełna mobilizacja, nikt nie wątpił?
- Oczywiście, że była pełna mobilizacja, ponieważ była to nasza ostatnia szansa awansu do finału. Jeśli przegralibyśmy to spotkanie, mielibyśmy już praktycznie wakacje i skończyłaby się dla nas przygoda w tych play offach. Mieliśmy "nóż na gardle" i musieliśmy pokazać się z jak najlepszej strony w tym meczu. Udało się. Przed nami co prawda piąty mecz w Anconie, ale wiadomo, ze tam oba zespoły będą „pod ścianą” i inaczej będzie się nam grało. Po drugiej stronie siatki zawodnicy Piacenzy również będą bardziej zdenerwowani, inaczej niż w poniedziałek.
Skąd bierze się tak niestabilna gra Waszej drużyny w półfinałach?
- Trudno powiedzieć... Gdybym wiedział, podzieliłbym się na pewno tą informacją z trenerem. Według mnie brakuje troszeczkę treningów, brakuje tej pracy, którą wykonywaliśmy przez cały sezon. Gramy co trzy dni, więc jeden dzień poświęcamy praktycznie na podróż. Tym bardziej, że nie gramy na swojej hali, trzeba dojeżdżać do Ancony. Treningi nie mogą być więc ciężkie czy męczące i gdzieś to później ma znaczenie. Tak naprawdę nie wyszło nam jedno spotkanie półfinałowe, to trzecie. Wtedy najprawdopodobniej mieliśmy w głowie to, że powinniśmy wygrać w Piacenzie mecz numer dwa 3:1. Mieliśmy w górze piłkę meczową, kilka kontrataków, prostych piłek których nie skończyliśmy... Co więcej, popełniliśmy błędy i przeciwnik cieszył się z wygranej. Na pewno gdzieś to siedziało nam w głowie. Do trzeciego meczu przystąpiliśmy więc z pewnym obciążeniem psychicznym i to było widać.
Co będzie więc decydować o wyniku dzisiejszego spotkania? Dyspozycja dnia?
- Nie, dyspozycja dnia będzie mieć znaczenie, ale to nie będzie kluczowe. Na pewno nasza gra w obronie i przyjęciu – te dwa elementy, w których bardzo dobrze zaprezentowaliśmy się w spotkaniu czwartym, będą kluczem do zwycięstwa. Z drugiej strony sami musimy bardzo mocno zagrywać i zachować spokój w ataku – grać z rozwagą tak, by podobnie, jak w ostatnim meczu popełnić bardzo mało błędów, niewiele punktów oddając przeciwnikowi.
Lepiej czujecie się już w hali w Anconie? "Ograliście" się trochę w niej?
- Ciężko powiedzieć, czy ograliśmy się tam, bo trenujemy ciągle na "swojej" hali. Wracamy do Maceraty i dopiero dzień przed meczem wyjeżdżamy do Ancony. Można powiedzieć, że jest to dla nas kolejny wyjazd, kiedy znowu trzeba się przygotować do rywalizacji na innym obiekcie. Tak zwany atut własnego boiska nie występuje, jest tak jakbyśmy grali na neutralnym terenie. Jesteśmy w troszeczkę gorszej sytuacji, ale najważniejsze jest to, jak się zaprezentujemy, a nie to, czy ściany będą białe czy szare (uśmiech). Najważniejsze, jak się gra, nie gdzie.
Do dzisiejszego meczu przystąpicie w pełni sił? Częśc zawodników zmaga się z problemami zdrowotnymi...
- Są mniej i bardziej poważne problemy, każdy ma swoje dolegliwości. Ktoś zmaga się z plecami, ktoś z kostką, kolanem czy barkiem. To są skutki całego ciężkiego sezonu i teraz odczuwalne jest już zmęczenie. Natomiast nie ma czasu na podleczenie się, trzeba zacisnąć zęby, wyjść na boisko i grać. Czasami to nie wystarcza, trzeba wspomóc się środkami przeciwbólowymi, przeciwzapalnymi, ale często mimo to nie da się grać na 100% swoich możliwości. Jesteśmy jednak w takim momencie sezonu, kiedy każdy wie, o co walczy. Jesteśmy świadomi, że nie będzie następnego spotkania, jeśli przegramy to najbliższe. Wszyscy więc z pewnością odsuną problemy na bok, dadzą z siebie ile się da, żeby po meczu powiedzieć nie tylko sobie, ale i kolegom że zrobiliśmy to, co było w naszej mocy.
A jak Pan się czuje?
- Mam problemy z kolanem, które nękają mnie od trzeciego meczu play off z Treviso. Przed tym spotkaniem na porannym treningu bardzo się pogorszyło. Teraz miałem jednak specjalną terapię, specjalne przygotowanie do meczów. Miejmy nadzieję, że to wystarczy, żebym mógł zaprezentować się dziś na parkiecie w Anconie. Wiadomo, że nie tylko ja, ale każdy zawodnik chce zagrać w takim spotkaniu i pomóc swojej drużynie.
W finale czeka już na rywala Itas, który pokonał Cuneo w trzech meczach. Tak szybkie zakończenie rywalizacji w tej parze było niespodzianką?
- Na pewno Cuneo miało też swoje problemy zdrowotne, co obniżyło wartość tego zespołu. Natomiast zaprezentowali się bardzo dobrze, grając do samego końca „z sercem”. Te spotkania nie przynoszą im wstydu. Spodziewaliśmy się, że Trento wygra, może nie od razu, nie w trzech spotkaniach. Liczyliśmy, ze Cuneo „urwie” choć jedno spotkanie mistrzowi, przede wszystkim na swoim, gorącym terenie. Niestety, nie udało się - dobrze dla Trento, gorzej dla Lannutti. My jednak nie patrzymy na przeciwników, najpierw musimy skupić się na sobie.
Wszyscy liczą na "polski finał", niektórzy na rewanż za praski półfinał Ligi Mistrzów. Uda się dziś wygrać i awansować?
- Ja w to wierzę i bardzo na to liczę. Byłoby fajnie. Mam jednak złe wspomnienia z Pragi, więc wolałbym do tego tematu już nie wracać (śmiech). Gdy jednak zdarzy się "polski finał", zrobimy wszystko, żeby zapomnieć o tamtym spotkaniu i żeby taka sytuacja jak w Czechach się nie powtórzyła. Oczywiście jeśli będziemy grać w finale. Ale dziś przed nami jeszcze daleka droga do tego i na dzień dzisiejszy bardziej skupiamy się na Piacenzie niż ciągle tylko potencjalnym następnym rywalu.
* Rozmawiała Dominika Chorzępa - Reprezentacja.net
źródło: Reprezentacja.net
opracowanie: Dominika Chorzępa
Do wiadomości napisano 129 komentarzy











